Error message

Deprecated function: The each() function is deprecated. This message will be suppressed on further calls in menu_set_active_trail() (line 2405 of /home/virt5975/domains/lit.s2.logout.pl/public_html/includes/menu.inc).
InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

mea Requiem
09.99-19.12.99

I. Kyrie
kiedyś
nazywałem się Innocenty
wyobrażałem sobie
że to musi być to
istota moich marzeń
gorzka maligna
ambiwalencja
lęku i trucizny
moje życie
znaczy zmiana
 
 
II. Sequence
1. Dies irae
zawsze widziałem tylko Królową moich snów
oddychałem nadzieją: może jednak któregoś dnia
bo wszystko na to wskazywało
boleśnie przebudzony
zaciskam powieki
przebite strumieniem łez
oślepiony błyskiem
palony wstydem
zatopiony w marzeniu odejścia
serce ciągle uderza
rachityczne trwanie
ciągle przedłuża mój czas
stracony
kochając Ciebie
spoglądając w Twoje oczy
widziałem Twój żal
Twoje łzy
ich blask
błysk
już wiem
może to ja
ecce homo - vanitas
wiem
pewność
 
2. Tuba mirum
każdego dnia szukałem
zaglądałem w puste szyjki butelek
których życie wypiłem
by przeżyć kolejny dzień
by światło nie zniszczyło mnie
bolesna empiria
walki z każdym dniem
oddechem nieświeżym
jakby wczorajszym
zatruty
szukałem pociechy
zniszczyłem
niszczę
Jej życie
urojona rzeczywistość
ja
moja ręka
przekaźnik myśli
błyszczący zimny
jak oczy
zatrutość
spływała zawsze nocą
brakiem oddechu
 
3. Rex tremendae
ja
zmurszały wielowiekowy mur
dwudziestoletni
codziennie
widzę siebie
żyję w sobie
szukam słów
próbuję zdefiniować
niedefiniowalne
pozostaje świadomość
jestem chory
potrzeba akceptacji
towarzyszyła
wypełniając
niespełnieniem
znajdowałem
jednak inny dar
równie wspaniały
pogardę
 
podświadomie
szukałem
kogoś
kto by zaakceptował
nikt nie zdjęty litością
nie odważył się
spojrzeć
na mnie
na moją twarz
twarz mesjasza
wiecznie umęczoną
twarz potwora
w moje oczy
można w nich ujrzeć
w najdrobniejszych szczegółach
wszystkie przeszłe i przyszłe chwile
początek i koniec świata
 
przegrałem
ostatni raz
puste słowa
stracona szansa
ostatnia
tyle ich było
niepotrzebnie
wszyscy opuścili
trwam śmiesząc
żałosny
wszyscy
całe życie
bawili się
oszukiwaniem mnie
 
wędrowałem
do końca stóp
nic nie znalazłem
ból
palące złudzenia
czas mija wolno
nie pozwala
zapomnieć
gdzieś tam
potężnieje
w ciemnej barwie
szloch
quasimój
tam gdzieś daleko
za setką ścian
pustych
zimnego błysku dotyk
mój odkupiciel
mój zbawca
mój jedyny przyjaciel
czerwony szloch
czerwonych łez
przeleczonych
 
4. Recordare
samotność
pustego oddechu
świadomość
braku świadomości
zbezczeszczenie
myśli
oddech końca
dół czyli
nadir
brak
życie wizją
zbyt krwawą
okrutną
by żyć
komuna treści
epigon epigonów
poszukiwanie smaku
gdy wokół bezguście
 
5. Confutatis
zbezcześciłem
ołtarze
wszystkich bogów
odmawiając im
prawa do istnienia
przeklinając
ich imiona
 
6. Lacrimosa
jestem zły
skrzywdziłem
wiele psychik
oni poszukiwali mojej obecności
ja byłem sam
zaangażowany zbyt głęboko
całe życie bólem
prześmiewczym jękiem
coraz trudniej złapać oddech
coraz trudniej nie czuć lęku
nie znajdując celu
znajduję tylko porażki
nie widząc końca
widzę tylko mgłę
nie słysząc słów
słyszę tylko bełkot
nie czując radości
odczuwam tylko strach
 
jestem przeklęty
przeklętość
oddycha mną
przecieka przez
palce
stoi gdzieś obok
jest we mnie
oddycha mną
przęklętość
każdej mej chwili
każdego uderzenia
serca
każdej myśli
każdego impulsu
przeklętość
spływa ze mnie
do środka
pustoszy każdą
ostoję identyfikacji
z samym sobą
niszczy każdy
punkt mojego ego
przeklęta minuta
mojego powstania
godzina
moich narodzin
każdy dzień
w niewiadomej godzinie
zostałem wyklęty
nienawistnej godzinie
zbyt odległej by
pamiętać
zbyt bliskiej by
zapomnieć
gdy każdy dzień
przypomina
kieruje na
znajomą drogę
bycia przeklętym
 
