InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

1999

Kwiecień
01. Widziałem Cię tam, z rodziną… Zauważyłem za późno, trochę kompromy, ale ja niewychowany przecież, trzeba dźwigać, jak najbardziej słusznie, brzemię prymitywniaka…
02. Dlaczego znowu myślę o Tobie?
Dlaczego zawsze myślę o Tobie?
03. Marzenie senne spełza ze ścian
Podbiega cicho do gardła
Ściska krtań wyrywa jęk
Przeszywa Ostatnią myślą
04. Mam tego wszystkiego dosyć! Kurwa, który raz już to piszę, który raz to przeżywam?
Wszystko przeciwko mnie, wszyscy chcą mnie zmusić do zdeptania ideałów, porzucenia jedynej szansy spojrzenia sobie w twarz, ostatniej możliwości spojrzenia w swoje oczy…
05. Jutro… Nieśmiertelne jutro…
06. Dzisiaj ja tu i tam Twój głos… Ach…
07. Tęsknota… "Tworzę" - szumna nazwa na wykonywaną czynność…
 
Tęsknota - cóż znaczy to słowo:
"tęsknota CMs -ocie lm. D -ot
1. "uczucie żalu, wywołane rozłąką z kimś, brakiem lub utratą kogoś […]": Bezbrzeżna, nieopisana, niewypowiedziana, straszna t. […]. Być chorym z t. (za kimś[…]). Szarpany, gnany, trawiony t. Konać, usychać, umierać z t. T. budzi się w […] sercu. T. ściska serce, wzbiera w[…] sercu. T. wżera się w […] serce. Odkąd zniknęła jak sen jaki złoty, usycham z żalu, omdlewam z t. (Słowacki)"*
"tęsknić -nię, -nisz, -nij, -nił
1. "bardzo chcieć zobaczyć kogoś, […], odczuwać tęsknotę za kimś, […]": Tęsknić[…] do dziewczyny"** do śmierci…
------------------
* Słownik języka polskiego, Warszawa 1979.
** Ibidem.
08. Który raz odliczam te godziny… Jeszcze 12… Cały dzień myślałem o tym, o czym zawsze myślę: o Tobie, Twojej obecności, Twoim głosie, Twojej postaci, mojej marności w Twoich oczach…
09. Tak… Twój widok ozdrowił na krótki, zbyt krótki czas Twojej obecności… Niewiedza daty następnego spotkania…
Dlaczego szukam tej marnej radości egoisty?
10. To wczoraj, tak dawno, każda chwila jak dzień, każdy dzień jak wiek, uderza przyczajoną Tęsknotą, zmusza do płaczu w takt Preludium "Deszczowego" i sonaty B Chopina, a także "Mondblitzsonate", "Egmont" Beethovena, Carminy Burany Orffa, Toccaty i fugi Bacha, Pieśni bez słów op. 62, nr 3 Mendelssohna-Bartholdy'ego itd.
Setny dzień myśli o Tobie w tym roku…
11. Mój głos już jak stękanie cierpiącego żebraka… Bo takim jestem… Ból zawarty w oczach, ustach (słowach) powoli zabija… Niestety psychikę, usypia próby człowieczeństwa… Bo Kiedyż Cię ujrzę… Nawet nie mogę Cię spotkać, usłyszeć Twojego głosu… Dlaczego?
12. Uff, ale łupie… Przecież wczoraj nie piłem… Nie miałem pieniędzy… Na szczęście żyjemy w III rzeszypospolitej… Tfu, rzeczypospolitej… No tak, miesiąc naszego chwalebnego wnatowstąpienia… Oprócz tamtej tragicznej komendacji jeszcze teraz to…
13. Wszyscy pragną mojego życia
nikt nie chce pomóc ułatwić
maksimum kłopotów
14. Z otwarciem oczu - pod powiekami byłaś Ty - zbiegła się moja pierwsza myśl: Ty… Mimo, iż jestem skirtotymikiem, a okresowo nawet skirtotoidem, większość z nich żyje Tobą, Ty jesteś nimi…
