InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

Samosąd
c z y l i
Ostatni przejazd na gapę
Tragedia w X aktach i Y scenach rozfarsowana komicznie na Z stronach

Dramatis personæ:
(w kolejności występowania)

Ktoś 2
Chór myśli 6
Ktoś 4
Ona
ślepy
Chór myśli V
Myśl 2
Ktoś III
Myśl 5
Ironic
Myśl 1
Myśl 3
Chór myśli 4
Myśl 4

Kościotrup ślepego
Oko

Myśl 6
Myśl 7
Myśl 8
Myśl 9
Myśl 10
Myśl 11
Myśl 12
Myśl 13
Chór myśli II
Chór myśli VII

Nagrom

Myśl 14

Naiwa
Agonia
Gwint
Roztera
Opozycjon
M
Wybrakowana myśl

Wiatr wieje mocniej, drzewo wyrwane, olbrzymie krople oziębiają twarz, nawilgacają i rozmazują, deszcz, coraz więcej, coraz mocniej, niebo sinieje, łamie się kolejna gałąź, pęka kolejny konar, wyrwane kolejne drzewo, deszcz, coraz więcej, coraz mocniej, płyną strumyki pomiędzy wydmami, szybko wchłaniane przez chciwą pragnieniem, zachłanną glebę, wiatr wsysa ziemię, wodę, drzewa, wszystko, deszcz, coraz więcej, coraz mocniej, błyskawice tną niebo, wiatr atakuje, ziemia pęka, rzeka płynie prądem silniejszym, deszcz, coraz więcej, coraz mocniej, jezioro zalewa ziemię, wiatr wkręca wszystko, niczego nie ma...
Pozornie bo oto
Idzie samotny wędrowiec
Naprzeciw Niej
Zauważenie następuje
(On co był ślepym
Żebrakiem inności
Dotknięty
Wargi jego spalone
Słowem kocham stoczone
Oczy ujrzeniu
Blasku protestowały
Ze skażoną na zewnątrz
Czerwienią ciało
I Ona perfekcyjnie ślepa
Zawsze smutnowesoła
Zawsze z głębią)
Nieporadne kalekie
Tu wszystkie możliwości
Jego wykorzystane
Ktoś 2
Najpierw wszystko
Życie jak zabawę
Kwiatkologia społeczna
Chór myśli 6
Ty byłeś niczym
Nigdy cię nie było
Ktoś 4
Umierał co dnia
Nie rodząc się
Trwonił wszystko
Ona
Umierałeś co dnia
Gardząc nami
Formalizą niszcz
Wszystko pomiędzy
ślepy
Zmiana widoczna
Stopniowo nabierała
Kształtu i życia
Ośmieszyła formatem
Chór myśli V
Pierwsze uległy
Przekonania
Zacząłeś nawet...
Pisać   (śmiech)
Nigdy nie umiałeś
Nie umiesz
I nie nauczysz się
Wiersze dramaty
Kiłowate prozy
Rymy efekciarskie
Toniemy - płoniemy
Przecież na to masz cztery ściany i sufit, aby gnioty swoje pisać w domu i aby nikt o nich nie wiedział. Wydawać je po świecie to ani moralne ani uczciwe.
ślepy
Czy żyłem
Czy odleciałem
Do końca
Sól życia
Myśl 2
Nie umiałeś
Bałeś się
Jesteś niczym
Odejdź znikaj
Ona
Zaczynałeś znać
Za mało wciąż
Łudziłeś się
Całym życiem
Ktoś III
Umierał co dnia
Próbował żyć
Zbyt słaby
Na siłę
Myśl 5
Odchodziłeś
Wracając wciąż
Niezgodność
Przenikanie
ślepy
Nie mam obrony
Ona
Pomyślałeś Ty
Zgiń uratuj
Ciało ohydy
Ironic
Nie masz obrony…
masz obrony…
obrony…
ony…
ślepy
Zdaje mi się że widzę
Ona
Gdzie
ślepy
Przed oczyma wargi mojej
