InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

1999

Grudzień
01. Leżę bezsilny płacząc w bezgwiezdną noc… Kolejny świt rani oczy…
02. Gdyby dziś się to udało (totalne cięcie) byłbym szczęśliwy (a przynajmniej już bym nie cierpiał)… Zauważyłem, że nikogo by to nie wzruszyło, nikt by nie wspomniał… Bo dla nich jestem tylko pyłkiem - elementem ich gry…
03. Na usta cisną się daremne pytania o sens…
04. Dzień strawiony na tym, co zwykle - rozmyślaniach…
05. Zastanawiająca ironia trwania…
06. Przegrywam w mojej samotnej walce, w kolejnym boju z samym sobą…
07. Szaroponura beznadzieja świata…
08. Parodia quasiistnienia… Znaczy poszukiwanie… Cały dzień… Cały rok… Całe życie… Siłą rzeczy…
09. Żegnaj Miłości mojego życia… Dałaś mi stosowną odprawę… Bo byłem za brzydki, za głupi, zbyt śmiesznie nudny, zbyt gruby, zbyt biedny…Bo byłem nieudacznikiem… To wszystko zakrawa na gorzką ironię… ja, gotowy wszystko oddać z imię Twojego uśmiechu… ja, który nigdy nie dostąpiłem zaszczytu dotknięcia Twojej ręki… ja, z którego myśli nigdy nie znikłaś… ja, którego wszystkie czyny (z tych nikłość udanych) kierowane były myślą o Tobie… ja, w którym zawsze mogłaś widzieć przyjaciela… ja, w którego oczach zawsze mogłaś widzieć tylko Siebie i troskę o Twoje życie… ja, który całe swoje życie rzuciłem na szale, na drugiej było Twoje imię… I zwyciężyłaś…
Vae victis! Jak pieśń chóru potępieńców brzmi gdzieś w głowie…
Bo przegrałem ze zwidem, zjawą koszmarną… Bo on "był uparty"… Ja nie… Miałem zakazane mówić… I tak bym przegrał: powietrze vs. duch…
Jakaś A… z piątego…
10. Kiedyś byłem uważany za geniusza…
Niektórzy widzą go we mnie do dziś…
Kiedyś byłem klasyfikowany, jako natchniony, jako ktoś z talentem, jako artysta, poeta, pisarz, kompozytor itd.… Kiedyś…
Kiedyś byłem traktowany jak gówno… Dzisiaj też…
Jakaś G… spoza…
11. Mam niepowstrzymaną wręcz ochotę zamknąć się w najtwardszej skorupie - w samym sobie, zamknąć się w sobie i nigdy już nie odezwać się słowem, zalać usta betonem gorzkich łez… Mam ochotę nikogo nie widzieć, o nic nie zaczepić wzroku, żeby mnie nie było… Nigdy…
A?…
Miejscu, skąd przyszedłem powiem dziś: żegnaj! Bo pękła właśnie ostatnia nić (stalowa lina) trzymająca mnie z tamtym światem…
Przeżywałem tam radości i smutki… Niewiele dostałem i prawie wszystko mi odebrano… Pozostawiono mi łzy i pamięć…
A kiedy Ona spyta się mnie: Skąd byłeś, ja westchnę, a od mojego westchnienia chłód ogarnie wszystkich… a potem przemówię, przemówię, a od brzmienia mego głosu zadrży Ziemia… i powiem: Znikąd i zewsząd, nigdy mnie nie było i zawsze istniałem… Jestem niczym i wszechświat jest moim istnieniem
Od dziś moim imieniem jest: desdicado…
Zdarzenie zwane ?…
12. Gówno zwane życiem… Kurwa… Pierdolę takie gówno…
J czy A?…
13. Zbliżam się do końca kolejnego roku walki… A ciągle jestem gdzieś w połowie drogi… Bo gdzie miałbym trwać, rzuciwszy swoje kości w cieniu czarnego drzewa, schnącego na uboczu, przy drodze…
Przerażająca prawda… Bo to nie ma sensu… Bo tu nie będzie "motywu sokoła"… Bo tu nie ma niczego… No, prawie niczego… Bo samotność to też jakaś forma egzystencji…
Jakaś E.…
14. Nie mogę oderwać myśli od istoty mojej świadomości…
Wieczny brak sił…
S…
15. Bolący kolejny dzień niepełnej świadomości, braku nadziei… Cóż… Bo to tylko nieudana inwestycja… Szkoda tylko, że dotyczy wszystkich poziomów mojego bytu…
J?…
16. Prawdziwość strachu, realność bytu…
N…
17. To jest niewytłumaczalne… Życie to syf…
Prawdopodobnie nic już nigdy nie napiszę, bo nie warto, bo to nic nie daje, bo tylko się ośmieszam… Nic nie udało się mi stworzyć… Może skończę ten rok… może skończę to, co teraz piszę… Bo o czym mam pisać, gdy wszystko się kończy… Może jutro (mam nadzieję) się nie obudzę, bo to nie ma sensu… Może…
Przypadek zwany B…
18. Żałuję, że Cię poznałem… Tyle złudzeń, tyle marzeń, tyle poniżeń… Tyle czasu, tak wybitnie straconego… Wbiłaś się jak strzała z zatrutym grotem - wstrzymywałaś wszelkie próby ruchu, paraliżowałaś każdą myśl… Oddychałem, płakałem, żyłem tylko Tobą, Ty byłaś każdym krokiem… Ty byłaś wszystkim… Dziś patrzę na siebie powalonego, siebie zniszczonego, siebie toczonego rozkładem i widzę wypaczony, chory, somnambuliczny umysł, roztrzęsione ręce, dygocące nogi, ruinę mojego ciała… Codzienny wielokrotny, ciągły Lęk… Obezwładniający, kulący się Ból… I to wielkie morze łez… Na szczęście jutro się to skończy…
Zdziwienie zwące się U…
19. Koniec… Uff… Wolny… Koniec… Myśli brak, ciała brak, wnętrza brak… Koniec… Mnie brak… Koniec… Farewell, miss […], farewell… Koniec…
01.01-19.12.99