15. Doskonale odsłonięty, złamany naporem, bo chciałem być inny… Winny!
16. Nie krzyczcie szczęściem
zostawcie mnie samego
jeśli nie chcecie
dać szczęścia
17. Kolejny dzień, jeszcze tyle… Szkoda…
18. Dlaczego jesteś tak daleko? Dlaczego tutaj nie ma Twojego głosu? Dlaczego te wszystkie godziny i dni należą do Ciebie? Co mi da odpowiedź? Nic, a właściwie kilka słów… Przebudzenie krzyczało Tobą, a raczej twoim brakiem… Tutaj brakuje tylko Ciebie… Lecz cóż ja, uosobienie próżnej marności, quasidemiurg ze skrzywioną psyche, zdeptany potokiem ludzkiej nienawiści i szukania uciech… Ze mną można tylko porozmawiać (a i to niedługo - nudzę) i martwić się moimi problemami (starcza ich dla każdego chętnego)… Ja - głupi brzydal pozbawiony poczucia humoru, wiecznie ponury; Ty mądra (wprost genialna), piękna i wesoła - Anioł, Ty nie chodzisz - Ty płyniesz, powietrze rozstępuje się, czując się niegodnym kalać Cię swym dotykiem, przed Tobą - Królową Wdzięku, z Twoim śmiechem kamień chichocze, tylko ja zmartwiony, wiecznie smutny, nieobecny… Ty i ja (wybacz to zestawienie) razem - to dopiero byłaby para, jak w kiepskiej komedii, parodia dobrego smaku, a raczej jego brak, rozkład moralny; połączenie możliwe tylko w bajkach, choć chyba nawet tam niedopuszczalne, no, może w fotoopowieściach z gazet młodzieżowych (chociaż tam zazwyczaj piękni i wysportowani) albo Harlequinach (jw.)… A moje głupie marzenia, pozbawione estetyki i skoncentrowane tylko na własnych egoistycznych pragnieniach, celach… Złudzenie człowieczeństwa…
19. Wokół milczenie przeklętych, samotnych ścian, ścian oddychających psychodelią codzienności, niemych świadków tego quasiprocesu; atakują jednostajnością jak moje myśli - są zbieżne ze mną…
En general elita est explicite ezoteryczną ekspresją exodusu…
Przepraszam, zapędziłem się za daleko… To wszystko, by choć na chwilę zapomnieć o Tobie… Bezskutecznie… Kolejny dzień…
20. list, tak list… Bez cienia samotności, marazmu, depresji, bez prawdy, a raczej prawdą tylko w słowach niepełnych… napisać list, tak napisać… Bez blasku pięknych słów, wyszukanych zwrotów, zapożyczonych wyrażeń, makaronizmów - to tylko proste, bolące prymitywizmem słowa… napisać list do Ciebie, tak do Ciebie… Bez szukania Twojej obecności, Twoich słów, Twojego wzroku, Twojego głosu, w treści śmiesznie głupiego, introwertycznego listu… napisać list do Ciebie - Anioła, tak Anioła… moja małość, Ty tam… napisać pierwszy list do Ciebie - Anioła, tak pierwszy… Może ostatni - bo ja, kim ja jestem - ja - ustawicznie wyśmiewany, pogardzany, retrospektywny śmieć… odważyłem się napisać pierwszy list do Ciebie - Anioła, tak odważyłem się… Czy raczej ośmieszyłem…
Dlaczego to takie trudne, dlaczego Lęk wciąż paraliżuje, nie pozwala zebrać myśli, nie pozwala użyć pożądanych słów, wykonać kroku, poruszyć się? Dlaczego nie pozwala Rozmawiać?
