Inflexibilis Immortalis
(1979 — 19.01.2002)

 

2000

WYNIK
BLOKADY
KOŃCOWEJ:
(6763+6391)-(3500+9354)=300;
ABO:
(6763+6313)-(5000+7734)=342;
- MISTRZOSTWO ŚWIATA

POCZĄTEK
KOŃCOWEGO
ODLICZANIA:
4251-(6700+0435)+3122=6
ABO:
-5895+(9000+0908)-4011=2
- EXPRESSOWE ZBLIŻANIE SIĘ
DO KOŃCA ŚWIATA

Styczeń
01. Bezpodstawne marzenia o nowym, lepszym jutrze...
Powstałem z gorszego prochu, jestem największą porażką ludzkości, której zgodny krzyk emanuje moim jękiem...
Kolejne marne istnienie, które zginie gnane rozpaczą (może nadzieją) odejścia i końca...
Poszukiwałem innych form, jednak żadna nie dawała mi spełnienia...
Ta?...
Szukając zagłębiałem się w największe mroki, spłynąłem po najjaśniejszym blasku...
Zostałem odepchnięty...
02. Jestem tak genialnie samotny...
Jedna, wieczna pustka, programowa samotność, permanentny ból...
03. Trawi mnie coś na kształt żalu do okrutnego świata.
04. Nieudana próba znalezienia tragicznego piękna.
05. Niepewność w poszukiwaniu nowych doznań...
06. Retrospekcje związane z Dawnymi Dniami, Szczęśliwymi (tak to zawsze pamięć z perspektywy czasu całkowicie wykrzywia) Dniami...
07. Świt po raz kolejny boleśnie spenetrował moje oczy. Powieki, które pieką uwędzone dymem z lufki, dymem ziela...
08. Natchnienie jest błyskiem nadziei i odkrycia zakresu prawdziwego istnienia...
Jak tylko "to" ujrzymy zapominamy - geniusz jego istnienia.
Dotykamy realności (jej odbicia) - tylko zanika jedność wielkości (jej geniusz) - relacja umysł - ciało.
Znikam uderzony wściekłym brzmieniem burzy martwego odbicia mentalności niedościgłej w swej wielkości; zabija oczy, spija z nich ostatnią nadzieję. Gwiazda zakryje życie, śmierć zakryje gwiazdę...
Widzieć przekleństwo ostatnich dni...
Szukać prawdy zgwałconej tyle razy, gdzieś o krwawym świcie, świcie, który zabijał nadzieję, tę ostatnią kurwę, przyczepioną nawet do człowieka bez grosza...
09. Oczy wypełnione krwią...
10. Nieszczęsny człowieku obudzony w czas martwoty i łez, w czas śmierci i samotności: Bądź przeklęty! Vae Tibi!!!
11. Echo odbija się coraz głębszym i pełniejszym basem...
12. Kolejny raz zawiodłem, zawiodłem siebie, innych...
Kiedyś miałem majaki: pomogę ludziom (ale jak pomóc, kiedy oni sami tego nie chcą?)...
Jestem przeklęty, potrafię tylko przynosić smutek, łzy...
Dlaczego muszę dalej trwać...
Nie potrafię zrobić niczego dobrego...
Tylko zło w ariergardzie, stoi za mną, wyciąga ręce, pochłania mających ze mną styczność. Tyle lat...
Niepotrzebnie żyję...
Nawet nie chcę...
Prymitywniak zaplątany w jeszcze prymitywniejszą epokę, epokę zła i łez...
13. Kolejny stracony (bo poświęcony poszukiwaniom, badaniom, dociekaniom) dzień.
14. Dotykam nieudanych idei.
15. Tak daleko odbiegłem od swoich marzeń...
A właściwie to marzenia odbiegły ode mnie...
Bo ja trwam przy moich ideach...
Może biednych, może nieżyciowych, może niedzisiejszych, może beznadziejnych, może niepotrzebnych, ale moich.
16. Zatopiłem się w poszukiwaniu...
17. Jestem zmuszony pisać dalej...
Żyć także...
18. Pozbawione sensu próby walki...
Jestem porażką...
19. Ostatni oddech przed sesją...
20. Podnoszę głowę, ponieważ błysk zmusza mnie do podziwu...
Niepotrzebnie...
Na co komu podziw genialnego śmiecia...
21. Dzisiaj - dzień, w którym wszystko świadczy o mojej marności, w którym wszystko zwraca przeciwko mnie swoje ostrza...
22. Spojrzenie zagnieżdżone gdzieś na dnie oczodołu...
23. Spojrzałem w przepaść moich myśli...
Ujrzałem odpowiedź...
Nie było potrzeby mi tłumaczyć...
24. Istota, której nadano predykat: opiekować się mną, dała mi swą siłę…
25. Exam ze wschodu (Steve) - luzik…
W dniu, w którym dowiadujesz się, że jest ktoś, kto chciałby dać ci swoją miłość, oddycha tylko tobą, myśli tylko o tobie, chciałby żyć tylko dla ciebie, świat zmienia swą wartość… Bo zawsze myślałem, że będę samotny i takie tam… Przypadek rozszerzył moją wiedzę i zmienił punkt zapatrywania…
Całe życie wyobrażałem sobie, że nikt mnie nie kocha… Całe życie poszukiwałem majaków… Goniłem za marą… Byłem tak śmiesznie smutny… A tu, tak blisko, kwitło to najpiękniejsze uczucie… I w chwili, gdy to zrozumiałem, dowiedziałem się, że to już niebyłe, że to już umarło, że to przechodzi w nienawiść… Tak zawsze jest - nie ma stanów pośrednich… I zdałem sobie sprawę, że w moim życiu byłem już kilkakrotnie w takiej sytuacji… Kolejny raz straciłem olbrzymi fragment siebie… Ciężko żyć z tą świadomością… Wierzę jednak, że to piękne uczucie nie wygasło, że jeszcze nie jest za późno; mam nadzieję, że mnie nie można znienawidzić…
26. Może to jednak nieprawda, bądź zwykła podpucha…
Nie, chyba nie…
To… niemożliwe…
Bo miałby cały świat stracić swój świeżo nabyty blask?
27. Ciągle dryfuję w oceanie niepewności… Chociaż pewne znaki utwierdzają mnie w słuszności mojego przekonania…
28. Zdałem Steve'a
Kochając odrzuca się rzeczywistość… Teraz półtrwanie odurza moją wyobraźnię… Zdaję sobie sprawę, że cały czas poszukuję obecności tej Jedynej Osoby…
29. Zwyciężyła bliskość…
30. Szukałem każdego drobnego gestu, każdej drobnej chwili, kiedy byliśmy sami…
31. Exam - Wyrwa. Zdałem…
Najpiękniejszy dzień, a właściwie noc w moim życiu… Dałem z siebie wszystko, ale też dostałem mnóstwo… Nazwałem Cię Durką… Jest tak pięknie… Verweile doch, du bist so schön… Chciałbym krzyczeć, a mogę tylko szeptać: Szeretlek Durko!

