InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

1999

Wrzesień
01. Kolejny dzień tonę w braku odwagi, morzu quasirozwagi…
Znalazłem w sobie niecały gram rycerza… Nieulękły ten gram przyczyną rozmowy…
Przeklęty czas…
Długie godziny ranią, wbijają nóż prosto w serce…
Mgła…
Chłód…
Czekałem…
Gorzko zadrwiłaś… Boleśnie uderzyłaś…
Łzy, łzy płyną… Pieką…
Pewnie się śmiejesz… Udał Ci się żart…
Dość! Już dość! Nie będzie więcej łez!
Delikatnie dotykam nożem… Zimno… Naciskam… Biel… Podnoszę… Róż… Dotykam… Ciągnę… Odpycham… Podnoszę… Mój nadgarstek płacze… Cichutko szlocha… Gęste łzy… Krzyk… Znaleźli mnie… Ciemność… Przeraźliwe światło…
Kolejna, nieudana próba…
Kto wreszcie zrozumie, że już nie mam sił…
02. Słabość…
Wszędzie ból…
Ambiwalencja…
Śmiech… Gdzieś… Tam…
Oni…
03. Wysłałem list do…
Nieudana impra…
Parszywa pustka…
04. Byle nie rozpamiętywać…
Życie trwa…
Może pomyliłem drzwi…
05. Może życie to żart… Bardzo okrutny… Może kogoś to bawi… Po prostu żyje umierając ze śmiechu…
Szukam odpowiedzi na wiele pytań…
Dwa nie dają żyć:
Dlaczego muszę (bo nie mogę umrzeć - 6 nieudanych prób) żyć? Dlaczego właśnie ja?
 
