InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

1999

Marzec
01. Odrzucił oficjalnie…
byłem u Ciebie…
Najgorsze są te długie godziny między kolejnymi spotkaniami z Tobą…
Ty byłaś zadowolona z mojej wizyty…
02. Podanko w Dziekanacie do Rektora. Pieprzona biurokracja…
03. 12.30 Rektor.
Noc pełna nerwów i bezsenności…
Rektora nie było. Będzie w piątek.
dzwoniłem i rozmawiałem z Tobą…
04. Jutro rzucę na szalę życia swój los…
Żebyś dodała jeszcze tzw. otuchy…
05. 12.50 Rektor.
Byłem tam. Nie wie, musi się skonsultować z dziekanem. Błędne koło.

Wyjazd gdzieś daleko…
06. Jeszcze 300 dni do końca roku…
Konferencja…
07. Ciekawe, czy jutro będzie rozpatrzone…
08. Kambek…
Dziekanat: Nie ma.
byłem u Ciebie…
Ta walka jest potrzebna, chociażby dla możliwości mieszkania tu i odwiedzania Cię…
09. Dziekanat: Nie było.
10. Dziekanat: Nic nie przyszło.
11. Dziekanat.
Rektorat, czyli Dział Kadr.

Home, słodki home…
12. Jesteśmy NATO-kami…
13. Wciąż kac po wczorajszym… Chyba już nigdy nie minie…
14. Twoje IMIĘ wciąż dudni w moich uszach… Zagłębiam się we wszystkie zakamarki - tam wszędzie TY… uciekam - za każdym zakrętem TY… Widzę Cię mimo spuszczonych zasłon moich oczu i bez nich nierzeczywiście inaczej… Nie żeby źle… Nie żeby dobrze…Tak, jaki nie chciałem być; cóż nie wyszło. Nic nie wyszło… chciałem Być… Nieważnie… chciałem być, po prostu… Nie czułem siły dążącej do mieć… Nie było jej, a raczej była kiedyś, uśpiłem ją, wysłałem w najdłuższą przestrzeń ludzkości, by spoczęła na innych…
15. Najłatwiej odrzucić nie patrząc w oczy, za plecami.
Nie czuję życia, a raczej boli tak mocno, że pozbawia czucia, osłabia siłą pozostałości… Poszukiwanie zła, a ONA zawsze sobą…
A ja… niewarty uwagi… Bo i po co? Kto? Kiedy? Jak? Gdzie? Nieważne… ONA… kiedyż przyjdzie po mnie, zabrać w kolorowy tzn. czarny, piękny tj. wieczny sen?
Tymczasem tylko brak światła, nie zwalnia od myślenia, tylko to życie… Darmo oddam, z rabatem na wszystkie dni… Najpierw smutek, głuchy płacz, potem obojętność, śmieszność… Chciałbym napisać o sobie:
Gnijący bez urazy
Niegodny istnieć w druku
Śmieją się głośno głazy
Idiota sięgnął bruku

Tyle prób życia, by żyć, tyle śmiechu…
16. Najgorszy jest zawsze początek!
Wejść tam, w życie, pełne dłonie zbliżyć do ust… Twoje gdzieś tam, a ja cóż… i tak ich nigdy nie dotknę…
Tajemnicza eksplora - ? z piątego?
17. Niepokój i radość… Głupia… Ale cóż… Trudno…
Rozmowa z Tobą, jakby pożegnalna, kończąca pewien niepowtarzalny okres… Chyba najpiękniejszy w moim szarym, mam nadzieję, niezbyt długim, życiu…
 
Żegnaj akademcu…
18. 13.45 Koniec. Aborcja moich studiów.
Szare, wyzwolone życie… Brak nakazów, zakazów… teoretycznie… A wy odchodzicie, uciekacie, zostawiacie mnie samego… Ale, cicho, nie krzyczmy zbyt głośno… Już dobrze… Prawie…
14.30 Nowe wcielenie.
19. Dlaczego, kurwa, muszę żyć? Dlaczego, kurwa, się urodziłem? Dlaczego same problemy, męczarnie i to cholerne życie?
 