 
III. Offertorium
przyjacielu
którego zabiłem
wiem
wybaczasz
zapraszasz
mój terminatorze
prześcignąłeś
mistrza
człowieku
którego wykreowałem
 
1. Domine Jesu
gdy będę leżał złożony niemocą
ostatnią chorobą
odejdziecie ze śmiechem
z uszami zaklejonymi woskiem
z oczyma wbitymi w ścianę
przyspieszając kroku
 
odchodząc
zawołam
po raz ostatni
nie przyjdziecie
ostatnie dźwięki
ostatni oddech
zawsze ból
cisza
rozrywa mózg
łzy nadgarstka
można się wzruszyć
zapomnieć nie
rozdygotany wzrok
ucieka przed mgłą
wydłuża cienie
wyszarza ściany
rozpływa się
dotykiem muru
puste więzienie
brak klamek
 
gdy umrę
nadbiegniecie z nadzieją
rzucając lodem wzroku
zmrozicie zimne ciało
odejdziecie w mrok
 
umieram
nagi
odarliście
ze snów
zabroniliście
uszyć płaszcz
tarczę
ze słów
odebraliście
myśli
zerwaliście
ostatnią zasłonę
nadzieję
 
umieram
skąpany
we łzach
niespełnienie
zbyt często
towarzysząc
wypaliło
 
umieram
zbrukany
własną fałszywością
wtopiony w nieśmiałość
poszukiwacz sensu
zatracony
kontemplator
urojony
niepotrzebnie
zbyt długo żyjący
każdy dzień stracony
wszystkie chwile zmarnowane
odrzucony w imię pustych idei
wielkich słów
epicentrum wstydu
ja
niedokończony
porzucony przez demiurga
gdzieś w drodze
ożywiony
niezdolny by żyć
wszechobecne cierpienie
ból wypalił
na mojej rozoranej bruzdami
twarzy
nie zakwitł nigdy ten
zbyt częsty kwiat
radość
 
pozostawiliście mi
te dwa kaniony
wyżłobione
zdrojem moich oczu
 
2. Domine Hostias
przeklinam was
moje słowa będą w wieczności
odbijać się od ścian
i gdziekolwiek będziecie
uderzą was jeszcze mocniej
przekleństwo mojego istnienia
zastąpi waszą treść
pustą zbyt
przepali od środka
 
 
IV. Sanctus
dzisiaj
wtulę się w jej ramiona
odejdę
szybko zresetujecie pamięć
 
 
V. Benedictus
Pożegnanie I
żyłem nazbyt bolesną wizją wyśnionej
egzystując nad przepaścią pustego ego
gnębiony ekscytacją zatrutego uczucia
nienawiścią niszczącego cały mój czas
agonią zaduszającej podłej zazdrości
jednoczącej myśli w odejścia marzeniu
 
Pożegnanie II
życie zaprzedałem idei wyimaginowanej
ekscytując się okruchem uczucia zatrutego
gnębiony egzystencją żałosnego śmiecia
nie mogę już uleczyć niezabliźnionych ran
a priori odrzuciłem życie pośród drwin
już nigdy nie ujrzę Ciebie – moja Muzo
 
 
VI. Agnus Dei
Wczytawszy się w Romantyzm cel życia wyśniłem
Strwoniłem większość czasu na poszukiwaniach
Myślawszy że znalazłem - na próżnych staraniach
Stanąwszy nad przepaścią pragnienia rzuciłem
 
W dzień piłem bólu chciawszy przyczynę zapomnieć
Ze zbyt okrutnym losem wieczorami walczyłem
Nie chciałem żyć ujrzawszy jak bardzo zbłądziłem
Przysiągłem Jej imienia nigdy już nie wspomnieć
 
Ocaliwszy istnienie rozum utraciłem
Rzeczywistość okrutna sny każe odrzucić
Pragnienie niepamięci myśli w mózg chce wpychać
 
W nazbyt zuchwałych myślach role pomyliłem
Ci których wtedy znałem próbowali cucić
Nigdy nie mogąc zmusić abym chciał oddychać
09-19.12.99