OmnipotentiaS MorganuS

 

Impressio ex Nyugati*

Umówiłem się z dawną, niewidzianą od ponad siedmiu lat, znajomą. Ona wybrała miejsce.
— Spotkajmy się na Nyugatim. — powiedziała.

Dotarłem tam o umówionej porze. Po wyjściu z metra zostałem zaczepiony przez totalnie zniszczoną życiem i rozlicznymi nałogami kobietę. Spytała się, ile bym dał za numerek z nią. Bez zaszczycenia jej choćby spojrzeniem odparłem, że nawet za darmo bym nie skorzystał. Na co ona nieśmiało pyta się imieniem moim.
— ...? To Ty? — pyta — Z 1005? Z Polski?
— Tak — odpowiadam.
— Ależ to cudownie, że żyjesz, tak się martwiłyśmy. Ależ się cieszę.
Tak wielką ulgę słyszę w Jej głosie, a po chwili rzęsiste kaskady zdrojów Jej oczu popłynęły z taką siłą, jakby właśnie przełamały olbrzymią tamę. Po chwili nieco ochłonęła, przytuliła mnie i wyszeptała do ucha:
— Tak bardzo się martwiłam, wybacz tę scenę.
Po czym odrywa ręce i zacisnąwszy dłonie w pięści zaczęła mnie uderzać po piersi i ramionach krzycząc:
— Gdzie do cholery byłeś? Czemu do kurwy nędzy nie napisałeś nawet jednego jebanego słowa? Odchodziłyśmy z Nią od zmysłów! Naprawdę nie mogłeś kurwa napisać? Czekałybyśmy do chuja, ile tylko potrzebowałbyś czasu! A teraz? Nie żyje, a ja od lat sprzedaję się za parę forintów!
Odrywa się, cała Jej twarz błyszczy rozmazanymi cieniami, tuszami, szminką i fluidem, tworząc nieomal tęczową mieszankę. Po czym drżącym, lecz cichym głosem mówi:
— Przepraszam za tę scenę. — szepcze — Pewnie nigdy nawet nie widziałeś, żeby kurwa okładała jakiegoś spokojnie stojącego faceta.
Wyciągnąłem chusteczkę. Ocierając Jej twarz mówię:
— Nie żyje? Ale przecież... Jak to?
Milknę na najdrobniejszą chwilę, jak gdybym się zawahał. Ostatecznie decyduję się jednak przemilczeć fakt, iż znalazłem w internecie drobny ślad Jej istnienia – prawdopodobnie dlatego, że był zbyt nikły i w gruncie rzeczy nic nie znaczący – wspominając o tym jedynie rozbudziłbym daremne nadzieje, a w konsekwencji niepotrzebnie przysporzyłbym tylko więcej bólu, a przecież tyle już wycierpiała.
— Wybacz mi, (i tu dodałem Jej imię). Myślałem, że tak będzie lepiej. Jak to się stało? Przeklinała mnie? Chodźmy stąd gdzieś. No i proszę, nie mów tak o sobie.
— Co za różnica czy powiem, że jestem dziwką, czy że użyczam swego ciała spragnionym płatnej miłości. Ale dobrze, nie będę się tak określać. A wracając do pójścia sobie stąd – nie przeszkadza Ci moja profesja?
— Jasne, że nie. Wiesz, że mam w dupie, co o mnie sądzą; chodź, pójdziemy do jakiejś knajpy.

Po paru minutach zdecydowaliśmy się jednak przysiąść na ławce w parku. Gdy tylko usiedliśmy, wróciła do przerwanego wątku.
— Cóż, 100% pewności, czy skończyła ze sobą, a raczej czy chciała ze sobą skończyć, nie mam. Nie zostawiła listu ani żadnej notatki, nie powiedziała nic więcej niż zwykle. Ale wzięła więcej niż można i wiedziała o tym.
— Czego wzięła? W co Wy się wplątałyście?