21. Literki żmudnie stukane częścią życia, może sukcesu… Tymczasem szarość przeplatana dumnym posłaniem: w końcu, to ja jestem spadkobiercą Polaków - patriotów, Polaków - mężnych, silnych, walecznych i rycerskich, Polaków - bohaterów, powstańców, niestety także Polaków - warchołów, pieniaczy, Polaków - skirtotymików, narodu - posłania… Zauważenie dotyczy tylko jasnej strony - na wzór "pieśń to wielka, pieśń - tworzenie, taka pieśń…" itd.… Teraz Mickiewiczem tylko księgarnie plują - nie sprzedane 200-lecie… To był koleś, ale co tam o nim dużo mówić (pisać), prawdziwi Polacy to nie jakiś Litwin… Jego patriotyzm jest nieistotny - nie należał do partii (jaws), źle wyrażał się o jej guru, niech pamięć jego będzie przeklęta… A i o kościele pisywał źle i takie tam (lista jest dość długa), to za co go wielbić… Nieważne…
Wysłałem list do Ciebie…
22. Może już doszedł… Byłoby pięknie: wstajesz rano, ubierasz się, wychodzisz (z moim nieistnieniem w Twojej pamięci), patrzysz w skrzynce list, otwierasz skrzynkę… Pismo mnie zdradza… Co teraz? Wyrzucisz? Czy ciekawość weźmie górę i otworzysz? Załóżmy, że otwierasz, a tam moje życie - takie fakty (bo co miałem napisać, że tęsknię, że w mej pamięci jesteś tylko Ty, że nie mogę bez Ciebie żyć, że Ty jesteś sensem mojego życia?), śmieszne, nie? Twoja myśl biegnie, jak strzała:
"Jakiż on żałosny, jakiż dziwny, sam się ośmiesza, jakiż głupi i prymitywny…"
Szkoda… Prawda, że pięknie?
23. Wkrótce Poznań i Ty tam (a może tu), jeszcze chwilę… Czy tak? Czy Cię dzisiaj ujrzę? To cała moja nadzieja, żyję nią i ona mną a ja nią… Wpleciony niepewnością w dzisiaj, w teraz każdego dnia, niespodziewanym losem, nieprzewidzianym zawodem, niepokonaną tragedią zwala z nóg, tych jedynych, nie pozwala wstać, nie dopuszcza do zebrania sił, blokuje przegrupowanie, odbiera marną resztę radości…
Ja tu w pociągu, Ty tam piękna, silna mądrością, w aureoli dobroci swej, wkrótce w pociągu, w zupełnie innym kierunku jadąca… Nie widząca mnie… Żyję tą płytką, egoistyczną nadzieją, Twoją tragedią: może Cię ujrzę… Tak długo czekałem, marzyłem tylko o tym spotkaniu - uzdrowieniu (moim), spotkaniu - radości (mojej), spotkaniu - śnie (moim), spotkaniu - oddechu (moim), spotkaniu - marzeniu (moim)…
Z Twojej strony to przeklęty dzień quasiradości, quasirozmowy i quasiuśmiechu i jedynego realnego elementu spotkania… Chociaż nie wiem, to może być casus fortuitus… Sam nie wiem…
Poznań - miejsce przygody pchającej mnie w 7% elitę - studia… Nieważne!
Spotkałem Ciebie! Ciebie - Bóstwo, suniesz bezszelestnie po przestworzach Twojego pokoju, lekko zwiewnie, delikatnie, zdałoby się ulotnie… ujrzałem Cię dzisiaj… Czegóż więcej potrzeba do szczęścia… Legalizacji…
24. Wczoraj Cię widziałem! widziałem Cię wczoraj… rozmawiałem z Tobą… śmiałem się z Tobą… Depresją oddychałem z Tobą… oglądałem świat, spalin stolicę z Tobą… To było wczoraj… Dzisiaj szukałem Twojej obecności… Szukałem też Jej… Ona przychodziła kiedyś, teraz zapomniała… Nie, Ona nie zapomina… Kiedyś przyjdzie, ale to tyle czasu… A ja już mam dzisiaj tego dosyć… Zły świat pożera moje ja… Przyjdzie kiedyś, na szczęście, że przyjdzie i skończy tę elukubrację… Oby jak najszybciej…
25. Wstyd pisać, bo to już nudne, tak jak życie… moje życie… Martwe życie… Może dobre, może nie… Pewnie śmieszne w 100%, żałosne, ale dla mnie (notabene to mnie najbardziej dotyczy) to przeze mnie oddycha, moje ciało zasila to przeklęte serce, fizyczne i niefizyczne…
