Error message

Deprecated function: The each() function is deprecated. This message will be suppressed on further calls in menu_set_active_trail() (line 2405 of /home/virt5975/domains/lit.s2.logout.pl/public_html/includes/menu.inc).
InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

Szukam świadomości
03.98

półmrok
mokro pluszcze o ziemię
stuka w szybę szarego okna
sferycznie
koncentrycznie
półmrok
niebo koloru szarego
płaczące nad formalunkiem
zakryte cirrusem
półmrok
wiatr ślepiec niespodziewany wyje
przenika chłodem ugaszcza
półmrok
błysk drugi trzecim
grzmot echami tłumi
niebo zamyślone mocniej płacze
troskliwe poszarzałe
lękliwe
półmrok

Rzyjemy

Słowo
Daleko od Siebie porzuciłaś
Błądząc chcę Cię widzieć
dlaczego godziny
dlaczego dni
dlaczego trwam rozpamiętując
rozkoszując się Twoimi słowami
dlaczego tak daleko od Ciebie tak blisko mieszkając
dlaczego liczę chodzę piszę robię cokolwiek
dlaczego Ty dalej
dlaczego nie umiem mówić przegrywam każde słowo
dlaczego jestem ślepy
dlaczego inni pławią się w hedonie
dlaczego nie potrafię pisać śmiech budzi to
dlaczego tonę w konformie
dlaczego tak dużo pytam nie znając życia nie widząc

czy to jezioro zamarznięte
taki chłód mrozi mnie
czy to drzewo uschłe
długo czekałem
czy to konary w geście prośby
by nie zabijać bólu
nieśmiertelnie

jutro
życie co dzień inne
jutro
długi zabijają
jutro
lepiej nie wierzę
jutro
gorzej nie może
jutro
jeszcze jutro takie życie
jutro
koniec się zbliża - nieubłaganie
jutro

Co jest
nie chcę znać
inni może ja
odejdźcie

Co robić
formalizm zabija każdego dnia każdego w nas
kulturowcem oddychają odmierzają zespalają
konkretyzm uratuje dziś

To moje!
tyle śladów ile jeszcze
budzony śmiechem
czym jest było jak
istnieje odpycha
przyciąga stalą wyobraźni
kończy odpływ
uderza w tłumie

obudź człowieka
delikatnym gestem
zimnym tchnieniem
rozgrzewającym
ujrzyj człowieka
wbrew woli
niecierpliwie zabijając
usłysz człowieka
w zepsutym echu
zardzewiałym głosie
rywalem chęci
stwórz siebie
uśpij człowieka
delikatną stalą
nabrzeżem
lustruj wnętrze

Jaskinia w głowie półmrok
odwrócić nie potrafię mur
a ile jeszcze złych tez
nieziemskich pasterzy
niosących fałszywe imię w nas
orężem zabija uśmiech nasz
brat
Kto pragnienie zniszczył solo
odrzucony rozgrzebuję wnętrza sof
chwiejnie
hurtem zniszczę cały grom
atakując szerzą zło
mieniąc barwą brak chmur
wróg
Ciężko bolą ołowiane brzegi
idiotyzmu zanurz ręce
elipsą chora myśl
biegnąc
istotą
epicentrum

Anormalny świat
snem koniecznym
istotą odmienną
uwieszona u sufitu

końcem sznura
owiązany
chłamem
hurtem niepewności
atakuje
jutra nie będzie

myślą jasną
nieumiejętnie
inaczej żyć
ewentualnie