Jednak jakby nie słyszała, jej głos z drżących ust płynął jakby zza szyby.
— Ja też wtedy – gdy dotknęłam jej zimnej ręki i pocałowałam po raz ostatni jej stygnące, okrwawione usta – załadowałam w maxa... Podobno znaleźli mnie unurzaną we krwi i rzygowinach, totalnie wystudzoną... Wezwany lekarz zupełnym przypadkiem wyczuł puls... Przyznam, że teraz już by się to nie zdarzyło – wiem, jaką dawkę powinnam zażyć... Dwa tygodnie spędziłam przykuta do łóżka, a potem kolejne dwa już na chodzie. Wyrzucili mnie ze studiów... A kiedy wyszłam nie miałam już dla kogo żyć – Ciebie nie było, Ona odeszła. Od tego momentu w ogóle Was nie wspominałam, a jeśli już to bez imion, bo użycie ich za bardzo bolało... Musiałam zacząć zarabiać... Zawsze zachwycałeś się moją urodą – zresztą nie tylko w Twoich oczach widziałam pożądanie – w każdym razie uznałam, że skoro wszystko jedno, to po co się męczyć. Oszczędzę Ci szczegółów, bo pewnie Cię nie interesują – nic dziwnego... Zapalisz?
— Dzięki, ale rzuciłem parę lat temu.
— Naprawdę? Przecież ciągnąłeś jak smok. Wybaczysz mi więc, jeśli zapalę? Nie będzie Ci to przeszkadzać?
— Nie będzie. Pal spokojnie, ile tylko chcesz.
— Zawsze potrafiłeś wprawić mnie w zdumienie... Ale wracając do tematu... Hmm, od czego by tu zacząć? W ogóle to winnam Ci pewne wyjaśnienie. Choć nie wiem, w jakie ująć to słowa. Nie wiem, czy wiedziałeś, ale byłyśmy w związku lesbi, bo takie miałyśmy preferencje. Miałyśmy oczywiście za sobą próby hetero, ale to były beznadziejne doświadczenia. Ty byłeś inny – Ona wiedziała to od pierwszego momentu, a ja poczułam się zazdrosna. To ja namówiłam Ją na trójkąt z Tobą i ze swej strony dołożyłam wszelkich starań, by Jej to wynagrodzić. Muszę przyznać, że – mimo tego wszystkiego, co zdarzyło się później – na ogół tego nie żałowałam. To był najpiękniejszy okres w moim życiu. Choć oczywiście były dni, gdy w bezsilnej rozpaczy przeklinałam Twoje imię. Na przykład po pierwszym razie, gdy godzinami próbowałam się domyć – zmyć to z siebie, rzygałam i szlochałam, niekoniecznie na przemian. A potem przyszło jakieś takie zobojętnienie – odrętwienie, z którego mnie przed chwilą wyrwałeś. Och, dlaczego nie dałeś najmniejszego znaku życia?
— Wybacz mi, (tu wstawiłem Jej imię), proszę Cię, wybacz mi. Nie wiem, jak mógłbym wyrazić mój żal, że tak się stało – nawet jeśli w znacznej części było to niezależne ode mnie. Ale to tylko marne usprawiedliwienia. Już wyjeżdżając wiedziałem, że popełniam błąd. Wybacz mi, proszę.
— Pozwolisz, że się przytulę do Ciebie? Chciałabym jeszcze raz poczuć Twoją bliskość.
— Oczywiście. Nie płacz, proszę.
— Taka jestem szczęśliwa, że żyjesz. Nie masz pojęcia, jak bardzo się o Ciebie bałam.
Głaszczę Jej włosy ignorując rozbawione spojrzenia spacerujących. Siedzimy tak milcząc jeszcze jakiś czas. Ciszę przerywa telefon od osoby, z którą się umówiłem. Po wysłuchaniu krótkich na szczęście pretensji umówiłem się na inny termin. W tym czasie moja towarzyszka ułożyła się cichutko na moich udach.
