Inflexibilis Immortalis
(1979 — 19.01.2002)

 

Zdarzenie

Jakże blisko czasem stajemy twarzą w twarz z Nią…
Zdarzenie miało miejsce krótko po wybiciu przez zegar na ratuszu dwunastej…
Wyszedłem z wydziału i raźnym krokiem ruszyłem naprzód za przystanek (Fredry)… Dotarłszy stwierdziłem, że jeszcze nie ma D, stoi 4… Kątem oka zauważyłem kobietę, już nie młodą, ale jeszcze nie starą… Nie wiem, ile miała, nie potrafię ocenić takich rzeczy w jednym tylko mgnieniu oka… Nie wiem, dlaczego, w ogóle, moje oko ją zarejestrowało – może przez determinację wypisaną na jej twarzy, może przez łzy czające się w kącikach oczu – oczy jej wyraźnie odbijały to ostatnie październikowe słońce – zazwyczaj nie zauważam nikogo – to tylko ludzie – wszyscy tacy sami, przeżywają to swoje życie, bez wzlotów i upadków, bez jakiegokolwiek cienia refleksji – te ich nieskażone myśleniem twarze – nieskażone nigdy jakąkolwiek głębszą oceną sytuacji… Obróciłem się przodem do tramwaju… Kobieta stała jakieś dwa kroki za mną… Nagle, gdy tramwaj ruszył, poczułem uderzenie w ramię, zachwiałem się i zobaczyłem, że ta kobieta właśnie wbiegła pod tramwaj, mijając zawadziła o mnie… Prawdopodobnie zemdlała od razu, gdy uderzyła w zderzak… Po około 5 metrach dostała się pod koło, przez następne 5 została przejechana, a ulica wzdłuż toru została naznaczona pasmem krwi i ok. dwucentymetrowych kawałków skóry, kości i wnętrzności… Gdy motorniczy zatrzymał wreszcie tramwaj na ulicy leżała drgająca jeszcze jakaś część – wątroba? – nie wiem, nie znam się na anatomii…
Całe zdarzenie trwało może 20 sekund, ale w moim subiektywnym odczuciu każda z nich upływała jak na stop-klatce – maksymalnie zwolniona, a jednak zbyt szybko na jakąkolwiek reakcję………… A na dworze było wówczas jeszcze tak ciepło… A na skórze czułem łagodny dotyk słońca…
10.01