InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

1999

Czerwiec
01. Czerwiec. Co z tego?
02. Kolejny dzień, kolejna noc
Złowrogi śmiech losu
Za każdym rogiem strach
Każdej chwili zdrada
03. Pustka… Śmiech z kątów, bo jak głupi miałem nadzieję… Usłyszeć Twój głos…Ale tu nigdzie nie ma Twojego głosu. Tu głuche milczenie… Tu głuchy szloch, jak za oknem płaczące chmury… Może jutro… Tak! Mam jeszcze trochę wiary…
04. W błyskawicy widzę wściekłość, w grzmocie ból, w płomieniach żal… Uwielbiam burze, mógłbym godzinami trwać na tarasie moknąc nie czując tego, ekstazą wzroku magnesowanego i patrzeć, kontemplować, urzekać się i zachwycać błyskawicami. Tak wspaniale doskonałe… Nawałnica nocna równoległa do mojej ucicha rano… Tylko Ona…
05. Dlaczego nie pamiętasz, nie wspomnisz chociaż, o mnie. Tak! jestem cholernym egoistą. Pewnie cierpisz wspominając to przeklęte imię. Masz rację. Trudno ukryć. Szukam Twojej myśli. Pragnę Twojej obecności. Topisz mnie morzem indyferencji… I jeszcze ta rozłąka… Kiedy Cię zobaczę? No kiedy? Rozpacz ma tak bardzo słony smak, że aż śmieszy… Bo to śmieszne…
06. Świat martwo zawirował stalą w skroniach
Może przyszła cicho niezauważalnie spłynęła stamtąd
I ONA - geniusz - pamięta prawdziwie jedyna
Ech ONA - piękność - dała mi uczucie prawdziwe
Rozkosz to tylko Jej słowa tęsknota Jej brakiem
Ciemność otacza blask Jej postaci
Istota jej piękna skryta doskonałością szczegółów
!
07. Tęsknota jest jak wiatr. Wzmaga się i opada. jak sekcja smyczków, a raczej jej "napór" w dobrej symfonii, jak w V i III Beethovena, lub chociażby w Vivaldim w "Czterech…" (prostackie) w Lecie (g) w Presto, albo w chef d'ouvre J. S. Bacha III koncercie brandenburskim (G BWV 1048) - Allegro, czy w Toccacie i fudze (d BWV 565) w transkrypcji Stokowskiego… Ale dość rozważań o doskonałości. Czas najwyższy wrócić na ziemię… Chociaż to raczej burza… Tęsknota grzmi w plusku fal, wyje w wichrze… Jak…
08. Kolejny szary dzień. Burza uczuć atakuje, przechodzi, przechodzi w unisono żywiołu. Wściekłość zabija. Noc błyska podobnym klimatem, a świt grzmi radością nowego, koszmarnego dnia… A ja w nim - rachityczny pył. Pył, co zwala z nóg, pył, co przeszkadza żyć innym - dusi i pył - rozwiane marzenia… Może jutro - wątpię… Dlaczego?
09. Myślałem: zadzwonię dzisiaj. Nie wyszło… Zresztą… co mi wychodzi? Jestem shitem, nothing I'm. Dlaczego nie mogę się uwolnić? Nie chcę żyć. Czy ktoś mi pomoże? Odważy się?
Ty o mnie nie pamiętasz… Codziennie rano, oprócz depresji (bo się obudziłem), przytłacza mnie nadzieja: może napiszesz, może zadzwonisz… Próżne marzenia… Daremne urojenia… Majaki… Ale to pozwala żyć do południa…
Listonoszka… Pytanie samo biegnie na wargi:
- Są jakieś listy do mnie? - nie, jak zwykle nie ma… Życie blaknie… Szkoda, że pamięć taka krótka… To tak jak w tym wierszu Noblistki - o tym, że ludzie są nieśmiertelni, bo ktoś o nich pamięta: "nie ma dnia by ktoś nieśmiertelności swej nie stracił", czy jakoś tak… Nieważne… Może lepiej, że wyzerowałaś pamięć dotyczącą mnie… To był ból, to jest ból… Tyle cierpienia, łez przeze mnie… Gdybym mógł to odkupić, odpokutować… To wieczna wina, z nią się żyje, z nią się cierpi, z nią się umiera, ale ona jest nieśmiertelna… Zawsze boli…
Proszę, przebacz mi… Ach, byłem młody, byłem głupi, byłem świnią. byłem płytki (nie twierdzę, że coś zmieniłem, starałem się jak mogłem… Poświęciłem tyle godzin, dni, miesięcy, lat…