Sunąc zepsutymi wargami na lubieżności piętno wyciska, Ona uchyla się od zepsucia chętna, ślepy wypuszcza pożądliwe ręce, chwytają nietrwale jednocześnie wygięte, zastygłe w tonie pożądliwo-oskarżycielskim, wargi lubieżnie, nerwowo obiegane nabrzmiałym językiem, suną powoli z ścicha nieustępliwie ku przeznaczeniu, Ona znów się usuwa wolniej, ślepy w natarciu, Ona w odwrocie, ślepy wypuszcza krwisto-sapiące wargi językiem zbitej, krwistej masy wpycha się w zimną, bladogorącą przerwę, krzyki jasne wypełniają tę bezdenną gardziel, Ona w paradoksyzmie nagminy bólu ściska zęby, krzyki ciemne niszczą powłokę wrażliwości, Ona odsuwa się, ślepy nie rozumie, błądzi, przechodzi nowe transfory, żyje, bo żyje, ale coraz żywiej, więcej rozumie, inaczej rozumie, cykl przemian, które wyobcowują odrzut myśli niszczących różnicowanie echa przeszłości, sensu rozpatrywanie przenika, ślepy zasypia, by obudzić się jeszcze mocniejszym, zawsze innym dążyć do siebie, przesypia złe wichry, kręcące światem demokatów, wykopki nowej ery, nowe instynkty zachowawcze, ślepy budzi się w innym świecie, dziwnie przypominającym ten poprzedni.
ślepy   (postawa szekspirowska z pieczenią bełkoce)
Tyć albo nie tyć   (siada)
Oto jest pytanie   (je głośno mlaskając)
   (zrywa się nierealnie)
Krew jego miernik naszej ery
A imię jego złoty i cztery   (rozrywa kurczaka)
Tak! zemsta zemsta zemsta na wroga!
Z trwogą i choćby mimo proga   (realniej)
Co ja robię
Głos wewnętrzny
Rozkaz silniejszy
Prze marszem
Myśl 1
Taki rozkaz
Rozkaz wykończy
ślepy
Fakintajm
Polska carem narodów
Myśl 2
Myśl to wielka
Myśl 3
Myśl tworzenie
Myśl 1
Taka myśl jest
Myśl 2
Kiła mierność
Myśl 1
Taka myśl jest
Chór myśli 4
Nieśmiertelność
ślepy
Co znowu
Co to ma być
Czym mam być
Co zabić
Myśl 4
Jest w tobie
Taka...dwojakość
Ty fałszywy gnoju
Przyklasku stoczniowca
ślepy
Ależ co za obrona
Śmieszne   (śmieje się)   (poważnieje)
Dlaczego ja
Kto mi pomoże
Czy znajdą się
Obrabiają mi plecy
(spluwając niedbale umiera trup gnije czystym tlenem wydzielając oczy spływają lekko usta rozkładają się lekko rozchylone z lubieżnie gnijącym językiem skóra lekko opada na ziemię zostaje szkielet wesołozdrowy)
Ona   (wchodzi)
Jezus Maryja   (mdleje)
Kościotrup ślepego   (materializuje się w ciało)
Kto mnie wołoł czego chcioł
Ona   (trzeźwieje)
Jezus Maryja   (mdleje)
ślepy
Dziwne...moja głowa!   (głowa wyskakuje z radością z krwawych pęt reakcji spadając uderza Ją)
Ona   (trzeźwieje)
Jezus Maryja   (mdleje)
ślepy   (głowa powraca)
Co jest
Ona   (trzeźwieje)
Jezus Maryja   (mdleje)
ślepy
Muszę luknąć na to   (loocka na to rzucając oko)
Oko   (uderza ją)
O kurwa!
Ona   (trzeźwieje)
Jezus Maryja   (mdleje)
ślepy   (z oczami)   (potrząsa Ją)
Wstawaj
Ona   (czaszka się)
Mam tego dosyć
Jesteś zwykłym chamem   (wychodzi)
ślepy   (pozorność samotności)
Pieśń zmartwychwstania szósta   (śpiewa)
Jeszcze martwy żyje już
Jeszcze na nim szary kurz
Jeszcze ciało zimne jest
Gdy wykonał nowy gest
   Jeden tylko jeden cud
   Umrzeć można żyjąc tu
Ginę gniję gnojem żyję
Pieśnią wielbię myślą biję
Zawsze zmagam się z myślami
Grutil się zasłania nami
Każe myśleć w kolektywie
Się stawiając w pozytywie
Żyjąc każe nam umierać
W monopolu by plon zbierać