Wstyd pisać to samo, zawsze to samo, lecz cóż, takie życie… Mnie to nie nudzi, tu jest tylko gram żalu, garść Bólu, worek łez, tu jest tylko miłość… Śmieszne słowo wg niektórych, których przeklinam - w imię własnych przekonań innym robią piekło, a raczej cywilizację, a właściwie techno… Technajty - nagrane cyborgi, wyprute z myśli, marzeń i miłości… Technajty - upodlone spidem i ekstą zwierzęta ludzkie… Technajty, technioki, techzjeby - zwojowane gówno w głowie, w uszach tylko łupanie aparatu perkusyjnego - jakieś um-cy um-cy, znaczy mjuzik ekskrementów… A najgorsze są techniarki - krótko ostrzyżone, paszczury o paskudnych twarzach… Szkoda słów… Jedno, co powiedzieć mogę: Strzeż się technajtów… Techno awangardą apokalipsy, tego krótkiego, a jednak zbyt długiego, tragicznego, trwającego w "złym smaku" wieku, wieku… ach, każdy wie czego… Nudny temat, ale wszystko zrobię, by niepamięć skryła chociaż jedną godzinę…
26. Wszechobecność Twojej Obecności,
iluzja Twojego oddechu,
ulotność Twojego głosu,
- to wszystko tutaj, w tej tzw. mojej głowie…
27. Nie wiem, dlaczego to wciąż taki stan… Nazwałbym go stanem jednomyśli… Wiecznej myśli… "Złoty denar" temu, kto powie temat tej myśli… Sorka, za ten prymitywny żart… To moja wina - staram się nie dawać dojścia tej idee fixe mojego życia… Chociaż w tym roku myślałem o Tobie dotychczas tylko przez 117 dni… Cóż to wobec tego przydługiego życia… Cóż to wobec wieczności, której nie będzie, cóż to… Ekstremalność mojego stanu polega na tym, że tylko z Tobą ta przyszłość ma jakiekolwiek znaczenie, jakąkolwiek możliwość realizacji, inaczej to wszystko nie ma celu ani sensu… Jakiż jest ten sens życia?
Dobranoc… "Ś. k. ś"… Mam nadzieję się nie obudzić - który raz, marny lek przeciw depresji… Dlaczego nie mogę umrzeć, ot, tak, we śnie - nie mam większych marzeń…
Dobranoc jeszcze raz… Jeszcze żyję… Nieważne… Tym razem na 100% dobranoc, bez mojego nudzenia… Więc kolorowych snów…
28. Codziennie tu zaglądam… Choćby po to, by wiedzieć, który dzisiaj… Ja - somnambulik Twojego imienia; poruszający bezgłośnie wargami pozdrawiając Cię na samą myśl…
Nie wytrzymam… To, w końcu, jeszcze całe 5 dni… Już nie mogę…
29. Jeszcze 4 dni… To czekanie powoduje u mnie - schizoida stany zwane najprościej psychozą maniakalno-depresyjną… Ach… Po cóż piszę - kogo to interesuje… A zresztą te słowa są tylko dla mnie - dysplastyka, cyklotymicznego pyknika… ja - psychastenotymik znów wyjący księżycem w nocy, nocy kolejnej przesypianej bezsennością, witany mrokiem świtu, złego świtu niszczącego nadzieję z gatunku tych niemożliwo-nieuchronnych, nadzieję nieistnienia… Proszę o nie-poranek nie-życia nie-istniejącego w nie-świecie nie-prawdy i nie-zdrady, nie-bólu, nie-łez i nie-obrzydzenia nieśmiercią, przymusem prymitywu życia… Chcę wybrać wyższą formę… Niekoniecznie istnienia… Niekoniecznie radości… Niekoniecznie dobra… Jeszcze 4 dni…
30. Miłość - czym jest? Słowem, rzeczownikiem:
"miłość D, C, W, Msc ~ści 1. "głębokie przywiązanie do kogoś […], umiłowanie, kochanie kogoś; gorące, namiętne uczucie do osoby płci odmiennej […]": Wielka, gorąca, szczera, dozgonna, nieszczęśliwa m. […] M. bez wzajemności. M. od pierwszego wejrzenia […] Wyznać komuś m. Wzbudzić w kimś m. Zapłonąć m. do kogoś. M. budzi się, odzywa się w kimś, w czyimś sercu. […]
r M. platoniczna "M. mężczyzny i kobiety pozbawiona pierwiastków zmysłowych" […] 2. MD. ~ści "osoba ukochana, będąca przedmiotem czyichś uczuć": Była jego pierwszą m. […]"*
------------------
* Słownik języka polskiego, Warszawa 1979.
01.01-19.12.99