OmnipotentiaS MorganuS

 

Impressio cum Nymphælla

III

Powrót
Mój entuzjazm ostudziła moja cyniczna siostra, pytając wprost, czy zamierzam ją zabrać do tej, jak to – przyznać trzeba, dość trafnie – ujęła, rudery. „Tam przecież nie ma ani łazienki, ani nawet kibla – bo sławojka się do nich nie zalicza, nawet bieżącej wody brak.” Mówię, że moglibyśmy chodzić do Aldony. „Po każdym razie będziesz latał? Daj spokój, to poroniony pomysł. Zresztą on chyba teraz nawet tam pomieszkuje.” Tak mi klarowała, aż w końcu musiałem przyznać jej rację. Patrząc na to, co było później i jakie warunki nam nie przeszkadzały – popełniłem olbrzymi błąd. Bo teraz wiem – a i chyba zawsze to wiedziałem, a przynajmniej czułem – że to w niczym by nam nie wadziło. W każdym razie przygnębiony odpisałem jeszcze raz czy dwa – zdawkowo – coraz bardziej zatracając się w zalewaniu pały. W końcu zamilkłem, a że wciąż pisała, bądź wydzwaniała, wyłączyłem telefon.
W początku września musiałem pojechać do Poznania załatwić parę spraw na studiach. Przenocowałem u kumpli w sąsiednim akademcu, po czym z rana przechodząc obok pomyślałem, że chociaż przeproszę. Wiedziałem, gdzie mieszka – poszedłem tak i zapukałem do drzwi. Usłyszałem: „Wejść”. Wszedłem. Leżała w łóżku przykryta po szyję. Widać, że na niezłym kacu. Przez ułamek sekundy widziałem na jej twarzy zastygły, przerażający smutek, który natychmiast zmienił się w eksplozję radości. Wyskoczyła z łóżka (miała na sobie tylko kusą koszulkę na ramiączkach) i rzuciła się mi na szyję, całując, a po twarzy jej spływały łzy.
— Żyjesz, żyjesz.
Szeptała gorączkowo, a ulga w jej głosie podziałała jak cudowny balsam. Po chwili jednak oderwała się, uderzając, gdzie popadnie, zaczęła krzyczeć.
— Ty Chuju! Ty Zjebie! Kurwa, tak się o Ciebie martwiłam! Ty Skurwysynu! Ty Parszywy Kutasie! Jak mogłeś się tak zachować? Dlaczego nie dałeś żadnego znaku, że żyjesz? Ja tu odchodziłem od zmysłów! Ciągle zadawałam sobie pytania: „Czy nic Ci się nie stało. Czy wróciłeś, czy co...”
Po czym przytuliła się drżąc i szlochając.
— Nie rozumiem, przecież napisałem Ci, że wróciłem.
— Pamiętasz, co napisałeś w ostatniej wiadomości?
— Nie.
— Napisałeś... Zresztą, poczekaj, przeczytam Ci: „Cześć, jadę z rana do Wroca, odezwę się po powrocie”. A ja czekałam i czekałam, w końcu zaczęłam do Ciebie dzwonić, a tam informacja, że jesteś niedostępny. Nawet zaczęłam dzwonić po szpitalach, chociaż z początku nie wiedziałam, jak się naprawdę nazywasz. Nikt nie wiedział. Dopiero od ..., portiera się dowiedziałam. Ale po trzecim czy czwartym zrezygnowałam... Zresztą... Najpierw nie wierzyłam, bałam się, że coś Ci się stało, potem czułam coraz większą złość. A jeszcze potem doszłam do wniosku, że już Cię nie kocham. Ale teraz chcę byś mnie przytulił.
Po dłuższej chwili spytała, czy wyjdziemy na fajkę. Zgodziłem się.
Wzięła koc i wyszliśmy na balkon. Zacząłem jej tłumaczyć przyczyny milczenia. W pewnej chwili zauważyłem, że z rozchylonymi ustami zastygła w napięciu czeka na mój pocałunek. Pocałowałem ją, ona wpiła się ustami w moje, a nasze dłonie rozpoczęły Wielkie Poszukiwania. W pewnej chwili zaproponowała zejście na sam dół, z uwagi na to, że do pokoju lada chwila wrócić miały jej współlokatorki.
I zaczęliśmy nasz Wielki Bój, choć użycie liczby mnogiej byłoby kilkukrotnie bardziej adekwatne. Dopiero w pierwszych godzinach rannych rozłączyliśmy nasze spocone, brudne, wyczerpane ciała i zalegliśmy we śnie. Miał on za zadanie jedynie nas zregenerować, więc około południa przystąpiliśmy do kontynuacji. Tym razem wieczorem zrobiliśmy przerwę na posiłek. wyszła też nabyć nam fajki i Mountain Dew. Potem jednak drżąc z tęsknoty, pożądania i niecierpliwości powróciliśmy do zmagań.