Fałszywe życie…
Prawdziwy tylko Ból!
Wszędzie Lęk!
I Wstyd!
Łzawa konspira
Żal oddycha płucami…
06. Kolejny żałosny dzień… Kolejne studium samotności… Empiryczne dość…
ANVIVIA
Brakuje tych zmarnowanych lat…
Nie potrafię nadgonić tego straconego czasu, a na poznawanie, badanie tego od początku jestem za stary… Już nie mogę być infantylny…
Bo był czas… po co to piszę?
Bo mogłem inaczej…
Żal
07. 250. dzień tego roku upodlenia…
Moje myśli wciąż uderzają w znajomą strunę, struna brzęczy w dość fałszywym brzmieniu… Emanuje smutkiem i tęsknotą… Z każdym brzękiem łzy uderzają spod obolałych powiek, gardło rozpiera jęk, krtań rozrywa szloch, krzyk…
Parszywy śmiech…
To wszystko takie żałosne…
Dziś pegaz moich słów nie zerwie się z uwięzi…
Bo o czym może pisać tak nudne zwierzę, jak ja? Cóż mogę poradzić na to, że ciągle mam te same problemy, a przynajmniej nie zmieniają się tak szybko, by mogły stanowić kanwę każdego dnia…
08. Mam propozycję - chciałbym zastąpić powtórzenie podwójnym przecinkiem - np. zamiast:
Targał nim ból, ból przeogromny…
pisać:
Targał nim, ból, przeogromny…
Może przez to tekst straci trochę na dramatyzmie i ekspresji, ale prowadziło to do kiczu…
Może uda się choć trochę prozy uratować…
W każdym razie, ja będę to stosować…
Straszny, dzień, bólu i łez…
09. Wykrzywione bólem wargi zbliżam do ciemnej i zimnej toni… Wstrząsający dotyk wysysa resztę zrozumienia… Przebijam palcami kryształ tafli… I dalej, i głębiej… Do dna… Toń zapomnienia wypluwa mnie…
10. Nieudana impra…
Jestem za nudny, za brzydki, za gruby, za smutny, za dziwny, by być traktowanym, jak człowiek…
Moje parszywe marzenie…
11. Przyszłaś i byłaś…
Rozmawiałaś i wyszłaś…
Pozostało to, co zwykle -
Samotność…
Nudna impra…
12. Czuję parszywość klątwy, determinującej moje quasimodyczne istnienie…
Samotny rajd przez życie w obliczu końca świata…
13. Dzisiaj uderzę w oniryczny ton mojej lutni…
Siedzę na półce skalnej jakieś 150 m nad wodą… Półka ma jakieś 50 cm szerokości i 120 cm długości…
Siedzę z pewną gościarką, zdaje się A.… - nie wiem na pewno - poznałem ją chwilę wcześniej… Tak sobie siedzimy, rozmawiamy o śmierci albo milczymy śmiertelnie…
Obejmuję rękoma kolana, pytam się, co by zrobiła, gdybym spadł…
Odchylam się do tyłu, tracę równowagę…
W pierwszej chwili odbieram to tak, jak tonący czerpie chciwie powietrze wynurzając się…
Spadam… W momencie, gdy odrywam się od półki i zaczynam spadać w dół, A. skacze i chwyta mnie za rękę…
Piękny lot we dwoje… Pierwsza w życiu bliskość… Mówi: Nie mogę żyć bez Ciebie… Przytulam ją do siebie i wzmacniam uścisk… Uśmiecha się, jej oczy patrzą z nadzieją… Moje usta dotykają jej ust… Ona łapczywie chwyta mnie za twarz… Jednocześnie z uderzeniem w tafle wody otacza nas ciemność…
Replay…
Spadamy… Pocałunek… Uśmiechnięci, wpółobjęci… Pytam się: Nie żałujesz?, Z Tobą nigdy!, Kochasz mnie?, Kocham Cię, A chciałabyś być ze mną?, Tak, oczywiście, Jeżeli chcesz, to możemy jeszcze się uratować, Tak, chcę… Włączam przycisk… Czasza spadochronu otwiera się ponad nami… Opadamy…
Replay…
Spadamy… Objęci… Szybujemy i trzymając się za ręce, uderzamy w taflę wody, pełne zanurzenie… Parskając i prychając wynurzamy się i upajamy miłością… Odnaleźliśmy cel…
Replay…
I tak jeszcze kilka permutacji… Każda następna coraz bardziej nierealna… Jeden stek majaków…
14. Już nie wyrwę się szarości…
Nie zdobędę nigdy jutra…
Nie pozbędę się goryczy…
Nie pokonam już słabości…
15. Allegro z III Koncertu Brandenburskiego Johanna Sebastiana - najpiękniejsza i najdoskonalsza partia smyczków na tej Ziemi… Słuchane setki razy, za każdym powala swą wielkością i odkrywa nowy nastrój Mistrza i kaprys jego geniuszu…
albo:
Sztandarowy utwór J. S. - Toccata i fuga d - każda interpretacja - czy Wintera (organy), czy Stokowskiego (orkiestra) - poraża ogromem ekspresji… Zresztą Mistrz odebrał sens wszelkim słowom…
16. List od…
Okrutne eufemizmy oblane delikatną warstwą kwaśnej czekolady…
Pełnia marzeń, pełnia porażek, pełnia złudzeń…
Rachityczni przywódcy…
Charyzmatyczni dyktatorzy…
Krwawe łzy tego, wieku, pogardy…
Zwątpienie…
Szmatyzacja mojego istnienia…
17. Niedoszła impra…
Pływam w moim jeziorku zwanym samotnością…
Bez nadziei, a jednak ze wstydem spoglądam w jutro, mając nadzieję na wieczny sen…
18. Nudna impra…
 
