Error message

Deprecated function: The each() function is deprecated. This message will be suppressed on further calls in menu_set_active_trail() (line 2405 of /home/virt5975/domains/lit.s2.logout.pl/public_html/includes/menu.inc).
InfinituS
(1979 — 19.12.1999)

 

Widzę Twoje oczy
04.98

palce przesiąknięte stalą
zbliżają się do warg nieśmiale
całuję delikatnie
przychodzą znów masują żebra
żarłocznie pieszczą
zbliżasz wargi pełne karminem
palce mkną w okolicach mostka
osłodzą zabierając resztę
Modliszko nie znałem cię

stałym poszukiwaniem
zakończę
asymetria marzeń
wymienialnych
wyliczonych wrażeń
złą monetą
wszystko powątpiewaniem

usłysz wołanie
steranego

szukając piękna gubię się
odważam zapuszczać w nieznane
ekspresja oto mi dzieło
wspaniały kicz pomnik szajsu
wyściełanego w pamięci
odcinając świat trwamy
skorupując odczucia

ONA
złotowłosa
sunie bezgłośnie
pojawiając się niespodziewanie
smuguje postać mą
wytraca mój impet zezwierzęcenia
uczłowieczenia
plącze bezmyślność
dotyka irracjonalnie
chętnoniechętnie
pozwala to przemyśleć
zabierając czas
cenny dla mnie
Ona cenniejsza

nie znam sentencji
wzniosłych samą nazwą
nie umiem żyć
pisać także
inni krwawe epopeje
hymny pieśni nieśmiertelne
nauczeni chwały swej
biblią słów swych
naprzeciw ja stoję
niepotrzebny wyobraźnią
kolory grają im na twarzach
moja tonie w mroku
tandeta w nazwisku
bo sławne
moje nie
pseudonim zawsze istnieje
szybciej ginie
w trudzie kolejnych dni

myślę co jeszcze może mnie spotkać
o tym co było
ukryciem wstydliwie ocieram krople
toczą się zbyt głośno
mam z tamtych dni
kompleks słów
gruby tak niedoskonały
twarz zwał pierś brzuch
kompleks myśli
bujnych samotnych innych
depresyjnomaniakalnych
występujących przeciwko światu i mnie
kompleks czynów zachowań
jednoznacznych
obalony kopniakiem stołek
garść tabletek
tory drogi
motyw szoguna
wszystko
już nic nie będzie

gdzieś w nas
ginie i rodzi się ból
codziennie dalej
gdzieś indziej innych

ONI
Którzy żyją
omijają szerokim łukiem
otaczają osaczają porównaniami ośmieszają
odbierają wszystko co mi dane było
Którzy tworzą
nowe Olimpy
elitarność z ludzką twarzą
elita w trzech osobach
potop sług
Którzy kreują
rzeczywistość marzeń swoich
rozmysłem mamią wielbicieli
kryją prawdę zasłaniając poprzednimi
maskują myśli odczucia
ryjąc w nas symbole
przelewając zatrute wino
Którzy umrą
zdmuchnięci wiatrem

pustynny
przesiąknięty wiatrem
piaskiem bezwodem
niby lepi
pieszczony przewiórczeniem

z dusznego wyłaniasz się mroku
zawsze cicha spokojna wychowaniem
pomocność Tobą wypływa
taka dobra świat
taką widzę mgliście akcentowaną
myślę o Tobie odważam się
chwile szczęścia liczę
szukam światła niepotrzebnie
żebrzę w oczach coś
niepokoi struną wibruje napiętną
dlaczego trudno widzieć nie chcąc
odnikając poświatą czerni
a my zawsze bierni a wy zawsze wierni
zbyt dużo dlaczego
społowanie lepsi oni
widzieć Ciebie Twoje oczy oglądać
słyszeć wytwory głosówek
rozmawiać pytać odpowiadać
komorowiec szuka Twego
prosi odwzaja próżnoremnie
skowyt cichnie kontury kreślą stal
zimnieje słońcem nieczule przechodzi
szukając celu cienie lękliwieją
przeczukują los głowoniewu
po co stan wydajęty
interesaci nie istnieją
a mogło być inaczej