— Byłeś umówiony, prawda? — spytała, gdy schowałem telefon.
— Owszem, ale to bez znaczenia. Ja również bardzo się cieszę, że Cię spotkałem.
— Mogę Cię o coś prosić?
— Oczywiście, że tak.
— Chłodno się robi, chodźmy do mnie – umyję się, przebiorę, a potem albo zostaniemy u mnie, albo pójdziemy do jakiejś knajpy. O ile oczywiście się zgodzisz. Pragnę też poznać Twoją historię, jeśli rzecz jasna zechcesz mi ją opowiedzieć.
— Oczywiście. Prowadź, proszę.

Uczyniłem, jak prosiła. Zostaliśmy u Niej. Przyrządziła wyborną kolację, potem – trzymając Ją w objęciach – opowiedziałem moją historię. Słuchając jej drżała, płakała, z rzadka śmiała się, bo też nie była to piękna opowieść. Na koniec utuliłem Ją do snu. A potem objąwszy Ją sam zasnąłem.

Kiedy się obudziłem, zauważyłem, że patrzy na mnie, a w Jej wzroku było tyle uczucia, co i bólu.
— Wykąpiesz się czy najpierw zjemy śniadanie?
Jedząc przypomniałem sobie całą tę niemal bezpowrotnie utraconą gamę smaków. Tak się rozmarzyłem, że dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że do mnie mówi:
— A Ty je pamiętasz?
Przeprosiłem, wyjaśniając, że nie słuchałem.
— Pytałam o nasze pierwsze spotkanie... Nie przepraszaj, nie dziwię się, że nie pamiętasz. Ja za to pamiętam to jak dziś. Już wtedy się wymykała i zawsze mówiła tylko, że idzie na telewizję. W końcu za drugim czy trzecim razem spytałam, co oglądała. Odpowiedziała, że mecz. O ile telewizji – podobnie jak ja – nie znosiła, o tyle meczów tym bardziej, jak wówczas sądziłam. Następnego dnia powróciła niemal natychmiast i spytała, czy mogę Jej pomóc. Zgodziłam się oczywiście. Zaprowadziła mnie do telewizorni. Wielu rzeczy się spodziewałam, ale nie czegoś takiego – 5 czy 6 gości totalnie nawalonych i upalonych leżących w rzygach. Wskazała jednego, opartego o ścianę – to byłeś Ty. Byłeś tak wychudzony, że bez problemu we dwie zaniosłyśmy Cię pod prysznic, a tam wymyłyśmy. Było z tym sporo zabawy, bo byłeś nieprzytomny, choć nawet w takim stanie prezentowałeś się naprawdę nieźle. Na tyle, że nie dziwiłam się już Jej postępowaniu. Byłeś taki... niezwykły i na swój sposób ujmująco niewinny – jak gdyby wspomnienia Twoich czynów nigdy nie zostały skalane jakimiś złymi uczynkami. Wyczuwało się także lęk przed skrzywdzeniem, do tego stopnia, że jedyne czego pragnęłam, to zapewnić Ci bezpieczeństwo. No i oczywiście patrzeć na Ciebie, choć na urzekający widok Twoich pięknych oczu musiałam jeszcze poczekać. Nie protestuj, uwielbiam w nich tonąć. Wtedy jeszcze była tego nieświadoma – nie widziałam ich nigdy wcześniej... Taaak... Ale miałam mówić o spotkaniu. Tak, umyty i wysuszony prezentowałeś się ujmująco. Do tego stopnia, że to ja zaproponowałam, byśmy Cię przygarnęły. Pamiętam, jak słodko spałeś w naszym łożu, a my leżałyśmy po bokach i wpatrywałyśmy się w Ciebie. Musiałyśmy zasnąć, bo kiedy otworzyłam oczy, Ciebie już nie było, a Ona spała. Poszłam do telewizorni, leżałeś tam już nieźle upalony, chyba nawet myślałeś, że Ci się śnię. Zaklinałeś mnie, bym nie pozwoliła Ci się obudzić, a potem zażyczyłeś sobie, bym Cię przytuliła, pozwoliła wtulić „w te cudne piersiątka”, jak się wyraziłeś i podała Ci coś do picia. Pod