Dziadki
Po kilku dniach musiałem z tego nieba wrócić do piekła życia codziennego, a konkretniej do miejsca, gdzie wówczas mieszkałem, wciąż jednak pozostając z nią w kontakcie telefoniczno-smsowym. To drugie z rzadka, bo uwielbiałem słyszeć jej głos, słuchać jej podnieconej moim głosem i słowami. Z uwagi na ciążący na mnie zakaz mieszkania w akademcu, zdecydowaliśmy się zamieszkać na jakiejś dyskretnej stancji. Zostawiłem jej zadanie znalezienia takowej. Dość szybko zakończyło się to sukcesem, wówczas przyjechałem obejrzeć to własnymi oczyma. Szybko uzgodniłem warunki z właścicielami i mogliśmy wprowadzić się do naszego królestwa – połowy piwnicy, wydzielonej i przekształconej w mieszkanie.
Jeszcze tego samego wieczoru musiałem wrócić, także następnego dnia nie mogłem spędzić z nią. Dopiero kolejnego zlądowałem.
Towarzyszył temu cień – już bowiem zdążyła puścić w niepamięć moją niesłowność (tę z wakacji), gdy dałem jej powód do nowej nieufności. Po prostu obiecałem przybycie określonym pociągiem o określonej porze. Ona czekała – sama na dworcu, a jeszcze ciepłe naleśniki w domu – a ja tymczasem przybyłem dopiero późniejszym, bez dania w porę znaku. Dopiero gdy zdenerwowana zadzwoniła powiedziałem, że się spóźnię. Parę godzin. Zdarzyło się bowiem tak (o czym jednak nie dowiedziała się nigdy), że w ostatniej chwili spotkałem kogoś, kogo kochałem, jak sądzę, od zawsze. Nawet jeśli o tym nie wiedziałem. Nie należy to jednak do tej historii. Była na mnie zła i zapowiedziała, że już nigdy tego nie powtórzy. To był pierwszy zgrzyt, choć mimo wszystko niezbyt wielki.

* * *

Nasze ówczesne współżycie przypominało raczej spółkowanie królików – często i dziko – bez zwracania uwagi na otoczenie. Zdarzyło się nam i w markecie, i w windzie czy w tramwaju (oczywiście w dość pełnym ubiorze). Jednym z ekstremów było na wydziale przed gabinetem prodziekana, na audiencję u którego zresztą czekaliśmy. Także balkon w akademcu w trakcie dnia (jeszcze we wrześniu) czy kuchnia (a obok nas laski robiły obiad) były na poły ekshibicjonizmem. Najbardziej zawstydzał mnie fakt, że przeżywała to dość głośno, niekiedy nawet bardzo. Choć to ostatnie zarezerwowane było dla naszego ukochanego jeźdźca, kiedy to zawsze prześliczna – prezentowała się bosko – zwłaszcza jej piękne, kształtne i wydatne piersi, bądź to podskakując w rytm doznań, bądź to pieszczone moimi tudzież jej dłońmi. Nigdy wcześniej (ani potem) nie spotkałem takich piersi. I jej kształtne biodra, tak cudnie kręcące się. Ta pozycja była naszą intymną – w niej pozbawieni ubrań i zespoleni znajdowaliśmy jedność.
Był jeszcze jeden problem – zimno. Dziadki przekonywali, że mają taką temperaturę, ale dla nas obojga 18°C było zdecydowanie o kilka za mało. Tym bardziej, że uwielbialiśmy podziwiać nasze ciała, więc do pewnego momentu chodziliśmy co najwyżej w bieliźnie. Ale w listopadzie zimno stało się nie do zniesienia i chcąc nie chcąc musieliśmy oszpecić się spodniami, koszulkami, a wreszcie i swetrami.
Aż pewnego dnia w połowie listopada w trakcie zauważyła (była przodem do okna) podglądającego nas właściciela, któremu ślina (zwłaszcza od patrzenia na jej jędrne, podskakujące piersi) ciekła już na sweter i gmerał sobie w spodniach (chyba więcej już nie mógł). Gdyby to była inna pozycja, pewnie – jak zwykle – pomachałaby mu rączką i swoim perlistym śmiechem rozjaśniłaby świat. Ale to była nasza Intymność, to był Gwałt.
Z krzykiem zeskoczyła ze mnie i łkając zanurzyła się w pościel. Potem kilka razy żartowała z tego (i właściciela), ale czułem, że nie potrafi sobie z tym poradzić. Nigdy też nie zgodziła się już na tę pozycję. Także w innych zaczęła wykazywać pewną nerwowość, ja zaś zacząłem coraz szybciej dochodzić, biorąc ją przy okazji za każdym razem brutalniej. Któregoś dnia w trakcie, nazwałem ją imieniem byłej. Wtedy wściekła powiedziała mi, że ona wciąż kocha tego, który ją niegdyś „zgwałcił”.
Jeszcze tej nocy uzgodniliśmy rozstanie – że z początkiem grudnia, każde z nas przeprowadzi się do innego akademika (miałem wyrok banicji sygnowany przez JM Rektora). Ja – w oczekiwaniu na transport, które zaofiarowało mi kuzynostwo – zostałem tam jeszcze kilka dni, podczas których załatwiłem sobie zakwaterowanie w Rolniczej (Jurandzie).

