InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

1999

Listopad
01. Nie mam sił, by walczyć… Zawsze przegrywam…
02. Impreza z pewną M…
Wyjebali cały pokój od supermana…
Jestem totalnie zagubiony…
03. Czy człowiek, który kolejny raz stwierdza, że jego życie jest gówno warte, zasługuje na śmierć?
Beznadzieja trwania rani mocniej niż najgorsze tortury… Zabija…
04. Szukam odwzorowań w martwej toni…
Quasiwyjaśnienie sytuacji…
Stan extremalny…
05. Dano mi do zrozumienia, że jestem gównem… Genialnie mnie spławiono… Bo jestem pierdolonym ateuszem, może nawet ateistycznym dewotem…
06. Byłem tylko zabawką, w ich grze…
Bo chwilę nie byłem nudny (tzn. nie bardzo)…
Ludzie, dla zabicia czasu, chwytają się różnych środków…
Surogat faceta…
07. Dlaczego, kurwa, jestem taki cholernie samotny? Czy nie ma na tym świecie miejsca, w którym ktoś chciałby, abym przyszedł, cieszyłby się z mojej obecności lub chociaż nie nudziłby się przy mnie?
08. Jeden wielki znak zapytania…
Bo nie wiem, co robić…
09. Ślepa zabawka w zimnym morzu kłamstw…
10. Doświadczenia dzisiejszego dnia:
- ośmieszony
- porzucony
- zdradzony
Wszyscy mają mnie za gówno…
11. Wybitny brak energii…
12. Rozwinięcie tematu: samotność…
Woła z każdej ze stron… Dotyka mojego ramienia stojąc z tyłu… Odwracam się… Uderza w twarz najsilniej, jak potrafi… Wykonuję kilka obrotów, padam na twarz… Fontanna krwi… Podchodzi i kopie w nerki, w brzuch, w głowę itd.… Po kilku chwilach leżę w kałuży krwi, moje ciało to masakra… Cóż, buty miała okute metalem z kolcami… Niestety psychika nie może zemdleć…
13. Kosmiczny ból mojego mózgu…
14. Kolejny stracony dzień…
15. Po raz kolejny olany, bo po co…
16. Dlaczego by nie założyć, że nie ma świata, że to, że żyjemy, jest nic nie znaczącym faktem (bo jest), że jesteśmy zabawką w czyichś rękach, że nasz los jest kształtowany czyimś rozumem…
17. Kolejny dzień szarej, płaskiej egzy…
Quasiimieniny…
18. Niemożność zrozumienia…
Brak sensu w porządku świata…
19. Straciłem kolejną cząstkę siebie… Ostoję mojej obecności…
Wyrzucony z siebie, wyrzucam łzy…
20. Nazywam się Wedaku…
21. Tęsknię do tamtych dni, może nie najweselszych i najbezpieczniejszych, ale wtedy przynajmniej coś się działo… I była ta parszywa nadzieja…
Zresztą nadzieja to kurwa - każdy może ją mieć, ale trzeba za nią płacić, często zbyt ciężką monetą…
22. Porzucony, bo już niepotrzebny, bo tak nudny… Moja wina… Bo taki się urodziłem… Bo żyję… Bo to boli quasikamień… Tak boli… Pozorowany na herosa okazałem się małym, śmiesznym robakiem… Bo gdyby można tak zasnąć i nie obudzić się…
Zdrada i infantylne, stare jak pojmowanie i odczuwanie zjawisko zwane zazdrością…
Widocznie jestem infantylny…
Jak zawsze śmieszny, bo żałosny…
Dlaczego taki jestem?
Odpowiedzią tylko łzy…
23. W skrzynce z pomysłami zwanej mózgiem namacałem dno… To już koniec?! Nie… To niemożliwe… Dlaczego ja?
24. Bo… w końcu… sam sobie jestem winien, że żyję…
25. Szmira Wajdy w multiku… Ważne jest tylko to, że Ty byłaś tam ze mną…
Śmierć jest poszukiwaniem nadziei…
To już 4 lata… 4 lata temu pierwszy raz bez słowa (nie będąc na gigancie) nie wróciłem do domu na więcej niż noc… 4 lata temu zalałem się tak, że nie wiedziałem, jak się nazywam… Długi czas była w mojej głowie amnezja dotycząca tych nocy … Dopiero ciąg wydarzeń podobnych (quasi deja vu) zastymulowało moją pamięć… Dziś mając 20 lat i 4 lata na przypomnienie, pamiętam ok. 5%… Nieważne… I tak nie żałuję…
26. Totalna samotność…
27. Już myślałem, że się uwolniłem od myśli o Tobie… Trudno, kolejna porażka…
28. Kolejny totalnie nudny dzień…
29. Przypadek zwany J…
Kontrolowana agresja z mniejszą ilością bólu…
30. Daremna prośba o inne imię…
Tylko jedno ciśnie się na usta…
Przemilczę je…
Jestem stworzony do cierpienia…
Tylko szkoda, że żyję…
A mogło być tak zajebiście…
który to już raz dano mi do zrozumienia, że jestem śmieciem…
Bo nie mam dla kogo żyć…
Oddycham tylko marzeniem, by usnąć i nigdy się już nie obudzić… Eskalacja bólu… I łza powoli spod powieki płynie… Następne spływają coraz szybciej… Gdzieś z głębi, najpierw głucho, później w coraz jaśniejszej barwie, wyrywa się jęk i szloch… Wstrząsa mną… Bo to już koniec… Dotykam palcami twarzy… Zatykam usta… Rękoma, zgiętymi w łokciach, zakrywam głowę… Daremna Obrona… Już targa stawy, rozrywa trzewia, łamie kości, miażdży głowę… Wyrzucam z siebie krzyk, jak cierpienie wszystkich ludzi, jak suma wszystkich krzyków rozpaczy…
Krzyczę, bo nie mogę w sobie tego wszystkiego pomieścić…
Cóż, ludzką rzeczą jest ranić i ludzką być ranionym…
01.01-19.12.99