InfideliS InfimuS IntimuS
(1979 — 19.01.2005)

 

Ultima verba

czuję
jak
wszyscy
mnie
omijają
targany
wiatrem człowieczeństwa
strzęp człowieka
bo
jestem
tylko cieniem
zapomnianym
za życia
 
Ona
przyjdzie
głośno
lecz gdy
przebrzmią
Jej kroki
zapanuje
wpijająca się
do bólu
w uszy
Cisza
cień
znikł
a pamięć
umarła
wcześniej
 
jeszcze
się będą śmiać
to słabość
tchórzostwo
ci
co
boją się
Jej
którzy
oddaliby
wszystko
za dzień życia więcej
albo
nazwą
głupcem
nie doceniającym
wartości życia
które
dla mnie
było
najgorszą karą
(nie wiem
co takiego
uczyniłem
że tak ciężką
była
pokuta)
wiem
tylko
że zawsze
chciałem
czynić
dobro
a moje czyny
obracały się
przeciwko mnie
i tylko raz
dobro
uczyniłem
poprzez zaniechanie
tyle tylko
że
to też
zwróciło
swe ostrze
na moją pierś
wnikając
do głębi
 
wszystkie
moje wybory
były
złe
tak bardzo angażowany
w główny nurt
nie dostrzegałem
wątków pobocznych
najważniejszych
zresztą
nigdy
nie potrafiłem
dokonać
wyboru
 
* * *
 
ile z was
będzie
mnie
pamiętać
dłużej niż
tydzień
no
powiedzmy
rok
 
matka
z którą
nie umiałem
się dogadać
i której
zawdzięczam
chorobę umysłu
tak
 
dziadek
bez którego rad
nigdy
nie robiłbym
tego
co
potrafię
najlepiej
dla którego
najważniejsza
była
praca
to piękna dewiza
tak rzadka
u Polaków
ale czy także
dla dwunastolatka
dla którego
była
to jedyna szansa
zdobycia
pieniędzy
na dodatki
a czasem i
na podstawy
tak
 
siostra
która
przez wiele lat
była
mi
najbliższa
teraz
nie potrafię
z nią rozmawiać
tak
 
ojciec
któremu także
zawdzięczam
część
choroby mojej jaźni
nawet
nie jestem pewien
jego pamięci
to nieważne
 
Ty moja Miłości
Przyczyno
mojej skirtotymii
tyle lat
z czcią
wpatrywałem się
w ziemię
której
Dotknęła
Twa Stopa
w stolik
którego blat
Musnęłaś
Ręką
Byłaś
moim powietrzem
nie wiem
 
Ty
którą
potrafiłem
kochać
mimo
pogłębiającej się
mizoginii
bo naprawdę
Cię
kochałem
tylko to
umarło
ogień
się wypalił
(to fakt
że
staję się
coraz bardziej podobny
do mojego ojca
ale to
życie z Tobą
tak mnie
nakierowało
każdego dnia
czuję
jak
zbliżam się
do charakteru
całkiem mi obcego
i w dużej części
znienawidzonego)
może
 
może jeszcze ty
mimo że
jeszcze
za mojego życia
mnie
zapomniałeś
trudno powiedzieć
 
najbliższy mi człowiek
lepszy
niż
mógłby
być
brat
już
nie żyje
 
tak często
was
przepraszałem
za słowa
które
były
dla mnie prawdą
przyjmijcie
je
po raz ostatni
 
* * *
 
czuję
jak
niewiele czasu
mi
już
pozostało
 
czuję
jak
gorączka
trawi
moje
nazbyt słabe
ciało
choroba
drąży
tajemne korytarze
którym
spotkać się
w jednym momencie
wypadnie
w chwili
mojej śmierci
 
tak
nazbyt często
o Niej
myślałem
pozostały
dwa puste oczodoły
i
płacz
moich rąk
zbyt słaby
 
rachitia
 
nie mam
już sił
by
walczyć
 
nie mam
już sił
by
żyć
 
trwać
nie chcę
 
 
moje oczy
zapadają się
w głąb czaszki
 
skóra
pęka
odchodzi
 
narośle
na stopach
rękach
 
nienaturalna
czerwień skóry
jak gdyby
krew
chciała
wytrysnąć
 
i pot
morze potu
przy każdym poruszeniu
 
paznokcie
które

sobą
już
w niewielkim stopniu
 
stopy
które
sinieją
bo krew
nie dopływa
stopy
na których
często
nie mogę
ustać
obrzęki
opuchlizny
otarcia do mięsa
bąble
i
strupy
 
i ciało
które
wiecznie
boli
 
i kaszel
który
rozrywa
piersi
 
i wieczna biegunka
 
krwawiące
wargi
dziąsła
 
i plecy
w wietrzne dni
bolące
tak
że
nie mogę
wstać
 
i duszności
i ciemność
przed oczyma
gdy
próbuję
mocniej
zaczerpnąć
tchu
 
i serce
które
migocze
czasem
przestaje
bić
niestety
tylko
na parę chwil
wtedy
czuję
jak
krew
rozsadza
żyły
 
ból
ból
 
i niesubordynacja
mojego umysłu
 
* * *
 
zostało
mi
jeszcze kilka miesięcy
uczynię
to dopiero
tam

03