Akademik
Odwiedziła mnie już drugiego dnia. Z browcami i MD. Jakoś tak się zdarzyło, że znów wylądowaliśmy w łóżku, nawet jeździec był – choć na mustanga, po indiańsku. Zachlapała mi całą pościel.
Spotykaliśmy się 3-4 razy w tygodniu, choć poza tym pierwszym, żaden z kolejnych razów nie był udany. Na przekór temu, z każdym dniem pożądaliśmy się coraz bardziej. W końcu doszło do tego, że w przerwie świątecznej przegadaliśmy (przez telefon) jakieś kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt godzin nawzajem doprowadzając się wielokrotnie do wrzenia. Umówiliśmy się na wcześniejszy powrót i ostry seks z dopalaczami (czyli pornosem jako starterem itd.).
Na przekór słowom i myślom, nie mogłem chociażby nabrać odpowiedniej konsystencji – nawet z jej oralną pomocą. Spanikowałem (bowiem w myślach już widziałem się impotentem) i widząc jej nierozumiejącą niczego twarz wypaliłem, że już jej nie kocham, a może i nigdy nie kochałem. Że kocham moją Byłą, że zawsze to o Niej myślałem i tego typu bzdety.
Rozpłakała się, a ja walnąwszy drzwiami wyszedłem. Poszedłem w tango. Jeszcze tej nocy znalazłem odpowiedź (nawet podwójną, przeczącą) na pytanie, czy stałem się impotentem. Po paru dniach napisałem (nie chciała odebrać) smsa z przeprosinami. Odpisała, że nie chce tego znowu przeżywać, a dzień, gdy nazwałem ją imieniem byłej w trakcie, był najgorszym, jakiego doświadczyła. Oraz że przemyślała to i będzie się starać o tamtego.

