InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

1999

Październik
01. Przez aklamację wybrany starostą roku…
02. Wyjazd, bunkry, ognisko…
Bezsenna, zimna noc…
03. Powrót…
Kolejna zarwana noc…
04. Zostałem złamany… Moja misterna konstrukcja została zmiażdżona… A wydawało się mi, że mur, który postawiłem jest nie do przebicia…
Proces… Wytoczony, przez kogoś, kto zawsze powinien pomagać i kochać (tak mnie nauczono)…
Prawda boli, bo zawsze (przynajmniej w teorii) wierzyłem i ufałem… Bo myślałem, że to niemożliwe… On, który mnie zrobił, abym tu cierpiał, teraz rozbija podstawy mojego bytu…
Przegrałem proces…
Przegrałem…
Bo cios padł ze strony, gdzie nigdy nie było dobrze, ale jakoś było…
Bo wreszcie mam dowód, że zawsze byłem parszywą zabawką postawioną pomiędzy nimi… Te wszystkie rozprawy, zawsze uderzały we mnie (zawsze byłem zbyt zaangażowany)… Bo chcieli pokazać sobie, co mogą… A ja zawsze na rozstaju idealnie pośrodku - kiedyś tak myślałem… Bo zawsze manipulowano mną i nigdy nie miałem szansy być obiektywnym… Trudno… Takie życie…
05. Ból jednak trwa…
Zbudowałem mur, który jest trwalszy od poprzedniego…
06. Ciebie nie było…
 
Straciłem tzw. Dobrych Kumpli…
Łzy, gęste łzy płyną potokiem niestrudzonym…
Odebrali mi wszystko, te marne resztki z dawnych czasów…
Mój nastrój prawie szampański…
Oni tacy żałosni, nie są w ich mniemaniu, nudni, są zajebiście ciekawi (dla nich)…
Przepraszam, Kvietnik, miałeś rację… Oni są debilni, ale dobrze się kumają we własnym gronie… Tak! Kurwa! Bo jestem inny! Bo myślę inaczej! Bo chciałem szczęścia! Majaczenie w próżnię… Tak! Bo oni są ciekawi, zabawni i weseli… Te ich żałosne poczucie humoru…
Odeszli, bo co ich obchodziłem?
Kogo interesowało moje życie?
Nikogo, no, może komisję rekrutacyjną…
07. Gorzkie łzy po wczorajszym… Smutku kacem zaciągnąłem pierwszy oddech rzeczywistości…
Myślałem i wyciągałem profity… Jakbym wszedł bez kolejki w kolejny szary dzień - żywą esencję wczorajszego ustroju…
Byłaś… Rozmawialiśmy… Byliśmy na mieście… Poniedziałek…
Chmurne popołudnie, deszczowy wieczór, burzowa noc… Za oknem ostatnie słońce…
08. Deszczowy dzień… Poszukiwania sensu…
Moja wola cierpi… Próbowano ją złamać… Ośmieszyć ją…
09. Podobno piszę świetną prozę… czyli poznałem pewną M… Fajna impra…
Quasidół…
10. Traktowany jak menel - ze śmiechem… Można rzucić grosz uwagi, chociaż szkoda, bo przepije…
11. Ciebie nie było…
 