Luty
01. 16:15 Straciłem Cię z oczu…
Realność mojego stanu zatrważa… Rozstanie na kilka dni; Durko, jak bez Ciebie mi żyć… Szeretlek, Durko…
Północ majestatycznie odeszła w mrok… Już nie mogę wytrzymać…
02. Oczko…
Tęsknota nie pozwala myśleć o niczym innym… Wszystko wokół drga w rytm tego słowa… Zewsząd dociera tylko: Szeretlek, Durko!
03. Durko! Szukam Twojego głosu, dotyku Twoich rąk, ust… Coś pali mnie wewnątrz… To Ty dałaś mi uczucie, nauczyłaś radości… A teraz to rozstanie… Jeszcze tydzień - 7 dni męczarni, mistrzowskiej formy tęsknoty - 7 lat - 7 wieków - 7 mileniów - 7 er - 7 nieskończoności… Każdy świt odbiera nadzieję, każda noc poczucie realności… Jest tylko tęsknota… Durko! Szeretlek!!!
04. Wbijam dłonie w toń zwaną tęsknotą… Nabieram wody i podnoszę do ust, do oczu, przemywam twarz, obmywam ciało… Wielokrotnie widziałem Twoją twarz, w dzień, w nocy… Brak mi oddechu, nie mam sił…
Bo gdyby to wszystko okazało się snem… Bo gdyby mamiła mnie tylko wizja… Gdybym był tylko zabawką… Nie potrafiłbym już żyć… I nawet nie chciał… Świat byłby zbyt okrutny… Wtedy odejdę… Odejdę silny doświadczeniem… Zmęczony życiem… Nigdy nie było lekko ani wesoło… A wtedy odebranoby mi ostatnią nadzieję, mimo iż w Tristanie i Izoldzie napisano, że: nadzieja bowiem w sercu ludzi wyżywi się byle jaką strawą. (tłum. T. Boy-Żeleński)…
Nie wierzę w to by życie jednak miało być tak okrutne…
05. 20:15 100 h bez Ciebie, może 100 wieków albo mileniów… Już nie mogę… Jakaż będzie nasza przyszłość?
06. Twoje imieniny… Dzisiaj już nie mogłem wytrzymać - głuchy pomruk wydobywał się z mej przepastnej gardzieli… Bo chciałbym już tam (czy raczej tu) przyjechać, zerwać się z tego marazmu, bólu i tęsknoty, a także podświadomej radości, i dać tej ostatniej wybuchnąć z całej siły, razem z najpiękniejszym uczuciem świata…
07. Każdą sekundą mojego istnienia opłacam tamte chwile… Bezmiar tęsknoty wyciąga po mnie rękę…
08. Nie mogę już bez Ciebie wytrzymać… Nie mogę bez Ciebie żyć… Nie wyobrażam sobie rozstania, nie przeżyłbym go… Ja, który już teraz żyję tylko nadzieją ujrzenia Ciebie, uczucia Twojego dotyku, Twojej bliskości i usłyszenia Twojego głosu, nie podniósłbym się z tego ciosu… Mam nadzieję, że nigdy tego nie przeczytasz… Oddycham tylko nadzieją, że jutro będę z Tobą…
16:15 Już tydzień bez Ciebie, na szczęście jest jutro, jutro, kiedy Cię ujrzę i przytulę…
09. Siedzę w zimnym, pełnym tłoczącego się mięsa ludzkiego, pociągu, pragnę zapomnieć o łączącej mnie z nimi przynależności do jednego genusu… Moje myśli obracam i kieruję podświadomie w Twoją stronę…
Nasze chwile trwające w ciemnej nocy…
10. Oby te dni nigdy się nie skończyły…
11. Kolejny zatracony w Twoim cieple dzień…
12. Kolejny rzucający wspaniałością swej formy na kolana dzień…
13. Kiedyś chciałem mieć w ten dzień imieniny, nawet miałem…
14. Niezwykły dzień…
15. Pierwszy od 2 tygodni nocleg w tamtym zimnym, pustym zbiorowisku quasiinteligencji…
16. Dokonała się prawda - zrozumiałem, a raczej zostałem poinformowany o pewnych okolicznościach i faktach…
17. Kolejny dzień został połączony z poprzednimi, zlany w jedną piękną bryłę istoty mojego życia…
Data ze wszech stron znacząca…
18. Kolejny dzień z Tobą…
19. Radość i niepewność odkrywcy…
20. Słońce i blask dobrych chwil…
21. Poszukiwanie zapomnienia w kaskadzie wspomnień… Zapomnieć o tęsknocie…
22. Kolejna pusta samotna noc…
23. Znów nastały nasze noce…
24. Zasypiam spokojny…
25. Zgrzyt i pisk, i cios, i ból, i ciemność… Bo brak wyjścia… Zdrada i nienawiść w imię własnych pseudowielkich celów… Quasiszczęścia… Znaczy porażka…
26. Próbuję leczyć ranę…
27. Powoli, zbyt wolno, odzyskuję siły… Na szczęście Ty mi w tym pomagasz…
28. Szukanie wyjścia…
29. Być może znalazłem światło w tunelu zwanym Droga do przyszłości… Być może się zrealizuję…

