InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

1999

Luty
01. Exam z Iuris Civilis Romanorum… Masakra…
Jutro urodziny…
19:00 Dzwoniłaś… Gdzieś tam brzmiał Twój głos… Smutek i żal… Zawiedziona nadzieja… Rozczarowanie… Jutro zadzwonisz ponownie…
02. Pałąg z logiki… W sumie nie miałem szans… Poprawka pójdzie jak po maśle…
Cholerne 20. urodziny…
19:15 Po "drobnych" kłopotach zadzwoniłaś… spocony z nerwów obejmuję słuchawkę… rozczarowałem Cię jeszcze bardziej…
03. Tempus fugit, sessio manet…
04. Od jutra poprawki…
05. Wstępik - sępik… Masakra…
Home, sweet home…
06. Twój głos w słuchawce…
07. Twój głos…
Kambek…
Imprezka sesyjna z J…
08. Ostra interna…
09. Logika… Ach… Same defy… Trochę chujek ten Smolmarek…
10. Rzym… Dojcz… Masakra… Improwizacja z fałszywym akordem…
Podanko o prolongatę sesji…
11. Zdałem wstęp… Sesja kula się dalej (do 19.)…
12. Kolejny pałer…
Nocleg w Zbychu… S…
13. Nocleg w Zbychu… S…
14. Twój nieodebrany telefon… Dlaczego mnie nie było… A potem Ciebie… Mogło być pięknie…
15. Szmata z Rzymu… To wszystko wyjaśnia…
byłem u Ciebie z Bodkiem…
16. Koniec! Już nie mam tam czego szukać! Tu zresztą też… Patrzą na mnie z monalisowskim uśmiechem - politowanie… Za plecami śmiech, bo i jestem idiotą… Zmarnowałem taką szansę… Może jedyną… Nie warto żyć… Nie chcę… Nienawidzę życia… Ale… To już jutro…
BYŁEM K.
Podkoziołek…
17. Dziś miałem umrzeć… Nie udało się… Może brakło siły, odwagi, a może woli (po spotkaniu z Tobą - krótkim i łzawym; długo płaciłem za każdą sekundę rozmowy z Tobą, płaciłem godzinami)…
18. Telefon, czyli wyjazd - kilkudniowe wczasy w psychiatryku…
19. Dopiero 50. dzień tego cholernego roku… A gdzie reszta?
20. Czy jest jeszcze nadzieja? Muszę walczyć…
21. Familijna impra żałobna… Nade mną…
22. Jutro dyżur… Podanko…
Powrót…
23. Dziekan 13:00…
Logmen był, ale nie mogłem tam wejść…
Dziekan był, ja byłem, podanko było… Zgody na dwa komisy nie było…

byłem u Ciebie, ucieszyłaś się - pierwszy raz od miecha uśmiech zagościł na naszych twarzach… Chciałaś abym walczył until the end…
24. Jeszcze nie rozpatrzył (oficjalnie)…
Umówiłem się z rektorem na 03.03…
25. Dziekan jest dość leniwy…
26. byłem u Ciebie… I nie potrafię wyobrazić sobie życia bez Twojej obecności… Ale Ty wolisz szklane domy… Może tak ma być… Może tak będzie najlepiej… Okrutny wyrok, trudno wyrazić zgodę…
27. Niestety wciąż jeszcze żyję… Nie mogę umrzeć… Dlaczego? Cholerne życie… Muszę żyć, śmieszny… Nie zasługujący na przebaczenie… Możliwość, realna, jeszcze większego upodlenia… Wstyd… Cholera, błagam, darujcie mi śmierć; błagam, zabierzcie to przeklęte życie… Klęknę… O tak, błagam, już nie mogę… Stały w marzeniach… Głupek zaplątany w inną epokę… Śmieszny biedak, świński obły gnój, debilny grubas, generalny zjeb; zazdrosny, pyszny, winny łzom, sprawca bólu, krzywdziciel, irracjonalnie marzący o Twoim uczuciu; brakiem uskrzydlenia kaleki, niewarty nawet jednej myśli, wpisany w schyłek świata, syf-kultury; proszący o mały blask, nawet bez barwy, tzw. szczęścia - nie zasługuję na nie… Ani na to życie… Cofnijcie mi tę karę, apeluję o kasatę tego cholernego wyroku… Spełnijcie ją! Obmywać stopy? Oczywiście, tylko pozwólcie wreszcie umrzeć… Usługiwać wam? Spoko! Spełnijcie tylko moje marzenia! Chcecie ciała, krwi? Jedzcie! Pijcie! Wasze zdrowie! Bądźcie szczęśliwi! Mnie szczęście tylko w śmierci… Proszę o usprawiedliwienie mojej nieobecności na świecie. Dlaczego nie? To nie jest żadne wytłumaczenie… Odpowiedzcie coś! No już! Cholera! Nowe cierpienia już biegną ostatnią prostą, uderzają defetem, tu tylko wielka czarna ściana! I nic… Tam nie wejdę, tu istnieję… Jak długo? Zbyt! Ile to trwa? Czy nikt? Czy nie ma litości?
28. Znowu się obudziłem… Ponownie podniosłem przeklętą powiekę… Zatrzymałem wzrok na świecie; konkretniej, na jego fragmencie, jakim jest ściana, jednolita, monotonna, arcynudna, może dlatego, że biała ściana… Pozwala (dobrodziejstwem ascezy) rozproszyć uwagę… Zapomnieć o niczym, pamiętać o wszystkim…
01.01-19.12.99