ręką była jakaś butelka wina, więc to ją otrzymałeś. To upewniło Cię, że śnisz, dlatego wypiłeś ją duszkiem. A potem przyciągnąłeś moją twarz ku swojej i pocałowałeś mnie. Zrobiłeś to tak zachłannie, jakby to był pokarm, a Ty właśnie przegrałeś walkę z dietą. Straciłam głowę, ale kiedy było to tak przyjemne. Choć dalszy ciąg przeszedł moje oczekiwania – Ty najzwyczajniej w świecie podciągnąłeś moją spódnicę i wszedłeś we mnie. Nie wiedziałam, jak zareagować – czy się oburzyć, zobojętnieć, czy wręcz Cię zaatakować i wyrwać się z Twoich objęć. Zostałam i chciałam nawet postarać się o to, by było mi dobrze, ale Ty chyba wyczułeś moje zaskoczenie i wyszedłeś. Przeprosiłeś mnie i prosiłeś o wybaczenie; powiedziałeś, że sądziłeś, iż również tego pragnę. A potem zasnąłeś. Doprowadziłam nas do porządku, a potem się przytuliłam. Wtedy przyszła i zaciągnęłyśmy Cię do pokoju. Nie ma co, udały się mi urodziny.
— To było w Twoje urodziny?
Skinęła głową.
— Ale dlaczego w takim razie mnie nie olałaś albo – co gorsza – nie oskarżyłaś mnie o gwałt?
— Daj spokój, jaki gwałt? W końcu sama Ci usiadłam na kolanach, obnażyłam piersi – powinnam była wiedzieć, jak to na Ciebie podziała – nawet w takim stanie, w jakim byłeś. A dlaczego zostałam? Sama nie wiem, ale nie żałuję. A Ty? Kiedy po raz pierwszy zwróciłeś na mnie uwagę?
— Nie pamiętam, wiem, że w pewnym momencie zauważyłem pewną piękną dziewczynę – to była... Przepraszam, uszanuję Twoją wolę... To była Ona. Zaczęła codziennie przychodzić oglądać mecze, a gdy coś mówiłem niemal spijała mi słowa z ust, za każdym razem przysiadała się coraz bliżej. Zacząłem już sobie robić nadzieje, gdy pewnego razu spotkałem ją idącą w towarzystwie jeszcze jednej, równie ślicznej dziewczyny – Ciebie. W momencie, w którym zobaczyłem Was razem zrozumiałem, że daremnie się łudziłem, Wasza orientacja była dla mnie oczywista od pierwszej chwili. Tego dnia załatwiłem się dokumentnie, tak przynajmniej sądzę, bo to co było potem stanowi czarną dziurę w moim umyśle. Następne co pamiętam, to przebudzenie – choć nie wiem, ile czasu dzieliło te zdarzenia. W pewnym momencie po prostu obudziłem się między Wami. Spałyście wtulone we mnie. Leżałem tak i udawałem, że ciągle śpię, delektując się tą chwilą i pragnąc, by trwała już zawsze. Niestety nie mogła – mój pęcherz groził eksplozją. Przy próbie zaś wyswobodzenia przebudziłyście się, co zresztą postarałem się Wam wynagrodzić pocałunkami. Był to dość głupi pomysł zważywszy na zdolny pewnie zwalić z nóg zapach mojego oddechu. Na szczęście nie odstraszyło to Was – resztę pewnie pamiętasz. Było tak cudownie: Wy – takie śliczne – i ja – przepełniony dumą, czujący, że mam dla kogo żyć. Byłem szczęśliwy – patrząc w Wasze cudowne oczy i znajdując w nich siebie, delektując się Waszymi boskimi ciałami. Każdą częścią mojego ciała chciałem Wam dziękować i składać hołdy. Wtedy po raz ostatni czułem się jak zdobywca, jak młody bóg – owszem potem też zdarzały mi się super chwile, ale tak jak wtedy – mam na myśli całe nasze wspólne życie – nie czułem się już nigdy. Nie potrafię tego oddać słowami, bo chyba się nie da; w każdym razie z całego serca dziękuję i przepraszam.
