OmnipotentiaS MorganuS

 

Impressio cum Nymphælla

II

Budapeszt
Po przybyciu do tego najpiękniejszego miasta zaczęło się najlepsze imprezowo półrocze w moim życiu. Piłem nie aż tak wiele, za to od rana do nocy znajdowałem się w stanie silnego ujarania.
Po kilku dniach napisała do mnie list (mailowy), który – bez otwarcia i czytania – natychmiast usunąłem. Podobny los spotkał następne. W końcu napisała smsa, a ja w chwili słabości odczytałem go.
„Prosze odezwij sie, ze wszystko u Ciebie w porzadku. Tak bardzo sie martwie.” napisała.
Nie miałem innego wyjścia, jak odpisać. Najbardziej neutralnie, jak to tylko możliwe, jak sądzę:
„Dotarlem. Jest OK. Pa”
Natychmiast odpisała:
„Czy cos Ci zrobilam? Dlaczego nie odpisales? Obraziles sie? Jeśli tak, to przepraszam. Nie zostawiaj mnie, prosze.”
‘Jak, kurwa, zostawić?’ zadałem sobie w myśli pytanie. Odpisałem w wersji uprzejmej.
Pod wieczór otrzymałem maila. W nim standardy – jak bardzo się cieszy, jak tęskni itp. bzdety. A także opis zakończenia jej „związku”. Bo – jak mi napisała – od tamtej „rozmowy” już się u niej nie pojawił. Napisała mi też, że na szczęście nie jest w ciąży... Odpisałem i tak sobie zaczęliśmy korespondować. W trzecim liście zapytała, czy mogę wejść na chata, bo chciałaby popisać ze mną, poczuć się, jak gdyby rozmawiała ze mną. Zgodziłem się. Pisała głównie o swoim życiu. W pewnej chwili ponownie zeszła na temat swojego „związku” i po ponownej dawce żali, zaczęła mnie delikatnie wypytywać o niego. Niebacznie uświadomiłem jej, że sporo o nim wiem, m.in. dlaczego nic do niej nie czuł. Wtedy zaczęła się prawdziwa lawina pytań, w których wyczułem zainteresowanie nim i uczucie. Na taki obrót sprawy odpisałem, że muszę lecieć.
W pokoju napisałem parę wierszy i jeden list, w których wyrzucałem jej, że jest wiadomo kim, skoro zaznajomiła się ze mną (i rysowała jakieś uczucia), tylko po to, bym zdradził jej jakieś info o nim. Po czym z prawdziwą przyjemnością napisałem jej o lasce, w której się kochał, a która odrzucała jego starania, mając nadzieję na względy kogoś innego (całkowicie przemilczałem swój udział, zarówno w roli obiektu, jak i podmiotu).
Minimalnie chybiłem z tego względu, że nie była już z nim w żadnego rodzaju relacji. Oburzona zadzwoniła i wręcz krzyczała mi do głośnika, że jestem idiotą, jeśli sądzę, że to było jej celem i że się co do mnie pomyliła – sądziła, że jestem dobry, a nie tak okrutny... Potem się rozszlochała i zaczęła przepraszać, tłumacząc, że nie wie już, co się dzieje, ale prosi bym nie kończył z nią znajomości. Obiecała też, że już nigdy o niego nie zapyta, nie będzie wspominać itd.
Rozmawialiśmy niemal kwadrans, co wówczas stanowiło w moim przypadku rekord. Prosiła, bym jej po prostu od czasu do czasu dał znać, czy wszystko u mnie w porządku. Bo jak utrzymywała – martwi ją moje milczenie. Zgodziłem się.
Wieczorem dostałem smsa, w którym poprosiła, bym wszedł na chata, bo chciała jeszcze chwilę porozmawiać. Zszedłem na dół, ona pobiegła do drugiego akademca (u Araba była kafejka). Przeprosiła, że jeszcze będzie nawiązywać do tej sytuacji i jego, że czyni to po raz ostatni, ale nie daje jej to spokoju i chce to wyjaśnić. Napisała, dlaczego się tak wypytywała – po prostu chciała wiedzieć, czemu ją tak traktował – czy była gorsza itd. Że wbrew temu, co wyczytałem, ma do niego żal, za to jak ją potraktował i że są chwile, gdy marzy o zemście. Wówczas streściłem jej przebieg mojego ostatniego poranka w Polsce. Podziękowała mi (i wyczułem w tym pewną satysfakcję), ale też napisała, że czasem ją przerażam – nie sądziła, że posunę się do czegoś takiego. I że wie, iż nie ma prawa, bo nic mi nie dała, ale czuje się zazdrosna.

* * *

Tak jakoś wyszło, że pisaliśmy niemal każdego dnia, a przynajmniej w dni, w które zdarzało się mi nie poskładać od rana. Jakoś tak z dnia na dzień zbliżaliśmy się do siebie – choć odległość między nami z oczywistych względów nie ulegała zmianie. Dziś byłoby inaczej – skype, gg, mimo wszystko tańsze rozmowy, jednak wówczas nie miałem kompa, na publicznym mogłem tylko od czasu do czasu wejść na chata; poza tym z rzadka porozmawiać przez telefon. Miała tak cudowny głos, a jej przepiękny śmiech z miejsca powodował u mnie wzwód.
Pewnego dnia, oczywiście z wielkimi oporami i lękiem, jej to zakomunikowałem, odpowiedziała, że też się jej robi wilgotno, gdy mnie słyszy, i że coraz częściej przed snem zaspokaja się myśląc o mnie, a przynajmniej zaspokoić próbuje. Innego dnia późnym wieczorem przysłała mi smsa, w którym napisała mi, że kładzie się spać nago, marząc, że zjawię się w nocy i ją wezmę w posiadanie. Jeszcze innym razem pożyczyła kamerkę i nagrała filmik – striptiz + palcóweczka. Po czym mi go wysłała – ależ ślicznie na nim wyglądała.
Dalej toczyło się to tak coraz goręcej (zwłaszcza, że walczyłem wówczas z latem stulecia – upały po przeszło 40°C), acz pod kontrolą, by była gotowa na moje przybycie. Planowałem, że wówczas zaszyjemy się przynajmniej na dwa miesiące w mojej „posiadłości”, którą niegdyś otrzymałem w spadku. Dlatego też namówiłem ją, by nie podejmowała pracy. Ten – niewiele zapewne ustępujący przebiegłością odysowym – plan niestety już w pierwszej fazie napotkał znaczące przeszkody. Mianowicie w braku pieniędzy nie mogłem wrócić ani w końcu czerwca, ani w początku lipca.
Dopiero pod koniec miesiąca trafiła się okazja – krewny znajomego szukał wejścia na rynek. W zamian za dzień pracy jako jego tłumacz zobowiązał się pokryć moje długi (kilka tyś. ftów) oraz przywieźć mnie z całym moim dobytkiem. Dotrzymał słowa.