Płynęły regularnie… Bo dzisiaj wspomnienia zatruły myśli…
Moje marzenia, jak ptaki, zerwały się do lotu (kiedyś)… Zostało niespełnienie…
The Moody Blues - jak sama nazwa wskazuje markotny, jak tęskny krzyk, lat, których nie znałem, czarny, posrebrzany ptak krzyku rozwinął skrzydła i odleciał… Tak… Zazdroszczę im… Bo mógłbym się urodzić w prawie każdym innym czasie… Bo mam nadaną cechę awangardowego konserwatysty… Gorzka radość narodzin za późno… Przeklęty czas… Przeklęte miejsce… Przeklęci ludzie (los już ich przeklął; rozliczył się też z miejscem i czasem)…
Noc w białym atłasie… - wszystko się zgadza…
Flotylla z moich oczu rusza do ataku - zwodnicze wodospady…
Moje wnętrze też czuje się ptakiem, niestety uwięzionym…
19. Chyba przekroczyłem granicę…
Cały czas otoczony jestem Dawnymi Dniami… Łzy…
Ale przecież nie napiszę, jak wiele razy przegrywałem, zawodziłem się…
Wielokrotnie dawałem siebie, czułem idee całym sobą… Daremnie…
Chciałem być dobry, być optymistą, mieć nadzieję… Na próżno…
Mam tylko jedną nadzieję - że jestem za połową… To niemożliwe, byłby to szczyt bestialstwa, kazać mi żyć tak długo…
Czekam, już tyle lat czekam, wciąż czekam, na ten parszywy koniec…
20. San Francisco Scotta McKenzie płynie z głośników, a z moich oczu łzy, z gardła spazm…
Tak… To było wtedy… z 830 dni temu…
Jeden z najgorszych dni w moim marnym życiu…
Niepotrzebne słowa są jak nóż…
Łzy…
Ból…
Ściana, która wyrosła szybciej niż myśl…
Nie chcę więcej słyszeć tej pięknej piosenki… Zbyt boli…
21. Parszywie złudne życie…
Stoję na, cmentarzu, wirtualnym…
Z tyłu stary typ z grobami, tablicami… Cmentarz wirtualny mieści się na CD-Romie… Ciała są kremowane i wysypywane w przestrzeń (do specjalnych pojemników)… Na monitorze widać stronę tytułową… Trzeba wpisać nazwisko i imię… Pokazuje ilość takich samych osób i czy są takowe (martwi)… Jestem… I to wszystko, co można o mnie powiedzieć… Trzeba wpisać hasło… Nie znam… Nie mogę się dowiedzieć, kiedy umrę! Chciałbym dziś, po prostu nie otworzyć oczu…
22. Jeszcze 100 dni… do końca roku…
Jeszcze tylko tydzień…
Szukam ucieczki…
Tu takie gęste opary…
 
Wysłałem list do…
23. Szukam słów… Nie są dostępne w żadnym języku… Ułomność mojego mózgu… Błyskają wytarte obrazki…
24. Nic…
Marzenia nic…
Życie nic…
Dość…
Wieczny refren…
Jak łzy…
Marzenia nic…
25. Krwawy świt…
Brak słów…
26. Szara treść laifu…
Tęsknota złem wybawionym…
Czelustny pokarm…
Tutaj noc w czarnym płaszczu…
Przychodzi… Zarzuca połę płaszcza…
Brak niepamięci…
Welon gwiazd… Czarne odbicie… Odrzucenie…
Nieradość… Nieśmiech… Nie……
Beznadziejna szarość…
27. Jak chęć posiadania…
Topić się… Szukać tchu…
Chwytać dno… Wieczny brak…
Wszystko przechodzi obok…
Śmierć z jointem…
Śmierć ze szczoteczką do zębów…
Śmierć z wiadrem ekskrementów…
Wądoły zakręcone eksperymentalnie…
Mój mózg… Moje ręce… Ja… Zero…
28. Parszywe widmo samotności:
Opuszczony
Zdradzony
Każdą chwilą bliżej
Tylko nóż
Tylko Lęk
Tylko żal… Do
Tylko…
Nic…
29. Brudny, zimny, trzęsący się pociąg…
Nareszcie!
Immanentna projekcja elukubracji…
Veni, vidi, zameldowałem…
30. Ferstne trablesy…
Immatrykulacja…
01.01-19.12.99