Marzec
01. Sytuacja nabiera konkretnych kształtów, kontury wyraźnieją…
02. Dni mijają coraz szybciej…
06. Okrutna świadomość, że ktoś kogo znało się półtora roku, z którym piło się i smażyło, ściemniało i stukało laski, komu prawie się ufało, zdradził, uderzył najcelniej i najmocniej - zabrał podstawy ekonomiczne - okradł… Historia zaginionych czeków…
15. Czasami jednak czuję niepewność…
17. TRAKTAT O ZAKAZANYM SŁOWIE…
Miłość to potrzeba bycia z Kimś, czucia Jego (Jej) oddechu na swej twarzy, Jego (Jej) obecności i bliskości… To poświęcanie każdej myśli, każdej chwili Jemu (Jej), poszukiwaniu w Jego (Jej) oczach tego samego, który jest w twoich, itd.… Ta definicja nie ma końca. Może nie jest odkrywcza i nowatorska, ale zawiera ułamek tego co można znaleźć w moim malutkim, prymitywnym rozumku…
18. Toczy mnie Tęsknota…
19. Czasami czuję się uwięziony, chciałbym zerwać z siebie te "pęta"…

Maj
29. Zal. z W-F 3,5
30. Exam z infy 5
31. Zal. z łaciny 5

Czerwiec
02. Exam z NPH 4,5
08. Zal. z angola 3
Był u mnie przyjaciel…
09. Zal. z antyku 4
23. Exam z antyku 3

Lipiec
10. Brodząc w efemerycznej cieczy zwanej codziennością, całą siłę wkładam w krzyk, niezdolny nawet rozkruszyć najtrwalszej budowli, rozerwać najtwardszej stali, skruszyć lub nawet zarysować diamentu… Jakże mi więc wzruszyć choćby najbardziej wzruszone i miękkie serce? Jakże mi więc walczyć z codziennością?
11. Okrutne, porażające poczucie samotności przesłania każdy, złożony z widzialnych barw, trój- (a właściwie) czterowymiarowy bezmiar istnienia zwany obrazem… Każdy obraz skrzywiony już w godzinie narodzin w umyśle kalekiego subiektywnością demiurga gotowego żywić się każdym, nawet najbardziej znikomym i bezużytecznym swoją prymitywnością i płytkością, odbiciem racjonalności… Każdy dzień Wielkim Poszukiwaniem, Poszukiwaniem Tysiąclecia (Straconych Łez), w którym każdy z nas poszukuje choćby, od biedy, szczęścia…
01.01-11.07.00