Wybacz… Dlaczego nie? Mam paść na twarz? Leżę… Mam umrzeć? Nie mogę… Uwierz mi chciałbym… Ach jak cholernie chciałbym… Co jeszcze? To najgorsza kara, nie pozwala spać, myśleć, nie mówiąc już o szczęściu…
Błagam! Wybacz! Odpuść!
Nie powiem tego przy Tobie… Przecież obiecałem Tobie nie wracać do tego, nie wspominać o tym… Żałuję… Chociaż to tylko moje cholerne ego… Ego prowadzące nad przepaść… Treścią jej: psychoza, wokół krąży obsesja, ona już moją panią… Ach… Rozrywa czachę, wściekle pulsuje, odbiera siłę, wiarę w siły, chęć, myśli, tylko życia nie chce wziąć… Kołaczę we włosienicy, taki XX-wieczny cesarz QuasiHenryk IV i jego Canossa, taki QuasiJurand ze Spychowa… Jeden znalazł odpuszczenie i przebaczenie, drugi cierpienie i ból… Po co to piszę? Tu tylko autowstręt… Ach… Serce kłuje, tak cholernie mocno, jakby ktoś wbijał czasem szpilki, czasem gwoździe…
Aaaa! Wybacz! Szukam tylko tego - jedyny cel życia…
Proszę! Przepraszam… Aaaa!
10. Pojutrze exam… "Nic to"… Ale nie mogę się skupić, któż zgadnie dlaczego? Nie mogę myśleć… Czy znajdziesz trochę (dla mnie to może być każdy okres) czasu, czy zmarnujesz garść cennego czasu, rzucając go pod stopy Próżności… Ciężko mi żyć, naprawdę, ciężar rośnie… Ale brak sił, by uciec… "Nic to"… No… może prawie nic… Nieważne… To są tylko moje problemy, tylko mój ból… I nie mam nikogo, by o tym powiedzieć, bo są ścieżki którymi trzeba podążać samemu, bo są ścieżki niedostępne dla innych… Dlaczego męczę te strony (może papier toaletowy byłby lepszą inwestycją) obarczając je moim cholernie trudnym lifem… Ale i tak nie piszę tu wszystkiego… Niektóre problemy spalają wstydem, one pozostaną w głowie… Wiem, że tylko Ty się liczysz, jesteś jedynym sensem, porządkiem, celem, doskonałością… I dobrze - nie zasługuję na miłość Bogini…
Może za chwilę usłyszę Twój głos… Już paraliż i wszystkie potrzeby fizjologiczne szukają ujścia - typowa reakcja na zdenerwowanie i podekscytowanie… Obyś była, obyś miała czas…
Niestety… Nie miałem szczęścia, nie usłyszałem tego jedynego, którego mógłbym słuchać bez końca, Twojego głosu… Zajęty… Może to zepsuty telefon, albo źle odłożona słuchawka…
11. Za oknami pola, kończy się śmierdzący rzepak, mijam lasy, miasta i mnóstwo wsi… Marzę tylko i milczę… Może zobaczę Cię, pójdę, pielgrzymka do Twoich drzwi, tylko (dla mnie aż) żeby ujrzeć Ciebie… Nie mam sumienia pisać po raz enty o Twojej postaci, że o geniuszu nie wspomnę, nie chcę przywoływać tu Twoich oczu… Bo to primo: niegodne, obrażam Ciebie w ten sposób, secundo: nie jestem w stanie przekazać ich idealności, tertio: zachwyt jest najłatwiejszy, ale (może dlatego) nudny… Jeszcze Twój głos, zagadka lśniącej toni na której wesoło skaczą promienie słońca… To jedyny ważny cel dzisiejszego dnia - Twoja obecność…
Nie wiem nic, na tym kończy się moja wiedza… Tylko Ty powodem rozumnego szału, niestety bez kontroli… Jeszcze jutro ta parszywa Teoria i parszywy Chałupnik… To jutro… Dziś tylko Ty… Może……
Byłaś, rozmawiałaś, śmiałaś się współczująco… Ach, móc zobaczyć Ciebie, Twój uśmiech… A później tylko już umrzeć… Szkoda, że Jej nie ma, dlaczego nie chce przyjść i zabrać mnie? Przecież tu syf… Przecież chcę umrzeć! Przecież szukam i nie znajduję! Przecież…
Nie mogę zasnąć… Wstanę silniejszy, bo próby tylko osłabiają… Poczytam coś sobie… Popiszę… Pomonologuję, pomruczę… Pooddycham uczenie… Wszyscy wstali… Już niedługo wyjdę…
12. 10.30 - exam z TOIZ-u
Zdałem… Przynajmniej powinienem. Ale rzeźnia była, był "synuś". Było. Byle poszedł.