Podwójny dół, czyli nie warto żyć… Już nie warto…
12. Chciałbym napisać list do Niej…
Bo nie chce przyjść… Nie chce zabrać mnie, a ja nie mogę zmieścić się… Twarde ramy… Czuję żal (to tylko reakcja na opuszczenie), bo nawet Ona zapomniała o mnie…
Odeszła bez pocałunku, bez dotknięcia…
Tylko mogłem patrzeć i cierpieć…
Po to mam oczy… Po to żyję?
Opuszczony wzywam wszelkie siły: Zabierzcie mnie stąd!
Kurwa, ja już nie mogę! Kurwa, odejdźcie! Kurwa, nie ma ratunku!
Ja już nie mogę! Codziennie morze bólu, który sami zadajecie! Bo ranicie najmocniej! Nie chcę, kurwa, żyć!
Wyszli… Jestem sam! Jestem przeklęty! Naznaczony!
Zamykam się w sobie, bo w pokoju nie mogę…
Spotkanie z pewną J…
13. Impreza… Spotkałem starych znajomych… Była tam E… Dawno jej nie widziałem…
S'… - ekstremum…
Spotkałem przeznaczenie…
Chyba…
14. Zapamiętam pierwsze, warte pamięci, szlify, jako powiązane z bólem… Bo boli mnie wszystko… O mało nie dostałem zawału… Męczarnia podstawowych czynności fizjologicznych… Krzyk wyjebany w ciemność…
Najlepsze jest to spiskowe, najgłupsze, a może najinteligentniejsze porozumienie bez słów, z samego dotyku, ciepła i wzroku…
Przypadek zwany O…
Kolejna bezsenna noc…
15. Ciągle żywy zapach… Bo wszystko jest marnym oszustwem… Bo tylko jedna świadomość nieubłaganie przebija się przez mur zezwierzęcenia - Ty…
16. Pamięć…
17. Magnes moich myśli tapla mnie w egotycznej hedonii… Niemożność niepamięci…
B…
18. Powoli płynę z przestrzeni spod powiek… Tętniące, fałszywe światło… Bo czuję smutek… Bo taki jestem… Tamto to sen… Chyba zły, bo boli bardziej, niż tamte dni… Wtedy… To wszystko było inaczej… Szukałem… Wierzyłem, że znajdę… To śmieszne… Żałosne, jak ja… Tęsknota… Nie ma nikogo, kto mi dobrze życzy… Bo samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie
19. Piszę, że już nie ufam… A jednak… Ufność przeszywa moje serce… Każdy dzień jest porażką, a każda noc rani…
20. Wszystkie słowa zieją pustką…
21. Nadzieja… tak puste i żałosne słowo…
22. Tragiczną parodią jest życie…
Jak to się dzieje, że w jednej chwili tracę sens, po prostu się rozmywa i znika…
List do S'…
23. Nadzieja na dobry wieczór… Względność spojrzenia… Bezwzględność życia…
24. Ciekawe, kto pierwszy podniósł rękę na samego siebie, komu pierwszemu (jeśli to nie ten sam przypadek) się udało, jaki był ten pierwszy raz…
25. Niepotrzebny, wieczny nudziarz…
S'… znaczy tęsknota…
26. Kosmos mojego mózgu…
Bo jeśli to prawda… Cóż… Może tak i lepiej… Chociaż… Nie ma już szans… Nie mam już nic… Nic się już nie zmieni…
Wędrówka upadla…
27. Szukanie nadziei i oczekiwanie…
Jutro… Oby wyzdrowieć… Pomóżcie…
28. Gostek uczył się latać… Karetka, psy, protokoły…
Byle do wieczoru…
Jak zwykle opuszczony… Bo każdy zawsze tylko obiecywał… Bo ich gówno obchodzę… Szloch… Długo ukrywany wyrywa się z pełną siłą… Wstyd mi… Żal… I ból…
Smutek i rozpacz…
S'… czyli znowu dziwne miejsca i znowu nakrycie przez ciećkę…
29. Myśli pozostawione wczoraj…
30. ONIRIA
Przyszłaś z moją przyjaciółką… Stoicie w pokoju…
Ty oskarżasz mnie o zdradę…
moja obrona:
Przecież zawsze istniałaś dla mnie tylko Ty… Nigdy nie znikłaś, nawet na moment, z myśli… Przecież… To bez sensu… Poświęciłem na rozmyślania o Tobie prawie wszystko, co miałem, a gotów jestem poświęcić Ci wszystko… Bo tylko ty jesteś sensem mojego życia… Wszystkie doły, wszystkie deprechy w Tobie znalazły przyczynę… Przecież to Ty stałaś się centrum mojego bytu i celem mojego istnienia… Zmarnowanego istnienia, jednak, mimo wszystko, nie żałuję… Bo dla tych paru chwil, gdy rozmawiałem z Tobą, gdy uśmiechałaś się do mnie, gdy zmuszałaś się, żeby słuchać moich nudnych wywodów, warto było żyć… Bo gdybym miał możliwość zmiany swego życia i tak nie zmieniłbym ani chwili… Ty przecież wiesz, że gdyby coś się stało, a nawet bez przyczyny, zawsze mogłaś być pewna mojej pomocy, zawsze mogłaś przyjść i zostać pocieszoną… Zawsze możesz na mnie liczyć… Przecież wszystko, co "stworzyłem" inspirowane było myślą o Tobie… Nie musisz mi wierzyć, nie oczekuję tego od Ciebie… ja mam swoją świadomość i wiem, że zawsze możesz do mnie przyjść… Bo zawsze będę czekać z nadzieją, że jednak może kiedyś… ……
Gorzki szloch wyrywa się z mojej krtani, targa mną rozpacz… Bo to wszystko na nic…
Ty odchodzisz bez słowa…………
31. W mojej głowie żyje świadomość tragedii… Przypadek uniemożliwiający radość, powrót do życia…
01.01-19.12.99