OmnipotentiaS MorganuS

 

Somnium occursosus

Siedziałem w swoim pokoju, gdy przyszli do mnie Witek i część dawnej ekipy – oczywiście po radościach i powitaniach (kiedy sądziłem, że już po prostu umarłem i to ja trafiłem do nich) polecieliśmy w plener. Stwierdzili, że w jakimś parku jest impreza i polecieliśmy na tramwaj. Gdy się w nim znaleźliśmy nawet skasowaliśmy bilety, wysiedliśmy po paru przystankach. Park okazał się być znajomym (choć przy okazji nieco zmienionym), a my poszliśmy na koncert – okazało się zresztą, że to my gramy (przy okazji wyszło, że oni wiedzieli o tym od początku).
W pewnym momencie straciłem jednak zainteresowanie imprezą – uświadomiłem sobie bowiem, że jestem w mieście mojej Miłości, wspomniany park tym nieopodal M1 (choć wewnątrz bardziej przypominał poznańską Cytadelę), a całym sobą i za wszelką cenę zapragnąłem zobaczyć Ukochaną. Zacząłem też wpadać w depresję, która nasilała się w postępie geometrycznym wraz z każdą upływającą sekundą. Wsiadłem do tramwaju, który po chwili ruszył, straciłem jednak kontakt z rzeczywistością i zamyśliłem się. Sama trasa była zresztą dziwna, bo przypominała raczej Maltankę i roztaczające się z niej widoki – parki itd. niż typowo miejską.
Jakiś czas później uświadomiłem sobie dwie rzeczy – że ktoś przy mnie przystanął i zwraca się do mnie oraz że totalnie nie wiem, gdzie jestem. Zaczepiającą okazała się kobieta-kanar. Podałem jej bilet. Po chwili oddaje mi go i mówi, że przekroczyłem czas jazdy. Zdałem sobie sprawę, że to ten bilet skasowany z chłopakami. Mówię, że jechałem z kumplami, ale oni wysiedli, a ja jadę dalej. Powiedziała, że w porządku – mogę dokupić sobie jeden, za to na dłuższy przedział czasowy – za 5 zł. I że ona ma jeden, wystarczy, że tę piątkę dam jej. Podałem, jak chciała, tzn. wyciągnąłem z portfela piątaka i spuściłem go z wysokości paru cm do takiego zagłębienia, które znajduje się przy tylnym wyjściu za ostatnimi siedzeniami w niektórych tramwajach (ale chyba głównie w Poznaniu). Ona po chwili mówi, że nie ma. Patrzę, że faktycznie leżą różne drobne, nawet jedna piątka (ale taka ozdobna, jakie nieraz wydaje NBP), ale normalnej nie ma żadnej. W ogóle to zauważyłem mnóstwo koron czeskich i pytam się, czy tylu Czechów jeździ na gapę, a ona, że cóż – zdarzają się. W końcu zdjąłem rękawiczkę, żeby tym razem na pewno mieć kontrolę nad monetą (bo zamierzałem dać jeszcze jedną – międzyczasie bowiem przypomniałem sobie, że przecież jeszcze na jakiś czas wysiadłem z nimi w tym parku, więc nie przekroczyłem czasu, a jechałem totalnie na gapę), a tymczasem tamta spadła mi na ziemię – widocznie zatrzymała się gdzieś w rękawiczce. Podniosłem i wrzuciłem do tego korytka, ona zaś podała mi bilet.
Wysiadłem i dość długo się błąkałem, w końcu jednak udało się mi znaleźć jakiś znajomy punkt, a potem wyruszyłem w drogę do Ukochanej. Byłem bardzo przygnębiony, zagubiony i zlękniony (bo w ogóle nie miałem pojęcia czy w życiu wspomnianej osoby jeszcze jestem), ale gdy dotarłem i ujrzałem moją Miłość – wszystkie złe myśli minęły od razu – była taka urzekająco piękna – jak zwykle, do tego taka szczęśliwa z mojego przybycia. Przytuliliśmy się, zaczęliśmy całować i pieścić, a potem poszliśmy do pokoju, by oddać się smakowaniu naszych ciał.
Niestety obudziłem się na moment przed kulminacyjnym momentem.
18.01.2014