   Jeden tylko jeden cud
   Wyrwać trzeba ludzki wrzód
Myśl 6
Próżno skupić się próbujesz
Myśl 7
Nie byłeś...
ślepy   (wieszczowato)
Nazywam się milijard
Bo za milijardy kocham
I cierpię katusze...
Myśl 6
Obcy wciąż obcy jesteś
ślepy
Co jest
Myśl 7
Święto wielkie
Krzyżunek nasz
ślepy
Widzę widzę
Myśl 8
Oślepł
ślepy
Tylko złudzenie
Ślepe przywidzenie
Chór myśli 3
Ciemno wszędzie
Ślepy przędzie
Co to będzie
Co to będzie
Chór myśli II
Tam sięgaj gdzie wzrok nie sięga
ślepy   (wzrok w gruncie rzeczy efemeryczny ręce rozfebrzane)
Powietrza...   (siada płacze)
Wszyscy...
Myśl 9
Nie zalewaj się
Spokój masz setę
ślepy   (bierze patrzy wącha)
A wie pan że i zawalczę   (piją)
Myśl 9
Tylko bez panów   (piją)
ślepy
Precz z pany   (piją)
Oj śledzika
Myśl 9
Masz   (podaje)   (ślepy konsumuje świńsko pije)
Ona   (wchodzi)
Znowu pijesz
ślepy   (święty zapał)
Polak pić musi
E tu pod kreske   (wlewa w zlew)
Cosomi lubiem sobie siońść i popaceć w niebo i myśleć o mej dziefcynie   (piją)
Aaale spryco łoooch   (wali w koparę)
Brrr ale pałer mo   (tankuje)
Wicem renke błyskawice wywijo i grozi bogom   (przeczyszcza gardzioło leci na mordę)
Ona
No tak zapił się
ślepy   (unosi wieszczo rękę)
Prec z kąko... kąko... kąko...
Ona
Co
Myśl 10
Schlany nie myśli
Ona
A ty kto
Myśl 10
Jego myśl
ślepy   (wstając zataczańcem)
Kocham Cię...
Ona                                 Myśli
   Nie nie                     No no
ślepy
Ale tak inaczej rozumiesz
   (Ona ucieka we łzach)
Wielkieś mi uczyniła pustki
Myśl 11
Idiota komplet
ślepy   (drobny szoker)
Jaaa
Myśl 11
Chcesz w mordę
ślepy
Dlaczego
Myśl 11
Jak mogłeś Jej to zrobić
Myśl 12
I co ślepaku co tak samotnie spluwasz
I smutny jesteś no po kielonku   (nalewa)
ślepy
Cholera sami pijacy   (piją)
Jeszcze   (piją)
Ależ kopa ma   (piją)
Czyści dość
Myśl 12
No stary co ci leży
ślepy
Mam tego dosyć
Myśl 12
Czego
ślepy
Życia
Myśl 12
Zalewasz
ślepy
Przesrane
Myśl 12
Fucktycznie
ślepy
Walnij mnie   (myśl 12 uderza go w twarz)
Jeszcze... i jeszcze...
Dawaj... no... no... no...
Tak... no... no... dość...
Myśl 12
Co jest
ślepy
Otrzeźwiałem
Myśl 13
   (z winem)
Walczysz
ślepy
No dooobra   (piją)
Ale siara   (do dna)
Siaaara
Myśl 13
Jeszcze
ślepy
A daj   (walą do dna)
Jazda
Myśl 13
Czuję kwas spływa z ciebie
ślepy
Przecież piję
Myśl 13
Myślę o czymś innym
Coś cię gryzie
ślepy
   (umiera)
Myśl 13
Stary nie zalewaj
ślepy
   (leży martwy)
Myśl 13
Stary stary
Myśl 12
Wracaj
Myśli 12 i 13
Kurwa on jest martwy spadamy   (znikają)
Ona   (wchodzi)
Znowu zapity   (ogląda)
Jaki zarzygany   (klęka)
O martwy   (krzyczy)
Dlaczego ja   (płacze)
Chór myśli I   (wbiegają z flachami)
Ha ha ha ślepy
Chodź do nas   (podchodzą)
Ślepy wstawaj
Myśl 5   (obdukuje)
Zimny
Myśl 7
Martwy   (zapalają świecę)
Myśl 8
Czas zgonu 28:92
ślepy   (bulgocąc)
Nazywam się nagrom
Chór myśli VII
Ślepy zmartwychwstał
nagrom   (wstając)
Nie ma ślepego nazywam się nagrom
Myśl 14
Przecież dalej jesteś ślepy
nagrom