Home już na stałe, na pół roku…
20. Oni przyszli się śmiać…
21. Dlaczego myślę tylko o Tobie?
22. Tu tylko Tęsknota…
23. Dzwonek telefonu u Ciebie… Biegniesz z zaciekawieniem, bo może to ktoś ciekawy… A to tylko ten idiota, znowu chce Cię spotkać… Musisz go spławić - chyba Cię nie będzie… Ten debil i tak przyjdzie pełen nadziei, w piątek…
Tylko szkoda, że tą persona non grata jestem ja…
24. Smutek, lęk, żal…
 
Oddycham smutkiem… Cóż znaczy to słowo:
"smutek m III, D. smutku, blm "uczucie przygnębienia": Głęboki, beznadziejny, ogromny s. na czyjejś twarzy. Odczuwać s. z jakiegoś powodu. Pogrążyć się w s. S. ogarnia, opanowuje, trapi, przytłacza kogoś.
o S. czegoś: S. samotności"*…
 
Tonę w lęku…
„lęk m III, D. lęku, lm MB. lęki książk. «strach»: Paniczny, niewytłumaczalny, przerażający l. L. dzieciństwa. Odczuwać l. L. przejmuje, ogarnia kogoś. Coś napawa kogoś l.
o L. przed czymś […]:[…] L. przed samotnością. Nadmierny l. przed niepowodzeniem.
o L. o kogoś […]”**…
 
Czasem żal mi życia… Cóż zmarnowałem je koncertowo…
„żal m I, D. żalu, lm D. żalów 1. «uczucie smutku»: Głęboki ż. Ktoś nieutulony w ż. Łzy ż. Płakać z ż. Powiedzieć coś z ż w sercu. Myśleć o czymś z ż. Ż. bierze, ściska, ogarnia kogoś.
o Ż. […] po czymś’ […] za czymś, co minęło i już nie wróci’ […] o Ż. […] za czymś […] co było i powoduje tęsknotę: […] Ż. za tym co było piękne w życiu. 2. «wyrzuty sumienia, skrucha» o Ż. za coś […]. 3. «uraza, pretensja» o Ż. do kogoś, czegoś – o coś […]: Czuć, żywić ż. do przyjaciela o […] zdradę. Miał ż. do całego świata o nieudane życie. 4. zwykle w lm «skarga, narzekanie»: Wysłuchiwać czyichś ż. l Niepoprawnie: Ż., poprawnie: Szkoda, że już go nie ma.”***
------------------
* Nowy słownik poprawnej polszczyzny - Warszawa 1999.
** Ibidem.
*** Ibidem.
25. Jutro będę u Ciebie. Może będziesz…
26. Nie było Cię, byłaś daleko, gdzieś we Wrocławiu…
Marnym, niewartym Twojego oddechu, Twojej myśli…
Pewnie byłaś u niego… Ach… Może nieważne…
27. Ciężkim powietrzem Twoje imię…
28. Coraz trudniej złapać oddech…
29. Głębiej… Zanurzam się… W tęsknotę… Godzin złych… Przerażonych koniecznością nieuchronnego wyboru, całością sił odsuwanego w kosmiczno-koszmarną przyszłość…
30. nie mogę tego wyrazić…Zabójcza, depresjogenna, maniakalna tęsknota dusi, zmusza do wstydliwego płaczu… I żal, gdy łzy obeschną, i ból, gdy żal rwie… Milczenie tylko wokół… Chęć krzyku tłumiona… I czas płynie zbyt wolno i szybko, okrada z życia…
To dopiero jutro, tyle lat…
Telefon… To TY! Nieistnienie, słodko kojone Twoim głosem… Odpływam, mógłbym tak wiecznie; zatopiony w marzeniach… Zbyt wielkich, jak na mnie… Bo… to tylko ja… Bo to TY i ten marny los wikłający ścieżki, fatum… Suchy trzask, pełen łez… Koniec… Dopiero jutro… Twój blask i mój cień… Jasność i czerń… Tu już tylko TY… Usłyszeć Twój głos, zobaczyć Twoją postać… Świetlaną postać… I iść, jak w uniesieniu szukając Twojego wzroku… Bo to życie Tobie poświęcone, dla Ciebie trwa, Tobą istnieje wtopione w brak sił, chęci życia i odwagi Śmierci, godzin spędzonych na Jej Poszukiwaniu…
Jutro, ach jutro… Austerlitz czy Waterloo? Co będzie?
Tymczasem Cisza, ta wielka Cisza, wypełniona krzykiem myśli, dudni w uszach…
Próby zaśnięcia połączone ze wzrokiem wbitym w martwozimny sufit nieodwzajemniający marności mojego bolesnego spojrzenia…
Jutro…
Dzisiaj…
31. 12.30 J. M. Rektor
Tak… Chciałoby się myśleć:
Biegnąc przed siebie
Gubimy drogę
Biegnąc przed siebie
Czujemy trwogę
Patrząc do tyłu
Nie dostrzegamy
W tumanach kurzu
Nicości bramy

czyli spotkałem Cię - Ty, ja i "Gwarek"
01.01-19.12.99