Przekrwione oczy marzą tylko o jednym… Może o dwóch sprawach… Ja tylko ślepy niewolnik, galernik, no… może załogant Odysa… Śpiew syren… A raczej syreny… mojej, nie mojej, Gwiazdy Przewodniej…
Pijany światłem głęboko oddycham, za chwilę kradnę, już jakby bardziej lękliwie, kolejny oddech… I tak śmierć… Tylko kiedy? Jestem niecierpliwy i tak cholernie wściekły, miotam się wściekle w tej klatce…
13. Dwie drogi: krótka i długa… Obie wąskie, kręte… Krótka - jak to się mówi - tonie w mroku - może to stwierdzenie jest nieczasowe, może prymitywne, może żałosne, ale w największym stopniu, właściwie idealnie opisuje stan tej drogi… Długa - świetlana, z oślepiającą jasnością, która aż mdli… Trudny wybór…
Szukanie, wieczne poszukiwanie w braku energii, rozpacz zabija od wnętrza zabierając myśli… Może to naiwne, ale myślę czasem o sobie, jak o równym…
 
To już dwa lata… Kobyłka… Rozpacz…
14. Nie ma ucieczki…
Nie ma życia…
Nie ma radości…
Jest koniec, jakby go nie było…
Tylko nie mój…
Jeszcze aż 200 dni do końca tego parszywego roku…
Ile do mojego końca? Oby mniej…
 
Kviecioovi ukradli rower…
15. Brak mi Ciebie, tak chciałbym móc z Tobą porozmawiać…
Brak mi kogoś, komu mógłbym powiedzieć, jak mi ciężko, że ta awersja do życia… że ten ból… Brak… Ale o Tobie i tak nikomu… Nikomu… Nigdy…
 