— Nie ma za co. Cieszę się, że było Ci tak dobrze.
— Ależ oczywiście, że jest za co. Wybacz mi, proszę.
— Nie przejmuj się tym – jeśli kiedykolwiek miałam żal, to już dawno o nim zapomniałam.
Milczymy jakiś czas przytuleni, po czym przerywa milczenie.
— Co byś zjadł na obiad? — pyta cicho.
— Jesteś pewna, że Ci się chce? Nie szkoda Ci czasu? Nie musisz się przygotować?
— Oczywiście, że mi się chce i jasne, że nie szkoda mi czasu. — milknie na moment, po czym kontynuuje — A co do przygotowań – to nie, nie zwykłam ich czynić. Oczywiście, kładę makijaż, ale nie zajmuje mi to wiele czasu. Zresztą i tak nie ma to znaczenia, bo robię sobie wolne. — po czym z wyczuwalnym wahaniem i drżącym, a jednocześnie przepełnionym nadzieją, głosem pyta — Czy mogę Cię o coś prosić? To bardzo wielka prośba, ale tego pragnę. — zawiesza głos, a widząc moją akceptację jeszcze bardziej niepewnie kontynuuje — Chciałabym Cię prosić o spędzenie ze mną tego weekendu.
— Pewnie, uczynię to z przyjemnością. Sam bym Ci to zaproponował, ale nie chciałem Ci przeszkadzać.
— W czym niby miałbyś mi przeszkadzać? Naprawdę nie ma w czym. Dziękuję, że się zgodziłeś.
— Żartujesz chyba, cała przyjemność po mojej stronie.
— Nic się nie zmieniłeś. Jesteś tak samo cudowny i szarmancki jak dawniej. Nigdy się nie zmieniaj, proszę.
Tak – oczywiście na rozmowach i przebywaniu ze sobą, a nie wymianach grzeczności – upłynął nam również następny dzień.

A kolejny spędziliśmy na ponownym odkrywaniu naszych ciał. Już wcześniej wiedziałem, że moje uczucia wobec Niej nie zmieniły się ani na jotę. Zresztą, nawet gdybym już nic nie czuł, poczucie winy nie pozwoliłoby mi odmówić, tym bardziej, że nikogo nie zdradzałem. Także boskość Jej ciała sprawiałaby odmowę niemal niemożliwą – bo teraz, zadbana i na nowo przebudzona, znowu była tak piękna, jak kiedyś – dokładnie taka, jaką Ją zapamiętałem. Było niemal jak dawniej – niemal, bo to co traciliśmy przez okrojoną konfigurację nadrabiała umiejętnościami.
Po pierwszym razie, kiedy już nieco ochłonęliśmy, przepełnionym radością i wciąż rozedrganym głosem wyszeptała:
— Byłeś niesamowity, nigdy wcześniej mnie tak nie wyjebałeś. Już myślałam, że mi serce pęknie albo nie dam rady zaczerpnąć tchu, choć – gdyby się tak stało – na pewno bym nie żałowała. Patrz, już ciemno – nieźle, chyba powinniśmy coś przekąsić – zwłaszcza Ty, bo masz pełne prawo być wykończony. Następnym razem – o ile oczywiście się nań zgodzisz – obiecuję, że więcej czasu poświęcę ujeżdżaniu Cię.
Po czym na kilka chwil, jakby delektując się wspomnieniami, bądź chcąc takie zachować, umilkła, a następnie rozmarzonym szeptem dodała:
— No i ta gra wstępna – czysta poezja...