twarze bez wyrazu
widzę wokół
mijają wracając
nie widząc widoczne
bez polotu trawione
bezgłośne wargi ruszają się
pod ciężarem życzeń złych
cicho krzyczą całym bólem
nic nie słychać

szukasz dobroci
której nie mogę Ci dać
ufni w pochodzenie
sztucznie wymarzeni
rozpływamy usta
tworząc prawdę
nigdy nie dostaniemy
najwyższej

Drzewo
w koronie odlanej
złotem liści
Drzewo
zdradliwie stałe nieruchome
obserwator obrotu
Drzewo
odludem stojące
hodowane dewotycznie rośnie nienawiścią
męczone dobrem poprzednich
błagające karkomuniki od dzisiejszych
dawniej katowanych luksusem
mających alibi
zawsze
Drzewo
niespokojne nazwą
dzisiaj trawione poprzednimi
dzisiaj wolne nareszcie
ograniczone liściem niesuwerenem
dzisiaj biedne gnije zatopione wolnością
Drzewo
płomiennej korony
zgłodniale patrzy na świat
omijający zacof
tak bezpieczniej
Drzewo
zwalone naporem wiecznociągłym
wybraniec niepotrzebny
tracone komercem zesłabłecznie
gałęzie opadły pozostało spnienie
utwardzone próchnem rozwiane światem
bezpotomne zapomnienie ciemnem ciągnie
struta świadomość cierpiętniczych galerników
wiosłujących Lete w nowy czas
próby

zawsze będą
czarna konspira
zabiera trzosem barw
oponenci okazjonaci
momenty przełomu
milczę lubieżnie
zarzucają oczek barwną
umatniają własnymi
wszystko wszyscy tam
ja tu
nielogiczna prawda
pozwala istnieć skargą radosmutu
iść w jutro zasłon
zostać stopić się siekieżarem
radości infantylu u stóp
zbliżają bez pokłonu
oddalają to upragnione
własnowolnym przymusem
parszywym staczaniem
pozytywnym trwaniem negatu
wtłaczającym litry estetu
trzymając resztę nadziei
głupości morze topi
to przerasta kipiąc
zalewając zalane
nic tutejszego elitentaryzmu
trawionego resztą pomyślnoty
próżnicowany sobością
słaby
mechanizm wytrawienia indywidu
zepsutego

uwielbień sens stracony
wypróżniony czuciem
wystękany odpadem
świadomiejemy zbyt wolno
tracimy swoje dni lata
beznadzieją trwania
biernością rzygamy
w lęku konwencjonalizmu
przerabiamy się
w pogoni lepszości
wyrzucamy pamięć
pragnieniowość
wstajemy zawsze inni
człowieczymy
popłuczyny dawnych idei
śmiesznościowe
dziwkujemy troskani jutrem
komsumpcyjnością oddychamy
przetruwamy pozdrowienia
silącym uśmieszkiem samoprzylepem
istnieje zawsze atakując pozornością
przechodząc prestadia martwoty
testujemy całostkowość
prostotą ponowności
chorotą złożonych częściowo
rozkompletu
snami wyśnionymi
w szarealizmie końca
odległego bliskością
wszystko co minęło czeka
już umieramy na kredyt
zbędnością życia

a świat tętnił życiem
a życie płynęło dalej
a ja taki śmieszny
zagubiłem się

zbieram w sobie siły
do skoku
kolejnostatniego
ku światłu
brakło

Antagonizm przyjacielski
stacza na dno
irracjonalnie wyliczeń
utwardzamy mur

 
Alternatywnie oszukujemy
samych myśli świat
indoktrynarnie hodujemy
ukazujemy hedona

 
Atrakcyjne niebo
sztormuje odrzuta
istotnością ośmiesza
uderza prosto w twarz