Ślepy umarł nagrom żyje
A teraz myśli słuchajcie
Tyle wspominałem
Udawałem że mam
Wierzyłem wam
Zwodzony
Kto z was podał mi rękę
Bez powitania
Kto z was widział
Kto z was...
Nieważne
Co to da
Ile razy zabijałem
Pomagaliście osądzając
Odejdźcie   (znikają)   (leżysz jak zdjęty)
   (dopadają cię późniejsze wspomnienia pozwalające wspominać przyszłość)
   (wchodzą naiwa, agonia, gwint, roztera, opozycjon, m)
m
Ileż milczeń
Ile widzeń
Strefa negacji
Porywa
Pozornie nieczuły
Milczałem
Ze zdruzgotaną
Istotą odmienności
Dlaczego właśnie ja
Za chwilę odwagi
Uniesienia bezkontrolności
Zadłużyłem się w
Niepewności
Nieśmiałości
Sennym porywie
Lęku przed
Pierwszym krokiem
Tak Ją kochałem
Tak Ją kocham...
opozycjon
Kocham kocham
Śmieszne słowo
Takie stare
Odrzuca mnie
m   (surrealistycznie)
Chciałem
Patrzeć w oczy
Szukać siebie
Przypominać życie
Zapominać świata
Brakło odwagi
Nikt się nie dowie
roztera
Tyle listów
Pisałem chowałem
Niszczyłem namysłem
Tyle godzin dni
Tylko Ty
Nie mogłaś widzieć
Tyle nerwów przed każdym
Z kilku słów
Nie chcę wspominać
Zmuszają mnie
Nie chcę pamiętać
Chcę jednego boję się
Chcę w ciszy zniknąć
Już nie wiem
naiwa
Myślałem że to musi
Być odwzajemnione
m
Dlaczego właśnie Ty
Tyle dni przepitych
Nie umiałem stracić
Pamięci oszukanej
Nocy nieprzespanych
Ty oczyma
Po co wspominam
gwint
Miesiąc cugu
Wakacje zjebane
Rok przemyśleń
Poniżeń czas
Dlaczego żyję
Mogłem wtedy
Za słabe piguły
Siedemdziesiąt pięć brakło
Dlaczego
opozycjon
Nie zasłużyłem
Wyżyć swoje trzeba
Na ćwierć utopiony
W połówce szukałem snów
Próżność przedusi martwotę
m
Tyle okazji brakowało
Tak głupio-naiwny
Myślałem o szczęściu
Nie dla mnie
Bezrasowca
Biedaka nieobytego
Ty tylko w słowach
Równałaś nas
Dumna zimna i wyniosła
Niezdolna kochać
Grubego brzydasa
roztera
Zawsze był on
Bliższy wszystkim
Stawiałem na pierwszym
Niedostrzegał
Niepotrzebny
Tak długo ślepy łudziłem się
Tyle sygnałów ominąłem
Aż nagle spłynęła zebrana całą siłą jasność
Uderzyła w prywatną piętę
Zawsze byłaś dupka
Świński cham przyczyną cierpienia
Wiedział korzystając czasem
Zadał najgłębsze rany
Pomogłaś mu
Już nie wiem
m
Autozamknięcie lęk ból
Zwiększona nieśmiałość
Odmowa nic nie boli
naiwa
A były chwile
Które chciałbym pamiętać
By były wieczne
m
Tyle prosiłem
Nieruchomymi wargami
Krzyczałem
O raz za dużo
Bezgłośnie
Szukałem cieni
Twej świadomości
Blasku twego uśmiechu
Nieistniejącego dla mnie
Przeżywałem każdą godzinę
Wspominałem każdą chwilę
Opłacałem setkami innych
Wyobrażonych ośmieszających
Leżałem jak martwy
Jestem martwy zupełnie
Myślę o chwilach
Tych co były
I tych co nie były
Omijały czyniąc wyspę
Oderwaną rzeczywistości
Czułem staczanie
Pętla nałogu dusiła
Zerwałem po co
Może bym zapomniał
Umarł odnalazł się
Może ten podziw
Co tylko oddala
Ominąłby
Nie mam żalu
Szczęścia
Wybrakowana myśl
Szczęście dawaj innym
Tym co mają go za dużo
Jesteś wieszczem
Masz szczęście szacun miłość
I tradycyjne uwielbienie