Zemsta II
Na takie dictum poczułem się, jakbym dostał w twarz, a całe moje jestestwo domagało się krwi albo przynajmniej „zemsty”. Bo jak to? Gość ją traktował jak powietrze, zrobił swoje i olał, ja zaś ofiarowałem jej uczucie, sprawiłem, że poczuła się 100% Kobietą, zamieszkałem z nią. A ona wybrała jego. No fuckin’ way! krzyczało całe moje ja. I nie miało znaczenia, że jest moim dobrym kumplem od paru lat, że przeżyliśmy mnóstwo imprez...
Wtedy właśnie na jedną z nich mnie zaprosił, na co oczywiście skwapliwie przystałem. Jeszcze przed wyjściem przygotowałem smsa ze słowami: „Zejdz na dol, musimy porozmawiac”. Wiedziałem też o kilku rzeczach – przede wszystkim, że ona na imprezie się nie zjawi – spędzi jednak cały wieczór siedząc na korytarzu i czekając, aż on będzie do siebie wracać nad ranem – jak to czyniła wówczas. Wiadomym mi był również stosunek gościa do mnie – bezwzględny podziw i fascynacja połączone z zaufaniem – z czego, przy odpowiednim poprowadzeniu, można było rozegrać w zasadzie dowolną partię. Piliśmy, prowadząc dziwną rozmowę, a ja kierowałem ją w interesującą mnie stronę (opowiedziałem mu o mojej miłości do niej i postarałem się wzbudzić w nim maksymalne poczucie winy). Doprowadziłem do tego, że w pewnym momencie objął mnie wpół i z twarzą wtuloną pomiędzy moją szyją a głową zaczął płakać, a następnie mnie całować – po szyi.
Gdy zaczął poszukiwać moich ust, delikatnie zasugerowałem wyjście i poszukanie spokojniejszego miejsca. Poszliśmy na dół klatki schodowej, po drodze przez moment znajdując się w jej polu widzenia (paliła akurat fajkę i, co dziwne, stała – wyglądała jakby wyszła tylko zapalić). Ustawiłem nas tak, że po pierwsze on jej nie widział, po drugie ona nie widziała tego, co on robi (wyglądało to, jakbym dość pijanego sprowadzał na dół) – już chciała się podnieść, ale gestem dałem jej znak, by się nie ruszała. Gdy wreszcie zeszliśmy, stanąłem tak, by widzieć przychodzących, a potem niewerbalnie zasugerowałem mu, by swoich ust użył w pieszczotach innej części mojego ciała. Nie był zbyt dobry, rekompensował to jednak czułością, do tego bardzo się starał. Wówczas wyjąłem telefon i przygotowanego smsa wysłałem jej.
Nie minęło dziesięć sekund, gdy się pojawiła. Kiedy tylko nas zobaczyła (on był tyłem i choć usłyszał, że ktoś przyszedł, nie odwrócił się – nie chciał, jak sądzę, ujawniać twarzy), zaczęła drżeć. W jej oczach pojawił się prawdziwy żal i rozpacz, w ich kącikach rozbłysły łzy. Lecz zanim wydała jakikolwiek dźwięk – wybiegła. To co zobaczyłem w jej oczach, sprawiło, że zrozumiałem, iż przesadziłem. Szybko go przeprosiłem, wciskając, że to była dziewczyna, w której się bujał (powiedziałem po prostu: „Ona tu była”, a on pomyślał o tamtej). Trochę spanikował, a ja powiedziałem, że to załatwię, tylko, żeby dziś do niej nie szedł, a przynajmniej nie od razu. Jej z kolei wysłałem szybko smsa, żeby niczemu się nie dziwiła, a sam pobiegłem do pokoju mojej byłej Lolitki.

