InfideliS InfimuS IntimuS
(1979 — 19.01.2005)

 

Eques Tuus

powoli
bardzo powoli
 
zbliżamy się
ku sobie
 
powoli
wraca
świadomość
 
i znów
wstrzymany
dryf
 
a Ty
tam
w swoim zamku
 
patrzysz
z okna
swej złotej
wieży
 
a ja
u stóp wzgórza
 
moja zbroja
głębsza
niż
bezksiężycowa noc
 
to ja
Twój koszmar
 
a raczej
alter
 
powoli
wspinam się
 
tak wielki
ból
w każdym kroku
 
tak wielki
lęk
w każdym drgnieniu
 
a Ty
stoisz
 
ciągle
czekasz
 
stoisz
na blankach
 
machasz
chustką
 
(jej biel
trochę
tu
nie pasuje)
 
ja
stoję
już
u bram
 
patrzysz
na moje cierpienie
 
patrzysz
na moje życie
 
widzę
zbierające się
w kącikach
Twoich oczu
łzy
 
a może
to tylko
złudzenie
 
może
śmiejesz się
teraz
 
bo
mój wzrok
jest
mylący
 
jest
zbyt słaby
 
jak ja
 
ale
nie
 
zbiegasz
ze schodów
 
otwierasz
bramę
 
już
wiem
 
niestety
nie potrafię
już
uczynić
kroku
 
stoję
 
bo
moje rękawice
wykonane

z nieśmiałości
 
bo
mój hełm
wykuty
został
z czystego lęku
 
a Ty
podbiegasz
 
z taką radością
 
z taką lekkością
 
podbiegasz
 
a ja
chciałbym
być
trawą
 
której
dotykasz
bosymi stopy
 
chciałbym
stać się
jednością
z powietrzem
 
mógłbym
wtedy
otulać Cię
 
podbiegasz
 
a ja
trwam
w bezruchu
 
myśli
chorobą
pamięć
paraliżują
 
a Ty
zbliżasz się
 
cicho
niemalże podstępem
przybliżasz
swoje usta
 
delikatnie
muskasz
 
moje policzki

barwy krwi
 
a
z moich oczu
wykwitł
strumień
 
a Ty
patrzysz
z tak wielkim
smutkiem
jeszcze
z nadzieją
 
a ja
nawet
nie mogę
podnieść
przyłbicy
 
miecz
pomiędzy nas
kładę
 
klękam
 
a Ty
płaczesz
 
pytasz się
 
dlaczego
 
a ja
zagubiony
 
a ja
brutalny
 
a ja
gorszy
 
płaczę
 
i tylko
patrzę
z tak wielkim
lękiem
 
milczę
 
a Ty
prosisz
 
bym
wstał
 
spojrzał
Tobie
w oczy
 
odpowiedział
 
bym
zgodził się
 
a ja
trwam
 
tylko
moje ciało
drży
 
a ja
boję się
 
tu
tylko
ból
 
ja
już
umarłem
 
a Ty
klękasz
 
obejmujesz
moje dłonie
 
przytulasz się
do tej zimnej
stali
 
czuję
jednak
ciepło
Twoich łez
 
czuję
jednak
ciepło
Twojego oddechu
 
topnieję
 
a Ty
próbujesz
zdjąć
moje rękawice
 
próbujesz
zdjąć
mój hełm
 
tylko
nie wiesz
 
że
stoję
nagi
 
a Twoje łzy
rzeźbią
mnie
na nowo
 
tworzysz
mnie
na nowo
 
bo
byłem
potworzony
 
byłem
tylko
eksperymentem
 
podnoszę
wzrok
 
odważyłem się
spojrzeć
w Twoje oczy
a gdzieś tam
w nich
świeci się
taka jasność
 
taka radość
 
a cóż
ja
mogę
Ci
ofiarować
 
smutek
łzy
lęk
ból
 
czy
to tego
chcesz
 
czy
wiesz
co
znaczy
być
potworem
 
być
z potworem
 
za mało
było
w Twoim życiu
życia
 
a ja
jestem
kwintesencją
zła
 
tego
nienazwanego
 
tego
bazującego
na psychice
 
tylko
te łzy
 
cóż
ja
mogę
czynić
 
te dwie krople
mieszczą
w sobie
cały świat
 
te dwie krople

tak ciężkie
 
zbyt wiele razy
otrzymywałem
ten jakże cenny
prezent
 
Ty
nie wiesz
 
bo nawet
patrząc
w moje oczy
tego
nie wyczytasz

04