opozycjon
Gówno prawda
Nigdy nie pisałem
Te próby śmieszne
Nazwisko mam po co
Pseudonim jedyne szczęście
m
Moje oczy długo szukały iskry
Uszy czekały na drobny dźwięk
Największe szczęście widzieć
Słyszeć bez marzeń nierealnych
gwint
Oczy topione kłoskiem
Uszy ogłuchłe bulgotem
Usta wykrzywione kwasem
Wiecznie zarzygane
Sępiły faję nawet grasowały
Leżę w tym gnoju dlaczego
m
Nie mogłem widzieć
Nic innego
Otwierałem i zamykałem oczy
I Ty zawsze Ty
Tyle przełomów
I Ty zawsze Ty
Zawsze miła i wesoła
Oprócz smutku
Co mogłem dać
Ten gram szczęścia
Którego nie miałem
To nazwisko nieistniejące
Śmieszność
Może tak i lepiej
Dla Ciebie
Mi nic nie pomoże
agonia
Zmarnowałem półtora roku
Końca nie widzę
Straciłem siebie
Przyjaciół
Twoją przyjaźń
Sens poczucie wartości
Wszystko
Tak miało być
Może to i lepiej
I tak umrę nie mogę
Opuszczonemu mijają dni tygodnie miesiące
Na samokontemplacji
Wołam o ratunek was ludzie
Choruję mocniej i mocniej
Każdego dnia gorzej i gorzej
Wy tacy ślepi wołam was
Samotnie gnijemy nie widząc celu w życiu
Kiedyś mieliście czas zapomnieliście
Kiedyś czułem się samotny jestem taki
Widzicie tylko siebie niepewni jutra
Nieczuli bólu protestujecie
Wspomnijcie te słowa
Ujrzycie tajemnicę mojego życia
Drżałem by nikt nie wiedział
Nieczuły pozorem
Po co dawać ból
Tak tylko ja cierpiałem
Niepotrzebna szczerość
Zmarnowane życie
Co bym zyskał
Czy to coś dało
Czy byłbym szczęśliwy
Czy Ona by była
Czy warto było
Czym byłbym
nagrom
Dość starczy   (znikają)
(Pozostajesz płaczący, chwytasz się za głowę, ziemia zadrżała, otwierasz usta, zaczęła pękać, krzyczysz, nie ma nic i jest wszystko. Obrazy twojego życia widziałem i Ty widziałeś moje. Wszystko wiruje i nagle stwierdziłem, że ręce mamy podobne, i nogi, i brzuchy, i twarze, i myśli, tylko Ty jesteś wersją ugrzecznioną, a może to było złudzenie. Jedno co nas różni to to, że ja żyję wszędzie a Ty tylko tutaj. Przewagą twoją jest to, że ja żyję wkomponowany, a Ty śmiejesz się bezkarnie z dzieł narodowych. Może stworzyliśmy jednym kicz, drugim biblię, może świat jest tylko pozorem własnej konwencjonalności, może jesteśmy odbiciem własnych zasad, może coś nas łączy, może...)
nagrom   (musisz powiedzieć ostatnie słowo)
Nie mam żalu   (ja też)
(korzystając z okazji pozdrawiam wszystkich tą pieśnią:)
   Jeden tylko jeden cud
   Zniszczyć trzeba ludzki brud
Jeszcze nas złe soki trawią
Jeszcze stare hasła bawią
Bezlitośnie trwamy sępem
Niszcząc wszystkich tu podstępem
   Jeden tylko jeden smród
   Co wydziela ludzki ród
(pożegnaj państwo)
Si ju lejter
<{(THE END)}>    
  (bez Happy End-u)

Posłowie:
Z mojego uda wyskoczyła hamletowska czaszka, stanęła w szpagacie, zasalutowała i zawołała:
– Wesołych wizyt u pewnego doktora
  Rozsześcienie jaźni to dopiero zmora!

Puściła fakera i dziwnym trafem znikła zastanawiając szpagatem, salutem i fuckerem – to zapowiedź kolejnych dni.

Koniec części pierwszej i ostatniej.
03-04.98