Pożegnanie
Zamknęła drzwi, ale zagroziłem, że je wyłamię, jeśli mnie nie wpuści. W końcu otwarła. Przypadłem do niej i błagając o wybaczenie, przymusiłem do wyrzygania wszystkiego. Po prostu kątem oka zauważyłem pustą fiolkę. Po czym zmusiłem ją do udania się ze mną do szpitala na Lutyckiej. Tam zrobiono jej płukanie żołądka i zaordynowano, by została do następnego dnia.
Oczywiście podaliśmy zmyśloną wersję (że czymś się chyba struła itd.). Nawet jeśli nie uwierzyli, nie znalazło drogi do akt. Może po prostu zrobiło się im jej żal. Ona wciąż szlochając tuliła się do mnie, a ja ją obejmowałem i głaskałem.
W pewnej chwili zaczęła cicho mówić:
— Wiesz, naprawdę Cię kochałam. Zaczęłam to czuć jeszcze przed Twoim wyjazdem, sprawiłeś, że zaczęłam się czuć atrakcyjną. Bardzo tęskniłam. Nawet nie masz pojęcia, jak często próbowałam sama się zaspokoić, myśląc o Tobie; żałując, że nie poznałam smaku seksu z Tobą przed Twoim wyjazdem. Zresztą po części sam to sprawiłeś, wciąż dogryzając mi z jego powodu, a także roztaczając między nami pewną barierę. Gdybyś wówczas nie poprzestał na słowach, kiedy się mną zachwycałeś, a przeszedł do czynów – z radością bym na to przystała. Czekałam na to i marzyłam o tym. Dlatego nalegałam na wspólne spanie, dlatego zasypiałam w Twoich ramionach. Miałam nadzieję, że zaczniesz mnie pieścić – potem wszystko by się potoczyło dalej automatycznie, ale Ty nawet na centymetr nie pozwoliłeś się osunąć swojej dłoni. Potem czekałam, aż wrócisz. Byłam tak napalona, że nawet miesięczne milczenie i rosnąca we mnie złość i żal nie zdołały tego przygasić. Nawet nie wyobrażałam sobie dać się przelecieć komuś innemu, po prostu marzyłam tylko i wyłącznie o Tobie; dlatego też wszystko potoczyło się, jak potoczyło. I – choć teraz żałuję i mam w sobie pragnienie sprawić, byś poczuł się równie źle – przyznaję, że było cudownie. I naprawdę czułam się Kobietą, przez duże K. I to w chuj zaspokojoną, a jednocześnie wciąż na Ciebie napaloną, Kobietą. Ale Ty cały czas mówiłeś o swojej byłej. Cały, kurwa, czas – nawet nie wiem, ile razy na dzień. Kurwa, nie było godziny, byś o niej nie wspomniał. Kurwa, nawet podczas seksu potrafiłeś o niej wspomnieć. A już kurwa niewyobrażalnym skurwysyństwem było, gdy raz kiedy Cię dosiadałam, zwróciłeś się do mnie jej imieniem. Czułam się coraz gorzej, zaczęłam wyobrażać sobie, że stanowię dla Ciebie tylko obiekt zaspokajania żądz, I to nie do końca Cię satysfakcjonujący. W końcu chciałam Ci spróbować dać odczuć, jak się czuję i napomknęłam coś o nim. A Ty dopowiedziałeś sobie, że wciąż go kocham. I nie pomagały żadne moje słowa czy czyny. Pozwalałeś łaskawie zrobić sobie laskę, albo – po sprincie – spuszczałeś się – byle szybciej, byle mieć to z głowy. To jeszcze nic, najgorsze było, że na ogół inscenizowałeś gwałt, byłeś taki okrutny i gwałtowny, za każdym razem coraz brutalniejszy. Do tego jeszcze to wszystko u dziadków – piździawa, dziadek, sam wiesz. W akademiku znów zaczęło być dobrze – byłeś czuły i po raz pierwszy od pewnego czasu miałam orgazm. Już nawet zaczęłam mieć nadzieję, że jednak wszystko się ułoży, że może tego nam trzeba i że jednak – jak to powiedziałeś kiedyś – jesteśmy dla siebie stworzeni. Choć czułam się cholernie zazdrosna – za każdym razem znajdowałam jakieś ślady kobiecej obecności – a to jakieś figi, innym razem stringi, albo zapach perfum czy blond włosy na poduszce. To wywoływało we mnie niepewność i jakieś zdołowanie, przez co nie odczuwałam takiej przyjemności, jak za pierwszym razem. Ty też już nie czułeś tego, co wcześniej. Chyba nie potrafiłeś mi już ufać. Spróbowałam raz jeszcze na Sylwestra, jednak nic z tego nie wyszło, do tego wyżyłeś się na mnie. Potem chciałam o Tobie zapomnieć, co z tego skoro próbowałeś zadzwonić, a potem napisałeś. Stwierdziłam, że muszę Cię spławić. Wiedziałam, że nigdy nie podejmujesz się rywalizacji, więc napisałam o nim. A potem na Twoje życzenie przyłapałam was. Nigdy nie sądziłam, że posuniesz się aż do tego, by się w taki sposób zemścić. Wciąż nie mogę tego zrozumieć, jak można pozwolić gościowi, którego się nienawidzi, albo przynajmniej ma się żal, pozwolić mu zrobić sobie laskę. Jesteś naprawdę pojebany. I to wszystko za co? Za to, że nie potrafiłeś kochać? Znajdź sobie drugą gotową czekać na Ciebie pół roku. Naprawdę Cię kochałam. Ale nie mam do Ciebie żalu. Bądź szczęśliwy. Ja i tak za jedno jestem Ci wdzięczna. Dzięki Tobie dowiedziałam się, co znaczy kochać, tęsknić, pragnąć, podniecać się już na sam dźwięk głosu. Oraz, co znaczy być i czuć się Kobietą. A także, co znaczy cierpieć i być w rozpaczy. Szlochać, jakby chciało się wypłakać samą i całą siebie. By nie został ani ślad. Ale proszę, pozwól mi spróbować zapomnieć o Tobie. Bo każda chwila z Tobą sprawia mi już tylko ból. Proszę, zapomnij o mnie. Rzucę wszystko i wyjadę stąd, ale usuń wszystko, co było związane ze mną – zdjęcia, smsy, maile, numery i adresy. Proszę. Pozwól nam zapomnieć. Dziękuję i żegnaj.
To mówiąc pocałowała mnie i wskazała ręką drzwi. Nie patrząc na mnie zastygła w oczekiwaniu na moje wyjście. Pocałowałem ją w każdą z piersi oraz soczyście w usta i powiedziałem:
— Żegnaj, ...
Po czym wyszedłem. A z moich oczu zaczęły płynąć potoki łez, rozmazując cały świat. Żegnaj. Ja też Cię kochałem.
04.2012, 03.2013