Teraz coś innego: Studia mają być płatne, przepraszam, studia są (zgodnie z Konstytucją) bezpłatne, ale bulić trzeba będzie za examy i zalki… Ogranicza to dostęp do nauki (może nawet zamyka) najuboższym, a więc łamie Konstytucję… Moja kuzynka (IV r. prawa, ultraska), że: winna jest lewica, bo oni uchwalili konstytucję (ona chce zostać sędzią - Boże chroń przed tak apolitycznym sądem - "przyszłość" sądownictwa)… Zauważyłem, że to Handke łamie Konstytucję, wprowadzając przepis który jest kontynuacją nieludzkiej polityki II rzeczpospolitej, ponadto jestem za tym, by zapłacił za swoje studia, skoro uważa, że jest to niezbędne… A w ogóle, to szkoda słów… Zauważyłem, ale nie powiedziałem… To jest logiczne: żydo-komuno-masoneria niech chyli kark i cicho siedzi, a wtedy może… chociaż o nielustrowaniu nie ma mowy… Wszystkich wrogów kościoła spalą na stosie opinii publicznej… Chociaż mnie może się udać - wtedy miałem z 10 lat… Może, ale nie musi… Niekoniecznie…
16. Spałem jak zabity 4 godziny…
Czar iluzji myśli zabija… Znów odważyłem się myśleć o Tobie, świętokradczo nieomal równając siebie z Tobą na płaszczyźnie przynależności do genusu ludzkiego… Poza tym wszystko nas różni… Może prawie…
Dzisiaj znowu niektórzy twierdzili, że jestem niezastąpiony (prawie) - pełne ludzi niezastąpionych są tylko cmentarze…
Widocznie dzisiaj wyspałem swój zapas za prawie pół roku… Czy znowu będę musiał tyle czekać?
Ciekawa kompozycja świtu…
17. Tyle, co wykręcić numer… Czy nie za wiele nerwów, nie za mało sił, nie za trudno? Drżącoręki pomnik lęku…
Już po… Ach… Nie mogę tego opisać… Tylko ta… moja mała obsesja… Co teraz myślisz… o mnie… Jeśli w ogóle zwracasz uwagę na ten konglomerat czarności i nicości… Pewnie myślisz: "idiota, zabiera mój czas [Twój czas - przyp. I.], żałosny dziwak"… etc…
Cóż, jutro Cię ujrzę!
18. Vulnerant omnes, ultima necat!
Muska szybę rozmazując ostrość światła
Głaszcze jakby zmartwieniem oddycha
Stuka delikatnie nieśmiało pytając o troski
Cichutko puka zapraszając do retrospekcji
Rytmicznie uderza żalem godziny samotnej
Kołacze resztką sił jak serce jak sen
Wali jękiem tęsknoty ukrytej
Grzmi rykiem wściekłości bezsilnej
Uwięziony skazany wyrok wykonywany
Szukający ratunku koszmarnociały
Oszukany porzucony tragicznie ufny
Osamotniony czystokrystaliczny łzą
Łzą niebios łzą losu Jej łzą
Quem dii diligunt adolescens moritur!

Widziałem Cię, skąpany w radości chwili… Rozmawiałem, śmiałem się…
19. 3,5. Tyle dostałem z TOIZ-u. Przypomniał się mi Kierzkoś: "jeśli wiem, że student umie na 3 a ma napisane na 5, to piszę 3 i 5, stawiam przecinek i jest 3,5. Ha ha…
Z mikry dostałem db. Jeszcze tylko elementy (egz. i ćw.), infa i wpis z matmy… Czyli już po sesji…