Leżeliśmy milcząc, delikatnie scałowywałem wypływające z kącików Jej oczu łzy, a po jakimś czasie zapaliła papierosa – musiałem go Jej przypalić, bo wciąż drżały Jej ręce. Leżąc tak i paląc, ciepłym i przepełnionym pewnością głosem stwierdziła:
— Dziękuję, nie dość, że znowu czuję się kobietą, to w dodatku wyjątkową Kobietą przez duże K... Pamiętasz, jak Cię nazywałam? Wolno mi tak Cię nazwać raz jeszcze?
— Pamiętam, moje Słońce. Ile i kiedy tylko chcesz. Wiesz przecież, że to uwielbiałem.
— Dziękuję, moje Szczęście – za wszystko.
Po jakimś czasie stwierdziła, że przyrządzi jakiś posiłek. Kiedy przyszedłem do kuchni powiedziała:
— Wybacz mi temat, który teraz poruszę, czuję się jednak zobowiązana do pewnego wyjaśnienia. Wiem, iż Ty także zauważyłeś, że również i ja byłam lepsza niż ostatnio. Chcę Cię zapewnić, że nie stało się to ani przez ani dla klientów, bo nauczyłam się tego razem z Nią, gdy oczekiwałyśmy na Twój powrót. Zresztą niemal już zapomniałam, bo nie sądziłam, że jeszcze kiedyś będę miała szczęście móc z tych technik skorzystać. Nie wiem, czy mi wierzysz, po prostu chciałabym, byś to wiedział.
Cóż, przynajmniej tak powiedziała, choć nie sądzę, by miała powód oszukiwać. W każdym razie uwierzyłem Jej, o czym zresztą Ją zapewniłem.

Tak mijał nam weekend, a ja poczułem się znowu facetem, znowu nabrałem ochoty, by żyć. W końcu nadszedł niedzielny wieczór.
Leżałem delikatnie Ją pieszcząc – próbując zebrać myśli i siły, kiedy, delikatnie odgarniając z mojej twarzy włosy i patrząc na mnie błyszczącymi oczyma, miękkim i przepełnionym miłością głosem powiedziała:
— Mam nadzieję, że nie skrzywdzę tym Jej pamięci, ale to były najpiękniejsze dni w moim życiu... Jestem taka szczęśliwa... Jesteś niesamowity...
Po czym nieco zasmuconym tonem dodała:
— Nie masz nic przeciwko, bym skorzystała z toalety?
Nie miałem, rzecz jasna. Wróciła po kilku minutach. Coś było inaczej, wyglądała na bardziej pobudzoną; choć może tylko to sobie teraz tak wyobrażam.
— Tak bardzo Ci dziękuję za ten czas, który mi poświęciłeś, za wszystkie Twoje siły i chęci. Za to, że nie widziałeś we mnie tego, czym się stałam. — widząc, że zamierzam protestować, położyła na moich ustach swój palec, po czym pospiesznie dodała — Pozwól mi skończyć, bo samo zebranie myśli w stanie takiego wyjebania, stanowi spore wyzwanie. Dziękuję Ci za wszystko i mam jeszcze dwie prośby – jedną o powtórzenie tego, co przed chwilą robiliśmy, zgadzasz się?
— Z największą przyjemnością, jak zwykle; a druga?
— Ale, proszę, obiecaj, że ją spełnisz.
— Spełnię.
— Cieszę się i dziękuję.
— Pozwól mi zgadnąć, chciałabyś zacząć wszystko jeszcze raz?
— O niczym innym nie marzę – prócz kochania się z Tobą – i bardzo dziękuję za propozycję, ale sam wiesz, że to niemożliwe.
— Dlaczego? Było tak cudownie, możemy jeszcze znaleźć szczęście.
— Wierzysz w to?
— Oczywiście!
— Nie żartuj! Spójrz, czym się stałam. A teraz już nie potrafiłabym zarabiać inaczej.
— Masz dopiero 26 lat.