170 dzień tego cholernego roku… Może już z górki?
20. Kto zgadnie, o Kim myślałem cały dzień… Kto zgadnie, dlaczego mam wszystkiego dosyć… Dlaczego jestem człowiekiem, z tak dużą ilością marzeń? Z marzeniami tego kalibru? Chamsko mówić? Nieważne… Żyję tylko dla Niej! Ale to moja sprawa… Jej to nie obchodzi… Na szczęście… Ach…
21. Niestety nie można… Niesprawiedliwość… No, prawie zdrada… Przecież już miałem to za sobą… Bo tak chcą, tak będzie… Ja bez prawa veta… A byłoby dwa examy mniej…
22. Powietrze się zagęszcza…
23. Cholerna samotność, aż zadusza… Wiecznie mokre oczy - śmieszą… Tylko jedno pytanie zawsze się nasuwa: Dlaczego ja? Szkoda nudzić…
24. Ubóstwiam Cię! Wielbię…
W powietrzu drga jeszcze Twój śmiech… Jutro tu przyjdziesz, obejrzysz tę ruinę…
To już dzisiaj…
Leżę… Zapalam papierosa… Chyba na chwilę zamknąłem oczy… Trzeba się uczyć… Uczyć… Cholera, żar mi spadł… Ale gdzie? Tu go nie ma… Trzeba się podnieść… Dlaczego tak ciemno? Światło… Gdzie jest ten cholerny żar? Nie ma go… Chwila… Przecież ja od 1,5 roku nie palę… Na szczęście to tylko sen… Dość realny na mój gust… Nie mam ochoty spać… Jestem zbyt zmęczony… Zaraz… Zaraz… Przecież już od lat… Tak wstaję… Zawsze zapominam, co jest przyczyną… Cholera, wiedziałem, nie: domyślałem, nie: wydawało, nie: czułem, ale wiedziałem, że muszę szukać żaru… Ciekaw jestem ile go szukałem, jak kopciłem… Wiem… Pamiętam… Nigdy nie przysypiałem z fajką - dym zawsze mnie pobudzał… No, trzeba przyznać, że mam rozwiniętą psychę…
Jutro… Nie dzisiaj…
25. Szare godziny zwątpienia, abstrakcje dni wczorajszych, mrocznym pomrukiem niewiary… Bo może to nie dziś?… Może to nie tu?… Nie… Ależ nie… To niemożliwe!… Może to sen?… Może… Może nie zdążysz?… Może… Ach… Może to nie Ty?… Może… Może… Już wiem: może nie możesz?… Nie, to nie wchodzi w rachubę… Może… Może… Nie, to nieprawda, jak mi to mogło przyjść do głowy? Nie… to nie tak… Bo chyba chcesz mnie widzieć?…
Ach… Przyszłaś, byłaś, rozmawiałaś, śmiałaś się, poszłaś… Kryształ Twojej obecności jeszcze lśni…
26. 10.10 exam - elementy prawa - dst
27. dst z infy. Szkoda słów. Sesja nr 2 zaliczona.
To już koniec, dalej już nie można iść… Nie wiem już nic i nic nie jest już pewne, pewność przynosi śmierć… Gdzie jest? Gdzie jesteś Ty? Nie wiem, co o tym sądzić, to przerasta mnie, jestem taki mały, bo cóż znaczę, czym jestem… dla Ciebie… Dlaczego to tak boli, z każdym dniem jest gorzej… Nie mogę zasypiać, myśleć, żyć (psychą), wiecznie otwarte usta nie mogą już zatrzymać krzyku, oczy łez, ręce drżenia… Głuchy spazm ucieka woli… Mokra twarz błyszczy w świetle księżyca… Drżące palce dotykają szyby szukając Twojego dotyku, którego nigdy nie doświadczyły… Suchomokre wargi muskają to szkło, o temperaturze równej ciepłu Twojego uczucia do mnie… Odsuwam zamarznięte wargi uśpione marzeniem niemożliwości…
Bo zawsze coś, bo zawsze ktoś, bo zawsze nic, bo zawsze nikt… Bo nigdy ja…
28. Jutro ten tzw. exam. Najgorsze jest to, że to exam konkurencyjny - dobry znaczy wypadasz, b. dobry możesz być
29. 14.30 hista na ius
To już dzisiaj… Mam nadzieję na sukces…
To było dzisiaj… Miałem nadzieję na sukces…

Ty, na szczęście (dla mnie, bo nie dla Ciebie) już przyjechałaś, rozmawiałem próbując zapomnieć…
Chlańsko (pierwsze od 10 dni) i teatr - znaczy impreza…
30. Jutro znów trzy godziny męczarni… Ale to dopiero jutro… Dzisiaj jest dzisiaj… Tzn. szary, nudny, ponury, jasny dzień… Dlaczego nie mogę być kimś innym…
Konspira u Kuzaja…
01.01-19.12.99