— Tak, i średnie wykształcenie. Bez kasy na studia, Ty też jej nie masz. Musiałabym dalej trudnić się tą profesją, a teraz kiedy znowu jestem świadoma, czułabym się, jakbym Cię zdradzała. Ty zresztą zasługujesz na kogoś lepszego niż dziwka.
— Prosiłem, byś się tak nie określała. A jedyne na co chciałbym zasługiwać to szczęście. A z Tobą je znalazłem.
— Proszę, nie komplikuj, bo mi serce pęknie. Nie widzisz, z jakim trudem przychodzi mi sformułowanie tej prośby? Zrozum, że chcę dla Ciebie jak najlepiej. Dziękuję Ci za wszystko, jesteś wspaniały. Ale teraz proszę, pozwól mi przedstawić moje drugie życzenie – po wszystkim utul mnie do snu i odejdź, gdy tylko zasnę. Obiecaj mi, że nigdy już tutaj nie wrócisz, że nie będziesz mnie szukać.
— Ależ...
— Obiecałeś. Proszę, dotrzymaj słowa. Tak będzie lepiej. Tylko pamiętaj – zaraz po tym, jak zasnę. A teraz proszę – jeśli naprawdę czujesz do mnie to, co próbujesz przekazać – spraw, by ten ostatni raz przyćmił wszystkie dotychczasowe.
Nie musiała o to prosić – włożyłem w to całą moją pasję, a jednocześnie cały mój spokój.
Po wszystkim powoli i z trudem wyszeptała:
— Dziękuję... To było najwspanialsze i najcudowniejsze doznanie w całym moim życiu... Kocham Cię, moje Szczęście...
Utuliłem Ją, jednak przy okazji sam zasnąłem.

Przebudzenie było jednym z najgorszych w moim życiu. Natychmiast pojąłem, dlaczego chciała, bym odszedł stąd wcześniej – w tej samej chwili pożałowałem, że Jej nie usłuchałem. Jej zimne ciało musiało być martwe od paru godzin. Uczyłem się kiedyś nieco o pierwszej pomocy itd., więc z całą pewnością stwierdziłem zgon. Pobiegłem do łazienki wyrzygać się i znalazłem strzykawkę. Wróciłem do Niej – na zgięciu lewej ręki znalazłem ślad po nakłuciu. Mimo zmąconego kaskadą łez widzenia, znalazłem go od razu – może dlatego, że wiedziałem, gdzie szukać. Wszystko, co zdarzyło się potem, pamiętam jak przez mgłę. Widzę siebie wycierającego kluczowe ślady swej bytności – choć pewnie nikt nie będzie niczego szukał. Ot, kolejna dziwka, co to przećpała – powiedzą.

Wybacz mi, och, proszę, wybacz mi to wszystko. Wierzę, że umarłaś szczęśliwa. To jednak chyba sprawia, że czuję się jeszcze gorzej – bo wiem, czego Ci niegdyś odmówiłem, na co pozwoliłem się Tobie skazać. Najważniejsze, że już nie cierpisz. Mogę tylko bez końca zadawać sobie pytanie, czy gdybym wspomniał o Niej – o tym, że znalazłem drobny znak świadczący, że być może wciąż jeszcze żyje, ta historia potoczyłaby się inaczej? Mam tylko nadzieję, że te ostatnie dni były w stanie przynajmniej osłodzić gorycz, uśmierzyć ból. Czasem tylko roniąc łzy ku Twej pamięci, zastanawiam się, czy z Twojej strony nie była to swego rodzaju zemsta. Choć natychmiast pojawia się obraz Twojej zastygłej w szczęściu twarzy, Twoich skąpanych w pożądaniu mnie oczu i wraca pewność, że było Ci cudownie – a to cieszy mnie najbardziej. Kocham Cię i raz jeszcze proszę – wybacz mi, moje Słońce. Żegnaj.
12.2011

* Nyugati pu. (Nyugati pályaudvar – Dworzec Zachodni) – przystanek niebieskiego metra (M3) przy wspomnianym dworcu.